Jeszcze kilka miesięcy temu strajkujący lekarze chętnie pokazywali swoje paski z nędznymi pensjami.

Dziś medycy wolą już nie chwalić się swoimi wynagrodzeniami. Bo zarobek sięgający 10 tys. zł dla specjalisty w szpitalu miejskim nie należy do rzadkości - pisze dziennik Polska.

Dzisiaj coraz częściej słychać opinie, że wzrost budżetu NFZ nie przekłada się na poprawę dostępności i jakość świadczeń medycznych, bo gros pieniędzy pochłonęły podwyżki. Inna sprawa, że jeszcze rok - dwa lata temu lekarze zarabiali nikczemnie mało. Stąd taka skala żądań i podwyżek.

- Nikt nie wątpi, że lekarze muszą godnie zarabiać, ale mówiąc szczerze, nie stać nas było na takie podwyżki - twierdzi Sergiusz Karpiński, wicedyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach. Była to słona cena, jaką zapłaciliśmy za spokój społeczny

Jak mówi posłanka PO Beata Małecka-Libera, podwyżki dawano wbrew rachunkowi ekonomicznemu, co odbije się na finansach.

Sam wzrost wynagrodzeń lekarzy bez reformy systemu zdrowia i zmiany w zarządzaniu szpitalami spowodował, że minister zdrowia Ewa Kopacz jest w klinczu. Nie wystarczą uspokajające słowa o planowanych zmianach w systemie ochrony zdrowia, bo te zmiany trzeba wprowadzić. Konsekwencje zaniechania trzeba będzie liczyć w kolejnych milionach złotych długów szpitali - ostrzega gazeta Polska.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH