Strona internetowa podlaskiego NFZ miała skutecznie rozwiązać problem niekończących się kolejek do lekarzy specjalistów. Niestety, zamiast informować - dezinformuje pacjentów - podaje Gazeta Wyborcza.

Nieprawidłowe numery telefonów, dane sprzed dwóch, a nawet trzech miesięcy, albo brak jakichkolwiek danych - to przykłady zawartości stron www.nfz-bialystok.pl.

Informacje o „kolejce oczekujących” miały pomóc wszystkim tym, którym zależało na uzyskaniu jak najszybszej informacji na temat czasu oczekiwania do specjalistów. Niestety, te pojawiające się na stronie często są już nieaktualne.

- Wszystkie te dane mamy od świadczeniodawców - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Adam Dębski, rzecznik prasowy podlaskiego NFZ.

Białostocki oddział NFZ nie ma złudzeń, że stworzona strona z czasem oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty mogłaby komukolwiek pomóc.

- Ustawa nakłada na Narodowy Fundusz Zdrowia obowiązek informowania pacjentów o wielkości kolejek do poszczególnych specjalistów. Wszystkie dane, jakie są umieszczane na stronie, pochodzą od świadczeniodawców. I my bazujemy tylko na tym, co oni nam przekażą. Zdajemy sobie sprawę, że system ten nie działa idealnie, że są tam informacje niepełne i niekompletne, dlatego zawsze uczulamy pacjentów, by zanim zdecydują się skorzystać z tych informacji, sprawdzili je jeszcze u źródła: w odpowiednich przychodniach, poradniach, szpitalach - komentuje Dębski.

O tym, że kolejki do specjalistów to problem, nie trzeba nikogo przekonywać. Pacjenci tygodniami i miesiącami czekają na wizytę u kardiologa, gastrologa czy endokrynologa. A wcale tak być nie musi, są bowiem placówki, gdzie tacy pacjenci przyjmowani są niemal "od ręki".

Informacją i uaktualnieniem danych zawartych na stronie internetowej zajmuje się specjalnie oddelegowany do tego celu pracownik podlaskiego NFZ. Jego praca polega na przyjmowaniu i wpisywaniu informacji otrzymywanych od poszczególnych jednostek służby zdrowia. Ta praca jednak w wielu przypadkach idzie na  marne.

Pytany o to, czy Podlaski OW NFZ podejmie jakieś kroki, aby zmienić to, co niezbyt dobrze funkcjonuje na stronie internetowej, Adam  Dębski  tłumaczy, że gdyby zapisać wszystkie działania, jakie podjęto, aby informacja o „kolejkach oczekujących” na stronie internetowej była rzetelna, powstałaby gruba książka...

- Jest to wręcz syzyfowa praca. Zamieszczamy informacje, które otrzymujemy od świadczeniodawców i wydawać by się mogło, że to im powinno zależeć na tym, aby były one prawdziwe. Niestety, tak nie jest, a my nie mamy innych możliwości uzyskania prawdziwych informacji. Niektóre dane weryfikujemy, ale mając 3 tysiące umów ze świadczeniodawcami nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkiego - wyjaśnia Dębski.

Rzecznik przyznaje, że  najbardziej aktualne i mające odzwierciedlenie w rzeczywistości dane umieszczane są w zaledwie trzech specjalnościach dotyczących endoprotezoplastyki, zaćmy i angioplastyki.

Tego bałaganu z pewnością można byłoby uniknąć, wprowadzając sprawniejszą informatyzację i lepszy przepływ informacji między lekarzami pierwszego kontaktu a poradniami specjalistycznymi.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH