Po tragedii w Białogardzie: kontraktowe dyżury są tylko objawem choroby Czy w polskich szpitalach trzeba zmienić system dyżurów lekarskich? FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

Śmierć 44-letniej anestezjolog w szpitalu w Białogardzie podczas czwartej doby dyżuru ponownie wywołała publiczną dyskusję o czasie pracy lekarzy. "Są przemęczeni, bo do etatów dorabiają dyżurami na kontraktach" - to jeden medialnych przekazów. Problem jest jednak znacznie bardziej złożony.

Anestezjolog, która zmarła 8 sierpnia w Szpitalu Powiatowym w Białogardzie, nie była etatowym pracownikiem tej lecznicy. Dyżurowała w niej prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą. Jako ordynator etatowo pracowała w innym szpitalu.

- Nieustannie podróżowała między tymi placówkami - powiedział w rozmowie z PAP przewodniczący związku "Solidarność" w szpitalu w Białogardzie Wiesław Haik.

Okoliczności śmierci lekarki wyjaśnia prokuratura. Związkowcy chcą, aby NFZ oraz NIK skontrowały m.in. szpital w Białogardzie i trzy inne lecznice zarządzane przez tę samą spółkę. - Z naszej wiedzy wynika, że lekarze pracują w tych czterech szpitalach jednocześnie - powiedział Haik. - Chcemy, aby skontrolowano firmę pod kątem zatrudnienia pracowników, a także liczby godzin przepracowanych przez lekarzy.

Po pierwsze bezpieczeństwo pacjentów

W 2008 roku, między innymi za sprawą unijnej dyrektywy, weszły u nas weszły w życie przepisy, według których lekarz może pracować 7 godz. 35 min. na dobę. Lekarze wywalczyli też możliwość 11-godzinnego odpoczynku po dyżurze.

Wielu z nich nie korzysta jednak z tej możliwości, zgadzając się m.in. na klauzulę opt-out. Umowa o pracę z taką klauzulą pozwala wydłużyć tydzień pracy powyżej 48 godzin (ale nie więcej niż do 72 godzin).

Lekarze mogą jeszcze pracować w ramach kontraktów - w oparciu o umowy cywilno-prawne, do których nie stosuje się przepisów kodeksu pracy. Pracodawców nie interesuje wtedy jak długo i gdzie jeszcze pracuje zatrudniany przez nich lekarz.

Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia, przypomina, że unijna dyrektywa o czasie pracy nie została wprowadzona z myślą o ochronie pracowników, ale ze względu na bezpieczeństwo pacjentów.

- Chodzi o ograniczenie ryzyka narażenia pacjentów na skutki przemęczenia lekarzy, w tym popełniania przez nich błędów - mówi ekspert, zaznaczając, że dyrektywa o czasie pracy dotyczy nie tylko lekarzy, ale też na przykład kierowców.

Wskazuje, że duch tej dyrektywy został w polskiej legislacji złamany, a idea ograniczenia czasu pracy, mająca służyć konsumentom, uległa w naszym prawodawstwie swoistej "falandyzacji".

Dzieje się tak między innymi poprzez zawieranie kontraktów cywilnoprawnych z lekarzami prowadzącymi działalność gospodarczą, czyli ich samozatrudnienie.

Znowu głośno o łamaniu unijnej dyrektywy

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH