Pomysł dotyczący regulacji czasu pracy: czy wolność dorabiania przestaje być prywatną sprawą lekarzy?

OZZL chce, aby lekarze mniej pracowali, a zapewnić im miałyby to nowe przepisy, które ściśle określą ramy czasu pracy medyków niezależnie od formy ich zatrudnienia. Tym samym lekarze wykonując pracę na kontrakcie będą podlegać takim rygorom jak ci na etacie. Specjaliści mówią pomysłowi tak...ale tylko, gdy wraz z nowymi zasadami wzrosną ich pensje.  

Pomysł zyskał na tyle rozbieżne recenzje w środowisku, że - jak już pisaliśmy - zarząd OZZL wystosował nawet do lekarzy specjalne oświadcznie, w którym tłumaczy powody swojego stanowiska w tej sprawie.

Krytyczne głosy padły, ale wielu z pytanych przez nas lekarzy nie chciało oficjalnie wypowiadać się na temat propozycji OZZL w sprawie czasu pracy. Za to na forach internetowych, pod osłoną nick'ów, rozgorzała dyskusja. - W tygodniu pracuję łącznie 48 + 7 a resztę czasu odpoczywam. I ktoś chce mi ten sielski spokój zburzyć w "moim dobrze pojętym interesie". Strzeżmy się "przyjaciół", a z wrogami damy sobie radę! - napisał bezpardonowo jeden z internautów, specjalista anestezjolog. 

W co drugim szpitalu

Tymczasem, z danych samorządu lekarskiego wynika, że blisko połowa szpitali nie przestrzega przepisów o czasie pracy. W efekcie tego, lekarze są przepracowani i stwarzają zagrożenie dla zdrowia pacjentów oraz samych siebie.

W omijaniu przepisów o dobowym odpoczynku od pracy (11 godzin), pomaga zawieranie przez lecznice - oprócz umów o pracę - cywilnoprawnych kontraktów. Wtedy personel medyczny może pracować bez obawy o naruszenie kodeksu pracy i przepisów unijnych.

W 2010 r. inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy stwierdzili takie naruszenia, czy raczej obejścia prawa o dobowym odpoczynku (red. - jak zauważa nasz Czytelnik poniżej, w komentarzu do tekstu), w co drugim szpitalu.

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy chce, aby czas pracy medyków został w końcu uregulowany w taki sposób, by dyrektorzy placówek medycznych nie mogli unikać przestrzegania zapisanych zasad.

Dlatego OZZL wystąpił do Ministra Zdrowia z postulatem prawnego ograniczenia czasu pracy lekarzy.

Jak informuje Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL, chodzi o zakaz zastępowania umów o pracę kontraktami (gdy służą one omijaniu przepisów o czasie pracy) albo objęcie normami czasu pracy wszystkich lekarzy, niezależnie od formy zatrudnienia (umowa o pracę, kontrakt, inne) i od miejsca wykonywania pracy.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego zakazuje przekraczania przez lekarzy tygodniowego czasu pracy powyżej 48 godzin. Przepis ten w Polsce jest jednak nagminnie nieprzestrzegany. Minister Zdrowia powoła dedykowany tej problematyce zespół. Ten ma zaś wypracować zasady jakie pomogą w jego respektowaniu.

W interesie zawodu czy przeciw?

Pomysł ten wspiera Naczelna Rada Lekarska. „Interesy pacjentów i lekarzy są zbieżne. Pacjenci chcą być leczeni przez wypoczętych lekarzy, którzy mają dla nich czas i nie spieszą się do kolejnych miejsc pracy. Lekarze powinni być wypoczęci, mieć czas na bezpośredni kontakt z pacjentem, czas na podnoszenie kwalifikacji, chcieliby pracować w jednym miejscu otrzymując tam godziwe wynagrodzenie. Niestety system ochrony zdrowia nie umożliwia tego ani pacjentom ani lekarzom." - wskazuje prezydium NRL w apelu do Ministerstwa Zdrowia.

Takie zmiany popiera także Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. PPOZ chce by przyjrzano się także temu, jak pracują lekarze w lecznictwie otwartym - również w podstawowej opiece zdrowotnej.

Pomysł OZZL nie budzi jednak entuzjazmu wśród wszystkich lekarzy. Gro z nich obawia się, że wprowadzenie regulacji dotyczących czasu pracy dotkliwie odbije się na ich zarobkach. Na to zaś zgodzić się nie chcą.

- Oczywiście dostrzegamy problem przepracowanych lekarzy, co wiąże się również z bezpieczeństwem pacjenta. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że potrzebne są działania, które pomogą rozwiązać ten problem. Jednak potrzeba jest przy tym rozwaga. Tak, by to co ma służyć lekarzom nie naruszało ich interesu - wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl. Grzegorz Napiórkowski, prezes Stowarzyszenia Młodych Lekarzy.

Jak twierdzi, jeżeli lekarze mieliby ograniczenia prawne w czasie pracy, to zdecydowanie źle odbiłyby się na ich zarobkach.

Zauważa: - Nie mamy w praktyce możliwości negocjowania podstawowych pensji. Ograniczenie możliwości dorobienia, a tym skutkowałoby wprowadzenie ograniczenia czasu pracy, z pewnością wymusiłoby postulaty podwyżkowe tej grupy zawodowej. Na to na pewno politycy dziś by się nie zgodzili, bo to oznacza wywrócenie całego systemu ochrony opieki medycznej.

Pracują ponad normy, bo...

Poza tym otwiera się pole do dalszej dyskusji - na temat stawek. Przy ograniczaniu pracy lekarzy trzeba pamiętać, że nie można jednakowo traktować np. dyżuru lekarskiego na oddziale ratunkowym z tym na innych spokojniejszych oddziałach.

Przedstawiciele prywatnych zakładów opieki zdrowotnej również raczej nie są entuzjastami tej inicjatywy.

Jak mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia pl. Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (OSSP), idea jest "wspaniała", ale nie do zrealizowania w polskich realiach.

- Po prostu mamy zbyt mało lekarzy, by móc sobie pozwolić na takie kroki. Jako pacjent oczywiście życzyłbym sobie zapewnienia, że mój lekarz nie jest drugą dobę w pracy, ale już jako pracodawca stoję przed dylematem czy będę miał w takiej sytuacji z kim pracować. Co będzie z systemem jeżeli takie regulacje się wprowadzi? - stawia pytanie, jednocześnie zapewniając, że pracodawcy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że zmęczony lekarz stwarza ryzyko dla zdrowia pacjenta i obowiązkiem kierujących placówkami zdrowia jest dbałość o to by rozważnie regulować czas pracy personelu.

W przekonaniu naszego rozmówcy problem polega na tym, że zamiast całościowo reformować system, robi się to w ramach akcji dotyczących poszczególnych przejawów jego działalności.

- Dziś system nie zatrzymuje lekarzy w kraju. Produkujemy lekarzy na eksport, a proponuje się ruchy, które w żaden sposób nie zmieniają przyczyn tego, że lekarze pracują ponad normy - zaznacza prezes OSSP.

Związkowcy - adwersarzom

Uwagi pod adresem inicjatywy OZZL wypowiadają i lekarze na forach internetowych. Na jednym z nich czytamy: "Pracuję tyle ile chcę i mogę. Świadczę dyżury anestezjologiczne na kontrakcie. (...) Biorę więc 2 x 24 godziny non stop, bo do tej pracy dojeżdżam 40 km. Po tych 48 godzinach jestem wyspany i zdarza się, że wracając po drodze w innym szpitalu znieczulam jeszcze 7 godzin (do 15-tej). Nie stwarzam żadnego zagrożenia dla pacjentów. W tygodniu pracuję łącznie 48 + 7 a resztę czasu odpoczywam"

Ale tak wyglądająca praca lekarza specjalisty, to chyba nie reguła...

Krzysztof Bukiel przyznaje, że wie, iż część lekarzy krytycznie odniosła się do inicjatywy OZZL, uważając, że jest to działanie na ich szkodę, bo ogranicza wolność gospodarczą i uniemożliwi dorabianie do niskich pensji. Przekonuje jednak, że w konsekwencji pomysł ten ma przynieść lekarzom korzyści finansowe.

Adwersarzom odpowiada: - Lekarze w Polsce od półwiecza przyzwyczajeni są do tego, że muszą mało zarabiać w podstawowym miejscu pracy. W zamian rządzący dają im „wolność" dorabiania bez ograniczeń. Lekarze korzystając z tej „wolności", zmniejszają jednocześnie presję na podwyżki płac zasadniczych i utrudniają uzyskanie lepszych wynagrodzeń także pozostałym lekarzom, co bardzo odpowiada rządzącym i cieszy się ich poparciem.

Jego zdaniem w takiej - antyrynkowej - sytuacji „wolność" dorabiania przez lekarzy przestaje być już tylko ich indywidualną sprawą, bo ogranicza „wolność" do uzyskania godziwych wynagrodzeń przez tych, którzy nie chcą dorabiać.

Wolność na własny rachunek

OZZL podkreśla, że chętnie i natychmiast zrezygnuje z postulatu prawnego ograniczenia czasu pracy dla wszystkich lekarzy (podobnie jak z postulatu ustalania płac minimalnych), gdy rządzący wprowadzą do ochrony zdrowia mechanizmy rynkowe, uwzględniające wolność gospodarczą także w innych aspektach niż tylko samozatrudnianie się lekarzy i „wolność" do dorabiania.

"Są to następujące elementy: demonopolizacja NFZ, wolność ustalania cen za świadczenia zdrowotne przez szpitale (z dopłatami pacjentów lub ich dodatkowych ubezpieczycieli, gdy kwoty refundacji ze środków publicznych będą niższe niż ceny świadczeń), wolna konkurencja między szpitalami czyli zakaz limitowania świadczeń refundowanych i likwidacja tzw. konkursu ofert" - czytamy w stanowisku zarządu OZZL.

Jak przekonuje Krzysztof Bukiel, "w takich warunkach wynagrodzenia lekarskie osiągną poziom rynkowy, a dyrektorzy szpitali sami zadbają o to, aby ich lekarze byli wypoczęci i w pełni sprawni. Wówczas dorabiać będą tylko ci lekarze, którzy mają taką wolę i siłę. Będą to robić faktycznie tylko na swój rachunek".

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH