Rady społeczne szpitali: mierne, bierne, ale wierne?

Po listopadowych wyborach samorządowych rozpocznie się proces wymiany składów rad społecznych szpitali. Nie wszędzie i nie z dnia na dzień. Tylko tam, gdzie nowi burmistrzowie i prezydenci będą chcieli pozbyć się dyrektorów samorządowych szpitali. Członkowie rad mogą wnioskować o ich odwołanie.

Czteroletnie kadencje rad społecznych szpitali nie pokrywają się z terminami wyborów samorządowych (w najbliższych wyborach wybierzemy blisko 47 tys. radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich oraz blisko 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast). Rewolucji personalnej nie będzie, bo jedno nie przekłada się na drugie. Tym niemniej pochodzące z rekomendacji lokalnych polityków rady społeczne szpitali mają polityczny rodowód i są czułe na polityczne zawirowania.

Narzędzie w rękach polityków
- Ogromnym problemem jest upolitycznienie rad społecznych. Rady są po części narzędziem w rękach polityków. Są potrzebne, ale bywają wykorzystywane do bieżących celów - uważa Bolesław Gębarski, prezes zarządu Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich.

Ma dobre rozeznanie w sprawach rad społecznych. Jest członkiem rady społecznej Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach. Przez lata jako dyrektor Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich współpracował z radą społeczną. Teraz, po przekształceniu szpitala w spółkę, współpracuje z radą nadzorczą.

- Raczej nie będzie automatycznej wymiany. Jeśli gdzieś dojdzie do zmian we władzach samorządowych, to rady mogą być wykorzystane do zmian na stanowiskach dyrektorów szpitali, ponieważ mogą wnioskować o ich odwołanie. Jeśli rada jest posłuszna, to można się nią posłużyć - twierdzi prezes Gębarski.

Dodaje, że potwierdza to wiele przykładów, nie tylko na poziomie większych lub mniejszych placówek ochrony zdrowia. Przypomina sytuację, gdy na Śląsku odwoływano dyrektorów NFZ. Gdy jedna rada społeczna oddziału wojewódzkiego NFZ nie zgodziła się, odwołano ją i powołano nową, która zaakceptowała odwołanie dyrektora oddziału i powołanie następnego.

Zwraca też uwagę, że aby zostać członkiem rady, nie trzeba spełniać wymogów merytorycznych. Trafiają do nich również osoby przypadkowe. Tymczasem stopień skomplikowania problemów w ochronie zdrowia jest tak duży, że osoby zasiadające w radach, które nie miały związku z ochroną zdrowia, są jak dzieci we mgle.

Nie ma fachowców, są znajomi
- Tego nie można nauczyć się w tydzień - mówi Bolesław Gębarski i zwraca uwagę, że inaczej jest z radami nadzorczymi. Żeby w nich zasiadać, trzeba zdać egzamin państwowy (w przeciwieństwie do rad społecznych ich członkowie pobierają wynagrodzenia - red.). Jednakże nie ma kadry, którą można zasilać rady społeczne i rady nadzorcze.
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH