Oddam szpital w dobre ręce - chętnych brak

Dość popularne w ostatnich latach przekazywanie w dzierżawę samorządowych szpitali zostało zahamowane. Nie ma zbyt wielu chętnych, którzy chcieliby je prowadzić jako operatorzy.

Obie strony mają sprzeczne oczekiwania. Samorządowcy z pieniędzy za wynajem chcą jak najszybciej spłacić narastające zadłużenie lecznic. Zewnętrzne firmy chcą zaś zarobić, ale nie mają na czym, bo o intratne świadczenia medyczne coraz trudniej.

W obecnym stanie prawnym samorządy mają do wyboru kilka wariantów odnośnie przyszłości szpitali: pozostawienie SPZOZ w dotychczasowej formie, przekształcenie w spółkę kapitałową, partnerstwo publiczno-prywatne (PPP), likwidację, a także dzierżawę operatorską z zapłatą długu. To ostatnie rozwiązanie przewiduje utrzymanie majątku szpitala w rękach samorządu i jego wydzierżawienie zewnętrznemu operatorowi.

Samorządowcy generalnie chwalą dzierżawę - wyborcy nie mogą im zarzucić, że sprzedali szpital prywatnemu właścicielowi. Jest tylko dzierżawca, który może sfinansować niezbędne inwestycje (nie obciążając przy tym budżetu samorządu), a ponadto dzięki regularnym wpłatom za dzierżawę umożliwi pozbycie się długu. Nie mówiąc już o tym, że zapewni mieszkańcom wysoką jakość świadczeń medycznych.

Wygórowane oczekiwania

Ale jest też punkt widzenia dzierżawcy, operatora zewnętrznego, który wiąże się umową z samorządem np. na 25 lat i musi wykładać grube miliony.

- Samorządy oddające w dzierżawę szpitale są głodne pieniędzy, te szpitale z reguły mają poważne długi - mówi nam Adam Roślewski, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Nowy Szpital, która przejęła od samorządów 12 lecznic w trzech województwach.

- Dlatego bardzo wysoko stawiają poprzeczkę, jeśli chodzi o opłaty za dzierżawę. Rozsądny poziom dzierżawy to moim zdaniem maksimum 3 proc. rocznego kontraktu z NFZ. Natomiast są w Polsce przykłady, gdy stawki dzierżawy sięgają 10 proc. rocznego kontraktu z NFZ. Wtedy wszyscy mają problemy - twierdzi Roślewski i wspomina:

- Kiedy negocjowaliśmy umowy dzierżawy, to mówiliśmy wprost, że nie można mieć wszystkiego, bo to jest system naczyń połączonych. Jeśli na coś wydamy więcej, to na inne potrzeby wydamy mniej. Zawsze postępowaliśmy ostrożnie. Natomiast niektórzy nasi konkurenci mocno przeszarżowali z opłatami na rzecz właściciela.

Dodaje, że samorządy oczekują od operatora trzech rzeczy: po pierwsze, że zapewni stabilne funkcjonowanie szpitala; po drugie, że będzie inwestował z własnych środków; po trzecie, że zapłaci wysoką dzierżawę. Zwraca też uwagę, że w sytuacji rozbudzonych oczekiwań, gdy szpital ma już nowego operatora, dość często zdarzają się przypadki obniżania przez NFZ wysokości kontraktów.

Marek Wójcik, ekspert ochrony zdrowia Związku Powiatów Polskich, zwraca uwagę, że nie tylko przesłanki ekonomiczne są motywem oddawania w użytkowanie szpitalnego mienia operatorowi zewnętrznemu (choć przyznaje, że to w większości przypadków decydujący czynnik).

- Samorządowi może również chodzić o zapewnienie kompleksowości świadczeń, którymi zewnętrzna firma jest w stanie uzupełnić dotychczasową ofertę placówki - mówi. - Samorządy mają również na uwadze budowanie marki szpitala poprzez uruchomienie nowego rodzaju działalności leczniczej. Pacjent dowiaduje się, że w jego szpitalu otwarto nowy oddział, a przeważnie nawet nie wie, że otworzył go podmiot zewnętrzny. Dla pacjenta ważny jest bowiem poziom świadczonych usług, a nie kwestie właścicielskie - dodaje.

Dzierżawa wyhamowana

Według Wójcika, ze względu na zakres dzierżawy, można ją podzielić na dwie grupy. Pierwsza to czasowe przekazanie całego majątku szpitali (nieruchomości i ruchomości) lub znacznej części. Takich szpitali samorządowych jest teraz w Polsce ok. 15.

Druga grupa to szpitale, w których wydzierżawiono jeden, dwa oddziały. Zdaniem Wójcika mniej więcej co 4 szpital samorządu powiatowego lub wojewódzkiego oddał w dzierżawę jakąś nieruchomości na działalność medyczną. Ekspert zwraca uwagę, że niemal wszystkie podmioty medyczne oddają coś w wynajem. Mogą to być na przykład kioski, szatnie, bary itp. - Szpitale samorządowe działające jako SP ZOZ osiągają ok. 2 proc. przychodów z dzierżawy majątku - twierdzi Wójcik.

Zauważa jednak, że proces wynajmowania szpitali zewnętrznym podmiotom został ostatnio zahamowany. - Żeby coś wydzierżawić, trzeba znaleźć chętnego. Boom na dzierżawy skończył się. Kiedyś było więcej intratnych działalności, którymi chciały się zajmować zewnętrznie firmy, np. kardiologia inwazyjna. Teraz, jeśli coś jest bardziej dochodowe, to sam szpital chce się tym zajmować.

Oprócz zauważalnej stagnacji w tym specyficznym segmencie rynku nieruchomości, można też mówić o kłopotach niemałej grupy dzierżawców zarządzających szpitalami. Wydaje się, że mają one związek, po pierwsze, z orzecznictwem sądów administracyjnych, które de facto blokują możliwość przekazania prowadzenia szpitala prywatnemu podmiotowi.

Sędziowie uznali bowiem, że przekazanie szpitala uniemożliwia samorządowi realizację ustawowego zadania polegającego na zapewnieniu mieszkańcom równego dostępu do publicznych świadczeń medycznych. Na prawne bariery napotkały m.in. starostwa powiatowe w Augustowie, Częstochowie, Pszczynie, a niebawem także w Olkuszu, gdyż prokuratura okręgowa w Krakowie wystąpiła z wnioskiem do WSA o unieważnienie uchwały powiatu ws. przekształcenia ZOZ-u. Drugą przyczyną mogą być kłopoty finansowe dzierżawców, którzy zgodzili się na wnoszenie wysokich opłat, lecz nie przewidzieli niekorzystnych uwarunkowań zewnętrznych.

Poważne kłopoty

”W szpitalach oddanych przez samorządy w dzierżawę spółce Szpitale Polskie od roku nie ma na czas pensji. Na pieniądze czekają też dostawcy sprzętu, leków, posiłków dla chorych”- alarmowała 18 lutego Gazeta Wyborcza.

Chcieliśmy poznać przyczynę problemów Szpitali Polskich, tym bardziej, że nie ograniczają się one już tylko do protestów personelu. Ostatnio Rada Powiatu Świdwińskiego krytycznie oceniła sytuację w Szpitalu w Połczynie-Zdroju, wydzierżawionym i zarządzanym przez Szpitale Polskie. Uznała, że ”nie można wykluczyć sytuacji, w której Spółka w następstwie utraty zdolności finansowej utraci również zdolność zarządzania szpitalem i przerwie jego działalność”.

W związku z tym powiat postanowił utworzyć spółkę pod nazwą: Szpital w Połczynie-Zdroju, która ma prowadzić działalność ”w zakresie szpitalnych stacjonarnych i całodobowych świadczeń zdrowotnych, ambulatoryjnych świadczeń zdrowotnych oraz w zakresie stacjonarnych i całodobowych świadczeń zdrowotnych innych niż szpitalne”- czytamy w uchwale.

Nasze pytania wysłane do Szpitali Polskich mailem, jak również telefoniczne prośby, pozostały bez odpowiedzi.

Jednak podczas Regionalnego Spotkania Menedżerów Ochrony Zdrowia w Gdańsku (20 lutego) Elżbieta Madeja, dyrektor naczelny Szpitala Polskiego Sztum, wyjaśniała, że największym problemem zarządzanego przez nią szpitala jest wysoki czynsz dzierżawny.

- W szpitalu działającym na zasadzie dzierżawy największym problemem jest oczywiście wysoki czynsz dzierżawny oraz pakiety socjalne przejmowanych pracowników i konieczność inwestowania w nie swój majątek - zaznaczyła. Czynsz dzierżawny szpitala zarządzanego przez dyrektor Madeję to 2 mln 600 tys. zł rocznie.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH