Niektóre lecznice prowadzące SOR radzą sobie z natłokiem wymagających doraźnej pomocy pacjentów tworząc poradnie i ambulatoria lub wprost informują, że osoby kwalifikujące się faktycznie do przyjęcia przez lekarza POZ będą czekać godzinami.
Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni z przeciążonego szpitalnego oddziału ratunkowego w Pomorskim Centrum Traumatologii (PCT) w Gdańsku, zapowiedzieli, że pójdą w ślad za ordynatorem oddziału i złożą wypowiedzenia z pracy.
Szpitalny oddział ratunkowy w gdańskim PCT jest jednym z trzech SOR-ów działających w mieście. Zdaniem pracowników oddziału i dyrekcji lecznicy – najbardziej obciążonym. W ich opinii, konieczna jest poprawa koordynacji systemu ratownictwa i wypracowanie takiego kierowania pacjentów do szpitali, by obciążenie pracą było równomierne.
Zbigniew Krzywosiński, dyrektor ds. medycznych PCT w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl podkreśla, że nie chodzi wcale o wyjątkowe sytuacje np. wypadki, w których jest poszkodowanych kilkanaście osób, ale o codzienną ciężką pracę oddziału, na który trafia nawet do 240 pacjentów w ciągu doby.
Mieli ratować
– Możemy oczywiście zwiększyć liczbę personelu i doposażyć oddział, ale to niewiele da, bo przede wszystkim powinien zmienić się system. Poza tym wcale nie tak łatwo pozyskać pracowników do pracy na SOR. Pracują w bardzo dużym stresie, na pierwszej linii i często muszą się zmagać z nieuzasadnionymi pretensjami ze strony pacjentów i ich rodzin – tlumaczy dyrektor.
Zdaniem dyrektora Krzywosińskiego (i nie tylko jego) codzienna praca lekarzy, pielęgniarek i ratowników z SOR, to zarówno kontakt z chorymi w ciężkim stanie, których nierzadko trzeba ratować jednocześnie, jaki i tłumem pacjentów, o których zapomniał POZ.
Hasło „pacjent POZ” przewija się w każdej rozmowie o pracy szpitalnych oddziałów ratunkowych, bo zamiast zgodnie z nazwą i funkcją „ratować”, przyjmują dziesiątki pacjentów, którzy nie skorzystali z porady u lekarzy rodzinnych albo wręcz zostali tam przez nich skierowani.
Diagnostyka kosztuje
Dyrektorzy szpitali radzą sobie z tym natłokiem pacjentów na różne sposoby. Marek Nowak, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Wł. Biegańskiego w Grudziądzu, aby ograniczyć ilość pacjentów, których nie obsłużył POZ a trafili na szpitalny oddział ratunkowy, sam założył poradnię w szpitalu.
Czytaj więcej: szpitalny oddział ratunkowy | Szpital Wojewódzki w Zielonej Górze | Adrianna Wilczyńska | Wojewódzki Szpital Chirurgii Urazowej św. Anny w Warszawie | Regionalny Szpital Specjalistyczny im. Wł. Biegańskiego w Grudziądzu | Marek Nowak | Andrzej Mielcarek | Zbigniew Krzywosiński | Pomorskie Centrum Traumatologii Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku | SP Szpital Wojewódzki im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu | Piotr Łukiewicz
Białystok: finał akcji na rzecz hospicjum
1.jest to miejsce gdzie próbują znaleźć pomoc pacjenci którzy "odbili" się od niewydolnego systemu: POZ, ALS, LZ
2.finansowanie "systemu ratownictwa medycznego", do którego należą Pogotowie, LPR i SORy, kończy się przed drzwiami szpitala => zwykle pieniądze NFZ starczą tylko na utrzymanie personelu "w gotowości"(każdy pacjent = strata)
3. W Gdańsku na dokładkę słabo działa koordynacja, co skutkuje "katastrofką" co jakiś czas na każdym z gdańskich Oddziałów Ratunkowych (nie tylko w PCT)
Do pracy na SOR PCT schodzą lekarze z oddziałów, i dzięki temu SOR funkcjonował. Ale bez nadzoru lekarza med.ratunkowej to rzeczywiście będzie tylko izba przyjęć...