O dymisji dyrektora Centrum Onkologii zdecydowały względy ekonomiczne i organizacyjne

22 lipca minister Ewa Kopacz odwołała ze stanowiska dyrektora Centrum Onkologii - Instytut im. M. Curie - Skłodowskiej w Warszawie, prof. Macieja Krzakowskiego. Zapytaliśmy o powody tej decyzji wiceministra Andrzeja Włodarczyka, odpowiadającego w Ministerstwie Zdrowia m.in. za nadzór nad instytutami.

Rynek Zdrowia: - Panie ministrze, jakie były powody odwołania dyrektora Krzakowskiego z pełnionej funkcji?

Wiceminister Andrzej Włodarczyk: Głównym i najważniejszym powodem wspomnianej decyzji jest nienajlepsza sytuacja ekonomiczna instytutu. W ciągu ostatnich dwóch lat ulegała ona pogorszeniu. Przemawiają za tym wskaźniki, z  którymi nie sposób dyskutować. Pan profesor obejmował placówkę z wynikiem dodatnim, w tej chwili jest ponad 24 mln zł straty. Do tego dochodzi wskaźnik rentowności netto minus 0,6 w 2009 roku i minus 1,22 w 2010 roku. Wprawdzie szpital zachowuje płynność finansową, jednak sytuacja nie jest dobra.

Kolejnym problemem, z którym profesor nie mógł sobie poradzić, jest sprawa wiecznie czekających w instytucie pacjentów. To wszystko razem sprawiło, że po 22 miesiącach urzędowania profesora Krzakowskiego podjęliśmy decyzję, iż czas szukać kogoś, kto sobie poradzi z tymi problemami.

- Od kiedy resort wiedział, że sytuacja pacjentów w Centrum Onkologii jest tak trudna?

- Media co jakiś czas publikują zdjęcia pokazujące, jak wygląda sytuacja w poradni, przeprowadzają wywiady z chorymi. Ciągle słyszeliśmy zapewnienia, że będzie lepiej. Przypomnę, że ponad roku temu prof. Krzakowski po dość trudnej rozmowie z panią minister, która zażądała od niego konkretnych wyników i działań, złożył rezygnację. Wówczas nie została ona przyjęta. Kiedyś trzeba było jednak podjąć decyzję. I stało się to teraz.

- Czy to, że w ostatnich dniach w Centrum Onkologii doszło do pomyłki, za którą zapłacił pacjent (usunięto mu zdrową nerkę, zamiast tej z nowotworem), miało wpływ na decyzję resortu dotyczącą odwołania profesora?

- Nie ukrywam, że do wręczenia wypowiedzenia panu profesorowi doszło po tej nieszczęsnej operacji. Wprawdzie nie natychmiast, lecz kilka dni później. Prawdą jest też, że zarówno ja, jako osoba nadzorująca instytuty, jak też minister zdrowia Ewa Kopacz, byliśmy o tym fakcie powiadomieni.

Z całą pewnością tego typu błąd wskazał na istnienie nieprawidłowości proceduralnych. To jest sprawa organizacji szpitala. Dlatego nie będę udawał, że to nie miało również jakiegoś wpływu na całokształt oceny działania zarządzającego. Wprawdzie sam pan profesor nie operował, jednak jako osoba zarządzająca odpowiadał za całokształt funkcjonowania jednostki którą prowadził.

Zapewniam panią jednak, że to jedno zdarzenie nie spowodowałoby odwołania pana profesora. Zwłaszcza, że natychmiast wyciągnął on konsekwencje z tej sytuacji. Pan profesor powiadomił zarówno prokuraturę, jak i rzecznika odpowiedzialności zawodowej o możliwości błędu w sztuce i popełnienia przestępstwa, jak też powołał zespół specjalistów, którzy zdecydują, jak temu człowiekowi pomóc. I to doceniamy.

Natomiast pozostałe sytuacje, o których mówiłem. tzn. względy ekonomiczna i sprawy organizacyjne były wiodącymi. Być może ta nerka była taką kroplą, która w pucharze tej goryczy spowodowała, że się przelało.

- Czyli rozumiem, że powodem odwołania były błędy zarządcze?

- Są fakty, z którymi nie można dyskutować. Po prostu dyrektor podjął się konkretnego zadania i nie udało mu się. Nie wnikam z jakich powodów. Podkreślam jednak, że bezpośrednim powodem odwołania prof. Krzakowskiego jest pogarszająca się sytuacja ekonomiczna instytutu oraz brak satysfakcjonujących propozycji rozwiązań organizacyjnych poprawiających sytuację pacjentów z chorobami nowotworowymi.

Minister zdrowia musi przede wszystkim pilnować interesów pacjenta. Taka jego rola. Ma pani inne instytuty, choćby oddziały warszawskiej placówki, w Krakowie i Gliwicach i tam takiej skali problemów nie ma.

Natomiast my z panem profesorem, moim zdaniem, rozstaliśmy się bardzo elegancko. Osobiście w obecności wszystkich pracowników, w imieniu pani minister i swoim podziękowałem profesorowi za te prawie dwa lata pracy. Profesor pozostał na stanowisku konsultanta do spraw onkologii. Jest też kierownikiem kliniki w tymże instytucie. Mam nadzieję, że ta klinika będzie prowadzona dobrze. Nie ja to będę jednak oceniać. Od oceny będzie nowy dyrektor.

Postanowiliśmy w resorcie, że w miarę szybko ogłosimy konkurs na nowego dyrektora i pozostaje nam nadzieja, że będzie to osoba, która wreszcie może sobie poradzi z tymi problemami.

- Jakie zmiany organizacyjne resort chciałby wprowadzić w instytucie? Mówi się o redukcji zatrudnienia.

- Oczywiście, że tak. W tej chwili jest zatrudnionych 2 700 pracowników, czyli o ponad 200 więcej niż wtedy, gdy prof. Krzakowski zostawał dyrektorem placówki. Do tego szpital ma zmniejszony kontrakt w stosunku do tego z przed dwóch lat o ponad 40 mln zł w skali roku. Coś tu jest nie tak. Rośnie zatrudnienie, spada wykonanie, a dług coraz większy.

Nie pojmuję, dlaczego wiodący w kraju instytut, mający unikalne w skali kraju urządzenia pracuje tylko np. do godziny 16. To samo blok operacyjny. Wybitni specjaliści, najlepsi onkolodzy, operują osiem godzin dziennie a nie 12, jak to się już dzieje w wielu miejscach w Polsce. To tylko i wyłącznie kwestia organizacji. Pacjenci czekają miesiącami. Tymczasem w przypadku kogoś, kto ma nowotwór, trzymiesięczny czas oczekiwania na zabieg brzmi jak wyrok śmierci.

- Czy w związku z tą sytuacją Ministerstwo Zdrowia chciałoby, żeby Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się instytutowi, czy raczej to będzie jakiś inny zespół?

- Aktualnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej uważam, że pewien zakres kontroli, który może przeprowadzić NIK, może i by się instytutowi przydał. NIK jest instytucją, która ma określone uprawnienia. Mało tego, po kontroli zobowiązana jest przedstawić wnioski pokontrolne osobie, która zarządza taką jednostką. Wnioski te są bardzo ważne. Pokazują kierunki działań, ułatwiają restrukturyzację. Dlatego nie miałbym nic przeciwko temu, żeby NIK skontrolował Instytut Onkologii.

Decyzją pani minister będzie powołany zespół, który ma doprowadzić do restrukturyzacji instytutu, żeby ten mógł spełniać rolę, która była pierwotnie mu przypisana. Miał być on wiodącym ośrodkiem w kraju, jeśli chodzi o onkologię. Powinien emanować różnymi działaniami, a dzisiaj tak nie jest. Jeżeli spojrzy się na kategorie w punktacji KBL, to okazuje się, że jest dopiero w 3-4 kategorii.

Z całą pewnością będę też namawiał prof. Mariana Reinfussa, pełniącego obecnie obowiązki dyrektora Centrum Onkologii w Warszawie, aby przeprowadził audyty w pewnych zakresach działania instytutu, zwłaszcza w zakresie ekonomiczno-finansowym. 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH