12-letni Kamil przebywający na koloniach został przygnieciony bramką na boisku, a dyspozytorka pogotowia nie chciała wysłać ambulansu. Chłopiec zmarł. Nikt nie pomyślał o wezwaniu śmigłowca ratunkowego. Komentarze w mediach dowodzą, że można było uratować dziecko dzięki szybszemu działaniu. Winę za tragedię zrzuca się też na zbyt skomplikowany system.

– Nie zawinił system. Są procedury, trzeba umieć z nich skorzystać - tak minister zdrowia Ewa Kopacz oceniła  w TVN24 tragiczną historię, która wydarzyła się w Małopolsce. Minister  uznała, że wydarzenia związane z wypadkiem w Szczawniku, "to zwykły błąd człowieka", na pewno nie błąd systemu ochrony zdrowia.

– Najlepsze ustawy nie zwalniają pracowników pogotowia od myślenia - mówiła minister, jednocześnie dodając, że nie podejrzewa dyspozytorki o działanie w złej woli. – Może miała wcześniej historię, że została bez środka transportu? - próbowała dociekać Kopacz. Chociaż z drugiej strony "trudno uznać za uzasadnioną wątpliwość, że w ciągu kilku godzin zdarzy się jakiś masowy wypadek", a tak właśnie tłumaczyła niemożność wysłania ambulansu dyspozytorka.

Minister była również krytyczna wobec postępowania lekarzy, którzy próbowali dostać od dyspozytorki karetkę. Jej zdaniem należało jak najszybciej zadzwonić po śmigłowiec.

- Dziwię się, że nie skorzystano z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - mówiła, dodając, że procedura jego zamówienia wcale nie jest skomplikowana, jak myślą niektórzy. - Jeśli wykonanie telefonu jest skomplikowaną procedurą, firmy telekomunikacyjne powinny zbankrutować - podsumowała minister.

Pogotowie nie dotarło także w niedzielę (27 lipca) do chorego na serce turysty, który wypoczywał w Krynicy Morskiej. Mężczyznę do szpitala zawiózł syn, bo karetki z tego rejonu były u innych pacjentów.  65-letni emerytowany górnik z Dolnego Śląska w niedzielę poczuł się tak źle, że rodzina postanowiła wezwać karetkę. Wypoczywający razem z nimi lekarz stwierdził, że może to być migotanie przedsionków.

Na szczęście dojechali do szpitala. Tam pan Zenon otrzymał natychmiastową pomoc. Teraz  czuje się już lepiej, ale musiał zostać pod opieką lekarzy.

Za ratownictwo medyczne na Pomorzu odpowiada Urząd Wojewódzki, który tak rozdziela karetki, żeby w jak najkrótszym czasie dojechały do chorego. Przez dwa letnie miesiące NFZ kontraktuje dodatkowe samochody, by zapewnić opiekę tysiącom turystów, którzy przyjeżdżają na Hel i Mierzeję Wiślaną. Do 54 "całorocznych" ambulansów doszły dwa sezonowe - w Łebie i Krynicy Morskiej, za kilka dni ma się też pojawić w Ustce.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH