Położne ze Starachowic: to polowanie na czarownice, będą pozwy ws. zwolnień w szpitalu - Ze względu na rozlokowanie oddziału i podział obowiązków, nie wszystkie z położnych mogły pomóc rodzącej - podkreśla Wanda Gut, szefowa związku pielęgniarek w szpitalu. Fot. Archiwum

Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w Powiatowym Zakładzie Opieki Zdrowotnej  w Starachowicach, krytykuje decyzję dyrekcji o zwolnieniu wszystkich położnych dyżurujących w czasie, gdy pacjentka urodziła na podłodze jednej z sal martwe dziecko. Kobiety zapowiadają pozwy do sądu pracy.

Zdaniem związku, dyrekcja zastosowała odpowiedzialność zbiorową, podczas gdy położne, przypisane do konkretnych odcinków pracy na oddziale, nie mogły ich opuszczać.

Jak powiedziała we wtorek (8 listopada) PAP przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w szpitalu Wanda Gut, która była wtedy na dyżurze, nie wszystkie pracownice wiedziały, co się działo w części oddziału zajmującej się patologią ciąży.

Przed kilkoma dniami kobieta w ósmym miesiącu ciąży zgłosiła się do szpitala, ponieważ przestała czuć ruchy dziecka; zdiagnozowano, że dziecko nie żyje. Według relacji pacjentki i jej męża, na które powołują się media, gdy rozpoczęła się akcja porodowa, kobiecie nie udzielono pomocy; pozostawiona bez opieki, urodziła na podłodze jednej ze szpitalnych sal.

Sprawę bada prokuratura - jej wstępne ustalenia pokrywają się z doniesieniami medialnymi. Znane są już częściowe wyniki sekcji zwłok dziecka.

- Mamy potwierdzenie, że do śmierci dziecka doszło w łonie matki, przed zgłoszeniem się pokrzywdzonej do szpitala - powiedział we wtorek (8 listopada) , Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Kompletne wyniki sekcji będą znane najwcześniej za kilkanaście dni.

Kontrolę w szpitalu przeprowadził już wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. W poniedziałek (7 listopada) dyrektor lecznicy Grzegorz Fitas poinformował, że podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z ośmioma osobami, które dyżurowały, gdy kobieta rodziła. To ordynator, pielęgniarka oddziałowa, dwoje lekarzy dyżurnych oraz cztery położne pracujące wówczas na zmianie.

Według Gut ze względu na rozlokowanie oddziału i podział obowiązków, nie wszystkie z położnych mogły pomóc rodzącej, bo oddział położniczo-ginekologiczny zajmuje dwie kondygnacje szpitala: na drugim piętrze umiejscowiono położnictwo z salą porodową i patologią ciąży, a ginekologia znajduje się na czwartym piętrze.

- Tego dnia na dyżurze było pięć położnych - dwie na ginekologii, jedna na patologii, jedna na położniczym, jedna na sali porodowej (...) Ani położnictwo, ani sala porodowa, ani ginekologia nie miały żadnych informacji od koleżanki z patologii ciąży, że coś u niej się dzieje. Ja pracując tego dnia na czwartym piętrze, dowiedziałam się o tym, co zaszło na patologii dopiero z mediów - opowiadała Gut.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH