- Za dwie noce w szpitalu dostaję 130 zł brutto - mówi pielęgniarka. - Tu za siedem nocnych dyżurów zarabiam 90 zł! Tu, czyli w Centrum Rehabilitacyjno-Opiekuńczym w Łodzi. Pielęgniarki czują się oszukane, bo do pięciu miesięcy nikt nie zainteresował się ich postulatami. Zarabiają połowę mniej niż koleżanki ze szpitali.

- Jak to możliwe, że nikt nie potrafi albo nie chce nam pomóc? - pytają rozgoryczone pielęgniarki po wielomiesięcznych bezowocnych rozmowach z urzędnikami, radnymi, zastępcami prezydenta miasta. Tematu nie podjęło nawet Ministerstwo Zdrowia, z którym pielęgniarki prowadzą bogatą korespondencję.

Sytuacja w Domach Pomocy Społecznej mówiąc delikatnie nie jest dobra. Coraz więcej pielęgniarek rezygnuje z pracy, stąd też jest coraz więcej vacatów. Powodem są niskie zarobki, połowę mniejsze niż w szpitalach. 

Dodatkowo pracujące w domach opieki nie są wynagradzane za pracę w niedzielę i święta, a dodatek za dyżury nocne mają żenująco mały. To niecałe dwa złote na godzinę - obliczają pielęgniarki.

Praca na oddziale Centrum Rehabilitacyjno-Opiekuńczego do łatwych na pewno nie należy. Na 60 podopiecznych, którzy są w bardzo ciężkich stanach, na nocnym dyżurze przypada jedna pielęgniarka i jedna opiekunka. Nie ma lekarza, więc kiedy pacjent zaczyna się dusić lub ma atak epilepsji, może się nim zająć jedynie pielęgniarka.

- Nie jestem w stanie zrozumieć, jak pielęgniarki wytrzymują takie tempo, one prawie w ogóle nie odpoczywają. Bywa, że przez cały dyżur nie usiądą nawet na chwilę – mówi na łamach gazety opiekunka w DPS, która po miesięcznej pracy złożyła wypowiedzenie. 

9 lipca łódzcy radni podjęli w tej sprawie uchwałę intencyjną, ale nic z niej nie wynika, bo samorząd chce, żeby problemem zajął się rząd.

- W pierwszej kolejności problemem podwyżek musi się zająć samorząd. DPS jest instytucją miejską i jeśli urzędnicy nie chcą mieć protestu czy masowych zwolnień z pracy, powinni sobie to wziąć do serca. Tymczasem ze strony miasta nie widać żadnego ruchu - komentuje Maciej Grubski, łódzki senator z PO.

Pielęgniarki dwa razy spotykały się z wiceprezydent Łodzi Haliną Rosiak. Bez rezultatów. Przez pół roku nie udało im się nawet umówić na spotkanie z prezydentem Jerzym Kropiwnickim.

Pielęgniarki proszą prezydenta, by uruchomił rezerwy budżetowe. Wyliczyły, że DPS przy ul. Przybyszewskiego potrzebuje około 170 tys. zł do końca roku, by zwrócić pielęgniarkom, opiekunkom i pokojowym za wszystkie noce i święta, które przepracowały od sierpnia za darmo. Prezydent odpisuje, że nie może, bo "miasto posiada już plany na rozdysponowanie tej rezerwy."

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH