GRUPA PTWP

Podzwonne dla szpitalnych spółek pracowniczych

  • Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia
  • 12-12-2011 06:15

Spółka pracownicza pasuje do szpitala jak pięść do oka - pracownicy nie są w stanie zgromadzić takich środków, żeby zapewnić placówce normalne funkcjonowanie i rozwój. Mimo to samorządy będące organami założycielskimi, zdopingowane do przekształceń ustawą o działalności leczniczej, namawiają pracowników, żeby przejmowali lecznice.

Zarząd województwa śląskiego wyznaczył Joannie Niestrój-Ostrowskiej, dyrektor Szpitala Chorób Płuc w Pilchowicach, podstawowe zadanie: do 2013 roku ma zrealizować program naprawczy i zbilansować finanse, by potem placówkę można było przekształcić w spółkę pracowniczą i przekazać załodze.

Pogorszenie nastrojów
- Jeszcze kilka miesięcy temu nastroje wśród załogi były optymistyczne, wskazywały na to wyniki referendum. Jednak realizacja programu naprawczego związanego z redukcją zatrudnienia ostudziła emocje. Atmosfera jest zła i nie wiem, czy osoby deklarujące wykupienie udziałów nie rozmyślą się - opowiada nam Niestrój-Ostrowska.

W ubiegłorocznym referendum wzięło udział ponad 70 pracowników - 22 zadeklarowało zamiar przystąpienia do spółki i wykupienie udziałów. Wysokość jednego ustalono na 1000 zł. Wśród chętnych po jednej trzeciej stanowili lekarze, pielęgniarki i pozostały personel.

- Sytuacja zewnętrzna nie jest teraz dobra. Śląski OW NFZ dostał mniej pieniędzy, a z uwagi na naszą specyficzną ofertę, nie będzie raczej zainteresowania komercyjnymi usługami. Jedynie porady i zabiegi rehabilitacyjne będą być może w sferze zainteresowań prywatnych pacjentów. Zresztą to nie ta skala finansowa… Jesteśmy placówką leczącą choroby płuc i nikt nie zapłaci za leczenie z własnej kieszeni - dzieli się wątpliwościami dyrektor szpitala.

- Gdyby się znalazł strategiczny udziałowiec, to spółce stworzonej przez pracowników byłoby łatwiej. Ale bardzo trudno o inwestora dla takiego szpitala, jak nasz - przyznaje ze smutkiem Joanna Niestrój-Ostrowska.

Zarząd województwa nie chce nim być. Dla samorządu liczą się placówki o strategicznym znaczeniu. Natomiast szpital w Pilchowicach nie jest duży, ma 110 łóżek. Jego kontrakt z NFZ w 2011 roku to blisko 6 mln zł.

Prowadzi oddziały rehabilitacji oddechowej, przewlekłych chorób płuc i gruźlicy, chorób płuc i chemioterapii nowotworów. Przy szpitalu funkcjonuje laboratorium, pracownia bronchoskopii, EKG, RTG, USG i spirometrii. Placówka oferuje również świadczenia rehabilitacyjne.

Powiedziały jaskółki, że niedobre są spółki
Szpital w Knurowie (województwo śląskie) od 2010 roku jest spółką z o.o. z 21-procentowym udziałem starostwa. Resztę udziałów kupili pracownicy. Załoga nie została więc pozostawiona sama sobie. Ale czy w razie kłopotów może liczyć na samorządowego akcjonariusza?

Starosta gliwicki Michał Nieszporek żałuje decyzji o prywatyzacji: - Chcieliśmy zmienić w spółkę jeszcze jeden nasz szpital, ale widząc, co się dzieje, zrezygnowaliśmy - wyznaje w Gazecie Wyborczej.

A szpital ma właśnie kłopoty; mocno zainwestował, by przyciągnąć nowych pacjentów, ale to nie pomogło. Ma 1,5 mln zł straty i musi ciąć płace.

- Spółkę w Knurowie tworzyliśmy od zera w ten sposób, że powołaliśmy nową jednostkę z udziałem pracowników, która przejęła świadczenia szpitala. Na 300 pracowników udziałowcami zostało 50 osób. Do tych udziałowców przyłączył się powiat gliwicki - wspomina prezes zarządu i dyrektor szpitala Michał Ekkert.

Jego zdaniem ustawodawca preferuje obecnie podmioty, które utworzone zostały z udziałem samorządu terytorialnego, co nie jest bez znaczenia przy kontraktowaniu. - Nie należy ukrywać, że NFZ podlega politycznym wpływom - podkreśla Ekkert i deklaruje się jako zdecydowany zwolennik przekształceń w spółki kapitałowe.

Biedny + biedny = 2 biednych
Renata Jażdż-Zaleska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych i dyrektor Szpitala Powiatowego w Kluczborku, jest przeciwna spółkom pracowniczym. Tłumaczy, że nie mają kapitału na inwestycje, a z reguły przejmują zrujnowane SP ZOZ-y. Do tego niosą na sobie garb w postaci zobowiązań wobec pracowników przejętych na zasadzie art. 23 prim kodeksu pracy.

- Łączenie spółki pracowniczej z samorządem też jest bez sensu, bo żadna ze stron nie ma odpowiednich pieniędzy - wyjaśnia Renata Jażdż-Zaleska i przypomina, że samorządy są poważnie zadłużone i nie będą pomagały swoim szpitalom. Ponadto znowelizowana ustawa o finansach publicznych ograniczyła możliwości poręczenia kredytów dla szpitali przez jednostki samorządu terytorialnego, co pogorszy jeszcze bardziej kondycje lecznic.

- Decydowanie się w tych trudnych czasach na spółkę pracowniczą jest skazane na porażkę - wyrokuje i zwraca uwagę, że w OSNSS nie ma szpitali prowadzonych przez spółki pracownicze. Dodaje, że spółki pracownicze prowadzące samodzielnie szpitale policzyć można na palcach jednej ręki.

Jaka jest więc przyszłość spółek pracowniczych w obliczu zapowiadanego kryzysu gospodarczego i prawnego otoczenia stworzonego m.in. przez ustawę o działalności leczniczej, którą chwilowo blokuje brak stosownych rozporządzeń wykonawczych?

Zdaniem Jażdż-Zaleskiej, jedynym rozwiązaniem jest mocny inwestor branżowy w połączeniu z jednostką samorządu terytorialnego.

Z kolei Michał Ekkert uważa, że kierunek zmian dla spółek kapitałowych powoływanych przez pracowników, jak i przez samorządy będzie jeden. - To łączenia i konsolidacje w grupy kapitałowe bądź konsorcja w celu przeprowadzenia konkretnych zadań gospodarczych i obniżenia kosztów funkcjonowania.

Dużym trudniej sterować
Na marginesie tej opinii dodajmy, że przeprowadzane obecnie w różnych częściach kraju szpitalne fuzje mają za zadanie wyczyścić przedpole przed przekształceniami wywołanymi ustawą o działalności leczniczej. Jednakże tworzone - szczególnie przez samorządy wojewódzkie - molochowate i skomplikowane struktury organizacyjne mogą zatracić sterowność. Nie da się nimi efektywnie zarządzać.

- Poprzez fuzje powstają trudne do zarządzania ogromne jednostki - zauważa w rozmowie z nami dr Christoph Sowada, ekonomista ochrony zdrowia z Instytutu Zdrowia Publicznego UJ. A ekonomista prof. Paweł Bożyk, który zna ten problem jak niewielu innych w Polsce, dodaje, że doświadczenia USA i byłego ZSRR pokazały, że to droga donikąd.

- W Związku Radzieckim zbudowano fabrykę wielkości miasta, która miała produkować ciężarówki, 40 tys. sztuk. Wycofano się z pomysłu, bo nawet w tamtym systemie, zarządzanie molochem nie było możliwe. Amerykanie również nie mogli poradzić sobie z gigantami, gdyż zarządzanie okazało się zbyt skomplikowane nawet w dobie komputeryzacji - opowiada nam profesor i podkreśla, że są dopuszczalne granice fuzji, szczególnie w tak specyficznym obszarze, jak ochrona zdrowia.

Bez wątpienia łatwiej zarządzać niewielkimi spółkami. O ile przetrwają nadchodzące czasy.

Czytaj więcej:    spółka pracownicza |  przekształcanie szpitali w spółki |  spółka samorządowa |  przekształcenia szpitali

To ja też swoje ;)
  • 2011-12-14
  • 20:28:06
  • ~Kaptowaniec
Miło mi się dyskutuje, choć czasem się szczypiemy, ale to pobudza dyskusję. Szpital dla mnie to miejsce, do którego przychodzi chory i chce być wyleczony. Aby chorego wyleczyć wymyślono dwa rodzaje leczenia POZ, czyli leczenie chorego w domu a tego, co nie można leczyć w domu oddajemy do szpitala, w którym odseparujemy pacjenta od środowiska no i możemy kontrolować wszystkie czynniki leczenia. Do leczenia potrzebujemy dobrej diagnostyki, możliwości wykonania zabiegów no i odpowiedniej opieki i kontroli chorego, musimy go odpowiednio odżywiać, bo niekontrolowana dieta może więcej zaszkodzić niż pomoże najlepsze leczenie. Także ważnymi czynnikami jest czysta pościel no i personel nieprzynoszący na swoich ubraniach dodatkowych zakażeń. Dlatego nawet hotele mają własne pralnie a nie wożą pościeli przez pół Polski ta jak to się obecnie robi w naszym kraju często zamykając nowoczesne pralnie mogące opierać rzeczywiście małe okoliczne szpitale czy przychodnie lub gabinety lekarskie. Jestem przeciwnikiem wożenia bielizny szpitalnej do prywatnej pralni, nad którą nie ma się kontroli, bo nie wiemy czy nie pierze razem bielizny z hospicjum i obrusów z restauracji, nie zapominajmy, że pralni nie prowadzą ludzie wiedzący cokolwiek o epidemiologii. Piszesz, że powinienem donieść gdzie trzeba o marnowaniu społecznego majątku, czyli gdzie do Pana Boga, bo wszystkie służby o tym wiedzą, ale dyrektor się śmieje, bo ma przyzwolenie władz województwa. W szpitalu, który znam stację dializ oddano prywatnej spółce jednocześnie rezygnując z pięciu lat czynszu, najnowocześniejszą pralnię szpitalną w województwie zamknięto a maszyny chciano sprzedać na złom dzięki sprzeciwowi związków stoją, sprzęt nowoczesnej kuchni oddano prywatnej firmie, której jedzenie jest poniżej krytyki, wybudowana jedyna spalarnia w województwie nie działa, bo zastosowano, jako filtry prototyp jakiegoś cwaniaka z Polski zamiast kupić sprawdzony z firmy renomowanej, ale uważam, że zainwestowanie w nowe filtry na pewno się szybko zwróci, lecz nie robi się nic. Niestety to wszystko dzieje się za przyzwoleniem Rządu, który nie ma koncepcji na ochronę zdrowia i rozciąga parasol ochronny nad nieudacznymi dyrektorami zadłużającymi szpitale.
A ja swoje...
  • 2011-12-14
  • 19:26:52
  • ~dofg
Rzeczywiście... na początku trzeba by ustalić co to jest outsourcing. To o czym Ty piszesz to nie jest outsourcing tylko kryminał!!! I jeśli znasz takie przypadki to natychmiast donieś gdzie trzeba. Po pierwsze: karygodne jest wydawanie publicznych pieniędzy na coś co nie wiąże się bezpośrednio z leczeniem pacjentów i na co z chęcią wyda pieniądze prywatny inwestor - patrz przykład: nowa spalarnia odpadów medycznych wybudowana za nasze publiczne pieniądze (w tym unijne) w najbardziej zadłużonym szpitalu w Polsce tj. w Gorzowie, w sytuacji gdy na każde pstryknięcie palcami zgłasza się co najmniej pięć firm, które zajmują się utylizacją odpadów - zapewniam zdecydowanie taniej (no tak... ale tu może powstać dylemat: dać zainwestować i zarabiać prywaciarzowi???!!!... przecież to niepatriotyczne!!!).
Jeśli chodzi o mnie, to tak, oczywiście, że oddałem i kuchnię i pralnię, bo żeby doprowadzić do porządku te dwa elementy trzeba by wydać kilka milionów. Więc sam właściciel doszedł do wniosku (zdecydowanie słusznego), że te ponad dwa miliony lepiej wydać na sprzęt medyczny i nowe łóżka dla chorych. Sprzątania nie oddałem, bo to jeden z niewielu elementów (o dziwo!!!), na kalkulację którego trzeba zwrócić szczególną uwagę - u mnie outsourcing "wychodził" drożej, więc z niego zrezygnowałem. Jak widzisz umiem liczyć i wyciągać z tego wnioski.
Jeśli piszę, że jestem za outsourcingiem myślę o tym jako o zasadzie, która jak każda reguła ma wyjątki. I takim wyjątkiem (niewątpliwie chlubnym) jest np. kuchnia szpitalna w szpitalu w Grudziądzu - pełny szczery podziw i gratulacje dla dyrektora Nowaka, który na swojej kuchni doskonale zarabia.
Jeśli mówię o zasadzie to mam również na myśli konieczność przeprowadzenia każdorazowo rachunku ekonomicznego i dokładnej analizy. Jeśli mówię o zasadzie to mam na myśli skupienie się na tym co jest głównym zadaniem statutowym jednostki, a głównym zadaniem statutowym szpitala jest efektywne (czyli również w sposób finansowo zbilansowany) leczenie pacjentów, a nie zarabianie na organizacji wesel i styp.
PARTNER PORTALU
partner portalu rynekzdrowia.pl
reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetargów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Copyright by Rynek Zdrowia