Protest pracowniczy: przy okazji konfliktu w Radomiu - od strajku po głodówkę Czy protest pielęgniarek "rozleje się na całą Polskę"? Wątpliwe. Na zdjęciu: manifestacja pielęgniarek, położnych w Warszawie...

Pielęgniarki z Radomskiego Szpitala Specjalistycznego, nie wnikając w szczegóły i zasadność postawionych żądań, decydując się na strajk, położyły na szali swą dotychczasową opinię, a kto wie: może także i dalszy byt szpitala, w którym pracują.

Strajk jest najwyższym stadium protestu załogi przewidzianej prawem, czyli ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Od kilku lat jest to broń o wciąż słabnącej sile rażenia. Pielęgniarki, z całym szacunkiem dla nich, to nie górnicy, z którymi każda władza – tak, czy siak – musiała się liczyć. I liczy się nadal. Co więc będzie, jeśli dyrekcja Szpitala i jego organ założycielski nie ugną się pod żądaniami pielęgniarek?

Już widać, że sprawa z początku o charakterze stricte zawodowym (pielęgniarki uważają, że zarabiają za mało, więc żądają więcej) de facto przybrała nieco charakteru politycznego. Stało się to po tym, jak konflikt zrecenzowała Lewica, a niedługo później Donald Tusk zrecenzował dyrektora Szpitala, poddając pod wątpliwość umiejętność zarządzania taką placówką, jak ów szpital.

Jest tylko kwestią czasu, kiedy – oficjalnie – swój stosunek do konfliktu w Radomiu wyjawią pozostałe partie polityczne, w tym w szczególności Prawo i Sprawiedliwość. Możliwe jest, że do chóru recenzentów włączy się Stronnictwo Demokratyczne pod przewodnictwem Pawła Piskorskiego. Co, jak co, ale strajki zawsze były doskonałą okazją do „przywalenia” władzy i zaistnienienia w mediach.

Pielęgniarki są słabe
Górnicy mogą zatrzymać kopalnię i mało kto będzie na nich za to wieszał psy. Pielęgniarki i lekarze nie mają takiej siły argumentów. Zatrzymanie pracy szpitala oznaczałoby klęskę ich protestu. Bowiem ten ma dotąd rację istnienia i szansę na powodzenie, dopóki ma większościowe poparcie opinii społecznej. A to poparcie już bez tak ostatecznych kroków słabnie, wraz z siłą protestu pielęgniarek. Gdyby strajk był sam w sobie mocą, to protestujące nie musiałby podejmować okupacji gabinetu dyrektora. Ten krok, taktycznie rzecz postrzegając, nic nie wnosi na drodze osiągnięcia wyznaczonego celu. Pielęgniarki mogą tygodniami zajmować gabinet dyrektora, a ten może pracować w innym pokoju, albo nawet i w domu.

Oczywiście, to działanie podjęto nie po to, by wzmóc siłę protestu, ale po to, by było o nim głośniej w Polsce. Stąd też opozycja mówi o groźbie „rozlania się” strajku po całej Polsce. Opozycja różne rzeczy mówi, bo takie jej prawo. Sama jednak doskonale wie, że powtórki z ogólnopolskiego białego miasteczka nie będzie, co zresztą przyznaje mniej lub bardziej otwarcie Dorota Gardias w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH