Ryczałt dla sieciowych szpitali, czyli uroki finansowej stabilności Dr Mariusz Jędrzejczak; FOT. PTWP

Kilkuprocentowy wzrost środków dla większości sieciowych szpitali to, niestety, niewiele i poniżej oczekiwań. Szczególnie wobec konieczności sprostania wymogom ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w służbie zdrowia i wzrostowi kosztów usług zewnętrznych - pisze dr Mariusz Jędrzejczak z Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi.

Ilość pieniędzy przeznaczanych na leczenie to oczywiście sprawa bardzo ważna, tym bardziej, że ciągle jest ich za mało. Potencjalnie pozytywną cechą zmiany zasad płacenia ma być, podkreślana przez menedżerów, stabilność kwot zasilających sieciowe szpitale, w ramach przyznanych ryczałtów.

Oczywiście za wcześnie jest dziś aby kompleksowo oceniać rozpoczęte zmiany. Pewne zagadnienia warto być może zasygnalizować już teraz. Oba mają charakter systemowy, aczkolwiek o różnym stopniu szczegółowości.

Pierwsza kwestia dotyczy wspomnianej wyżej stabilności finansowania placówek w ramach czteroletnich ryczałtów. Warto pamiętać, że taka właśnie stabilizacja miała miejsce przez ostatnie kilka lat (nie było konkursów, NFZ podpisywał tylko aneksy do istniejących umów) i dla placówek z niedoszacowanymi kontraktami, a takich była większość, skutkowała wzrostem zadłużenia i kłopotami z płynnością.

Warto, przy formułowaniu ocen, mieć na uwadze tę okoliczność, mimo deklarowanej przez Ministerstwo Zdrowia zasady elastyczności ryczałtów, reagujących na potrzeby placówek, a w konsekwencji pacjentów. Szczególnie, że formalnie znika swoista „furtka bezpieczeństwa” dla świadczeniodawców, w postaci dochodzenia tzw. nadwykonań.

Przy planowanym poziomie finansowania, nie zniknie raczej samo zjawisko. Wydaje się zatem, że kwestia opłacania, chyba nieuniknionych ponadryczałtowych świadczeń w okresach krótszych niż czteroletnie, dość szybko stanie się problemem systemu.

Sprawą ważną dla szpitali i bardzo niekorzystnie, z ich punktu widzenia rozwiązaną, jest włączenie do finansowania w ramach ryczałtu świadczeń z zakresu intensywnej terapii Mimo że sprawa z pozoru ma charakter kwestii szczegółowej, dotyczy działania systemu jako całości. Doświadczenie bowiem dowodzi przynajmniej dwóch rzeczy:

• łóżek z tego zakresu świadczeń generalnie brakuje
• prawie każdy szpital dysponujący takim oddziałem generował wysokie nadwykonania.

Zapotrzebowanie na miejsca w oddziałach intensywnej terapii jest duże i nic nie wskazuje, aby ta sytuacja szybko uległa zmianie. Tym bardziej, że w szpitalach, w których niedoinwestowane w sprzęt są inne oddziały, na OiT trafiają chorzy normalnie hospitalizowani, np. na kardiologii, neurologii czy internie. To ciągle rzeczywistość naszej służby zdrowia.

W tej sytuacji, przyjęty sposób finansowania świadczeń, postawi wielu dyrektorów przed trudnym wyborem, - dofinansować intensywną terapię kosztem innych zakresów, przesuwając środki, czy próbować nie przekraczać limitu, co praktycznie raczej nie będzie możliwe, głównie z powodów medycznych.

Należy dziś sygnalizować zjawisko, które w niedalekiej przyszłości może stać się poważnym problemem, dla szpitali, a w konsekwencji także pacjentów.

Tytuł - od redakcji.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH