Podwyżki dla pielęgniarek: końca zamieszania nie widać FOT. Archiwum RZ; zdjęcie ilustracyjne

Dyrektorzy szpitali nie przestają narzekać na 400-złotowe podwyżki dla pielęgniarek, bo muszą do nich dopłacać. Powód? Nieprecyzyjne przepisy.

Tymczasem pielęgniarki chcą teraz dla siebie płacy minimalnej: od 1,5 do 2 średnich krajowych. Pomysł ustawowego określenia płacy minimalnej dla pracowników szpitali i przychodni wyszedł od ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

- Skoro minister ma taki pomysł, to my mu tylko podpowiadamy, jakie są postulaty naszej grupy - mówi Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Spełnienie postulatu pielęgniarek oznaczałoby, że ich pensje urosłyby do 6-8 tys. zł, czyli ponaddwu-, a nawet trzykrotnie. - Musimy coś zrobić, żeby zatrzymać młode pielęgniarki w kraju. Już teraz tylko co trzecia dziewczyna po studiach podejmuje pracę w zawodzie. Reszta szuka innego zajęcia albo wyjeżdża - przekonuje Dargiewicz.

OZZPiP mówił to samo, szykując się przed wyborami parlamentarnymi do strajku. Wtedy jednak związek żądał tylko 1,5 tys. zł dla każdej pielęgniarki. Podwyżka miała zostać wpisana do podstawy wynagrodzenia. Minister zdrowia Marian Zembala zaproponował tylko 300 zł brutto, potem dorzucił jeszcze 100 zł i obietnicę, że przez trzy następne lata ich pensje też będą podwyższane o 400 zł. W sumie więc wyniosą 1,6 tys. zł - przypomina Gazeta Wyborcza.

Kwota ta nie jest jednak wpisana do podstawy wynagrodzenia. Mimo to pielęgniarki podpisały porozumienie z ministrem i odstąpiły od zapowiadanego strajku.

Wtedy dla dyrektorów szpitali zaczęły się kłopoty. Zgodnie z przepisami ustawy zdrowotnej NFZ nie może wypłacać szpitalom pieniędzy na podwyżki dla jakiejś grupy zawodowej. Minister zdrowia wydał jednak rozporządzenie, które każe tak właśnie Funduszowi zrobić.

Kłopoty szpitali polegają na tym, że NFZ wypłaca im pieniądze dla pielęgniarek na podstawie aneksów do umów. Aneksy są aż dwa, bo podwyżkę przyznawano w ratach: jeden jest na 300 zł, drugi na 100 zł. Każdy szpital wysyła więc co miesiąc do NFZ dwie "podwyżkowe" faktury. Na pieniądze czeka dwa tygodnie. Dla szpitali, które mają trudności z płynnością finansową, to duży problem.

- Co miesiąc pożyczam od miasta pieniądze, żeby mieć na wypłaty. Na podwyżki dla pielęgniarek musimy sami pieniądze wyłożyć. Na razie to 130 tys. zł. Jak płacimy pielęgniarkom, to nie płacimy innych rachunków. Rosną odsetki, a wraz z nimi dług - mówi na łamach Gazety Wyborczej Anna Knysok, dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH