Rozrachunki z ordynatorem, czyli w szpitalu po staremu

Nie powiodły się próby zmiany krytykowanego, nazywanego feudalnym - ordynatorskiego systemu kierowania szpitalnymi oddziałami. Kierowników oddziałów mamy niewielu i właściwie nic - oprócz sposobu powoływania na to stanowisko - nie różni ich od ordynatorów.

W modelowym ujęciu miało być tak, że kierownik oddziału to osoba zajmująca się sprawami administracyjnymi, gospodarczymi i - co szczególnie ważne - monitorująca finanse. Procesem leczenia - wzorem brytyjskich i irlandzkich szpitali, gdzie rozdzielono funkcje zarządcze od medycznych - miał się natomiast zajmować konsultant medyczny; doświadczony lekarz cieszący się autorytetem klinicznym.

Bez konkursu

Do pełnego wprowadzenia nowych rozwiązań organizacyjnych nie doszło i dojść nie mogło, bo dyrektorom i prezesom szpitali najbardziej zależało na odstąpieniu od czasochłonnej i skomplikowanej formuły konkursowego wyłaniania ordynatorów. W przypadku kierowników procedura jest zaś prosta - powołują i odwołują ich dyrektorzy lub prezesi.

- Plusem jest to, że nie muszę organizować konkursu na stanowisko ordynatora - wyznaje Wojciech Miazga, dyrektor Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Ostrołęce. Konkursy były czasochłonne, odbywały się w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie.

- Zdarzało się, że żeby przeprowadzić jeden konkurs, trzeba było trzy, cztery razy jeździć do Warszawy. A to nie było kontrkandydata, a to członka komisji... Bywało, że osoba, która wygrała konkurs nie była pozytywnie przez nas oceniania i trzeba było wyjaśniać w Izbie Lekarskiej, dlaczego jej nie zatrudniamy - wspomina Miazga.

Z tych samych powodów wymieniono ordynatorów na kierowników m.in. w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie i Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu.

- Na konkurs trzeba było oddelegować przynajmniej 5 pracowników. I to trzykrotnie w przypadku jednego konkursu. Oprócz tego szpital musiał zapłacić za wynajęcie sali, a proszę pamiętać, że konkursy trzeba było przeprowadzać na 21 stanowisk ordynatorskich. Za drogo nas to kosztowało - wylicza Luiza Staszewska, prezes zarządu szpitala w Radomiu.

Dodaje, że Izby Lekarskie chciały decydować o sprawach, za które nie biorą odpowiedzialności.

- Jesteśmy spółką z o.o. Za funkcjonowanie szpitala odpowiadam własnym majątkiem, więc muszę mieć wpływ na to z kim pracuję - uważa Staszewska.

Kierownik vs ordynator

Takie podejście musiało się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem samorządu lekarskiego. Np. Świętokrzyska Izba Lekarska postanowiła bojkotować konkursy na ordynatorów szpitalnych oddziałów, gdyż po wprowadzeniu rozporządzenia ministra zdrowia z 6 lutego 2012 r. (w sprawie sposobu przeprowadzania konkursu na niektóre stanowiska kierownicze w podmiocie leczniczym niebędącym przedsiębiorcą - Dz. U. z 2012 r. poz. 182) w komisjach odpowiedzialnych za powołanie ordynatorów, środowiska medyczne straciły większość na rzecz przedstawicieli dyrekcji, wojewody i działających w placówce związków zawodowych.

Na pytanie portalu rynekzdrowia.pl, co to w konsekwencji oznacza dla pacjenta, January Lewandowski, ówczesny prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Kielcach, odpowiedział, że komisja nie mogąc ocenić kompetencji kandydata na stanowisko ordynatora, wybierze osobę wskazaną przez dyrektora: uległą wobec zarządzającego placówką, po prostu ograniczającą koszty.

CzytajUdział izb lekarskich w komisjach wybierających ordynatorów to fikcja

Z tym ograniczaniem kosztów przez kierowników, nie do końca wyszło. W Ostrołęce wprowadzono budżetowanie oddziałów i zasadę, że jeśli oddział mieści się w kosztach, to kierownik może liczyć na premię. Jednakże od 3, 4 lat szpital i tak notuje duże nadwykonania.

- Kontrakt nie wzrasta, a pacjentów mamy coraz więcej, bo to jest nowy, dobrze wyposażony i dobrze oceniany szpital - tłumaczy Wojciech Miazga, dyrektor Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Ostrołęce.

Warto też zwrócić uwagę, że w Ostrołęce nie udało się ograniczyć ponadlimitowych świadczeń, mimo że uprawnienia władcze dyrektora wobec kierowników są o wiele większe niż wobec ordynatorów, których wybiera się na kilka lat.

Natomiast w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie, w którym z modelu ordynatorskiego zrezygnowano w 2011 roku, twierdzą, że nadwykonania przestały praktycznie być problemem. Beata Marciniak, rzecznik prasowy WSzS, zaznacza przy tym, że kierownik oddziału ma taki sam zakres obowiązków jak ordynator.

Zarobki te same, ale nie ten prestiż

Kierownikami zostają lekarze. Ich zarobki są w zasadzie takie same jak ordynatorów. Według portalu wynagrodzenia.pl, miesięczne wynagrodzenie (mediana) ordynatora wynosi 7283 PLN. Zarobki połowy ordynatorów wahają się od 5175 PLN do 9975 PLN. Premia stanowi średnio 6% pensji całkowitej ordynatora, natomiast 94% to płaca podstawowa. Część ordynatorów otrzymuje również benefity.

Najlepiej być ordynatorem oddziału szpitala w Warszawie lub w województwie świętokrzyskim - wynika z kolei z raportu Ministerstwa Zdrowia o wysokości zarobków lekarzy w publicznych szpitalach i poradniach. Ordynator w Warszawie zarabia (rok 2013) miesięcznie 12,6 tys. zł brutto. Jego odpowiednik w woj. świętokrzyskim - 12,2 tys. zł. W Krakowie już tylko - 9,5 tys. zł.

Różnica nie tkwi w zarobkach. Dla lekarza stanowisko ordynatora jest w zasadzie ostatnim stopniem kariery klinicznej (ale nie naukowej). Czymże wobec ordynatora specjalisty nazywanego dawnej prymariuszem jest kierownik oddziału?

- Codzienne obowiązki ordynatora nie różnią się niczym od tego, czym zajmuje się kierownik. Nawet pensja jest taka sama. Jedyna różnica to bezpieczeństwo zatrudnienia. Jako kierownika można mnie zwolnić z dnia na dzień - mówi nam dr Jacek Gajos, kierownik Oddziału Udarowego Sosnowieckiego Szpitala Miejskiego, spółka z o.o. Kierownikiem został w 2009 r., kiedy przyszedł do pracy w sosnowieckim szpitalu. Ordynatorem był od 1991 r.

Za różnymi modelami zarządzania oddziałami kryją się w istocie różne podejścia do funkcjonowania ochrony zdrowia. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że o ile w modelu ordynatorskim dominuje nastawienie na leczenie pacjenta (bez względu na zewnętrzne uwarunkowania), o tyle w modelu menadżerskim liczą się koszty leczenia. Ale to teoria.

Lekarski punkt widzenia

W literaturze przedmiotu dostrzega się swoistą dychotomię w organizacji szpitalnego leczenia. ”Przy tworzeniu nowych modeli zarządzania i sprawowania władzy w imieniu pracodawcy ważne jest zwrócenie uwagi na argument, że powierzenie profesjonalistom medycznym funkcji kierowniczych jest sprzeczne ze stylem pracy i skłonnością do lekarskiego widzenia systemu opieki zdrowotnej, co oznacza pomijanie prawnych i ekonomicznych uwarunkowań funkcjonowania tego systemu” - tak Dorota Karkowska w pracy Zawody medyczne (wyd. Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012) relacjonuje poglądy badaczy na ten temat. Podkreśla, że ”dobry fachowiec nie oznacza jednocześnie dobrego menadżera”.

Czy zmiany w kierowaniu oddziałami pójdą jeszcze dalej? Czy zarządzać będą nimi menadżerowie, którzy nie są lekarzami? Znane są i takie propozycje. Np. w tzw. systemie konsultanckim zakłada się, że wyodrębnionymi oddziałami kierować powinien zespół złożony z trzech menedżerów: biznesowego, lekarskiego i pielęgniarskiego.

Szefowie szpitali, z którymi rozmawialiśmy, nie myślą o tym. Nie wykluczają jednak żadnej opcji. Do szukania nowych rozwiązań organizacyjnych skłaniają ich dwie przesłanki: chroniczny deficyt w finasowaniu świadczeń, który wymusza oszczędności, a także ustawa o działalności leczniczej, której skutkiem są przekształcenia szpitali w spółki i większa odpowiedzialność za wyniki finansowe.. 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH