Niewielu lekarzy z zagranicy chce pracować w Polsce. Odstraszają ich zawiłe procedury uzyskania prawa wykonywania zawodu

Brak lekarzy coraz bardziej daje nam się we znaki. Szczególnie od czasu, kiedy dla polskich lekarzy otworzyły się rynki pracy w całej Europie. Wielu wyjechało licząc na dużo lepsze zarobki niż w Polsce. Wydawać by się mogło, że dla odmiany do Polski przyjadą lekarze zza zagranicy, dla których nasz kraj będzie atrakcyjny pod względem zarobków jak i rozwoju zawodowego.

Okazuje się jednak, że dla niewielu jesteśmy atrakcyjni, a jeżeli już ktoś chce praktykować w Polsce, to często odstraszają go zawiłe procedury uzyskania prawa wykonywania zawodu.

Wielu wyjechało, niewielu przyjechało

Jak podaje dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, z Polski do tej pory wyjechało ok. 8 tys. lekarzy, a do naszego kraju przyjechało zaledwie ponad 400.

Nie są to jednak specjaliści z Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec, a jeśli już, to stanowią znikomy odsetek. W polskich szpitalach pracują za to lekarze z Jemenu, Libanu, Ukrainy, Rosji, Armenii, Mongolii, Libii, Litwy oraz Palestyny.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej z dnia 30 czerwca 2011 r., prawo wykonywania zawodu lekarza cudzoziemca na terenie Rzeczypospolitej Polskiej posiada 78 lekarzy i 14 lekarzy dentystów, status lekarza cudzoziemca na czas określony - 233 osoby, 46 lekarzy dentystów, prawo wykonywania zawodu lekarza cudzoziemca będącego obywatelem państwa członkowskiego Unii Europejskiej posiada - 138 lekarzy i 71 lekarzy dentystów.

Lekarze zza wschodniej granicy nie przyjeżdżają

Lekarze z innych krajów podejmują pracę w Polsce, bo - jak przyznają - u siebie nie zawsze mają możliwości rozwoju. Jednak zarobki w naszym kraju nie są dla nich atrakcyjne, szczególnie w zderzeniu z kosztami utrzymania.

Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl Krzysztof Dawidowski, dyrektor biura Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku, raczej nie można liczyć, że lekarze zza wschodniej granicy pomogą załatać dziurę pokoleniową naszego systemu ochrony zdrowia.

- Zatrudniamy lekarzy spoza Unii, jednak nie jest ich wielu. Trudno tu mówić o fali podobnej jak w przypadku wyjazdów polskich lekarzy do pracy np. w Niemczech. Ewentualnych kandydatów często zniechęcają zawiłe procedury obejmujące nostryfikację dyplomu, uzyskanie prawa wykonywania zawodu, odbycie stażu czy egzamin językowy. Czasem taki proces trwa nawet kilka lat - wyjaśnia Krzysztof Dawidowicz.

Na Śląsku pracują lekarze z Nepalu oraz kilku z Chile i krajów arabskich. Niestety w tym rejonie nie odnotowano napływu lekarzy, z tego kierunku, z którego najbardziej należałoby się tego spodziewać, mianowicie zza wschodniej granicy.

- Średnia zarobków na terenie Białorusi czy Ukrainy jest dramatycznie niska, z danych jakimi dysponuję wynika, iż jest to ok. 100 euro na jednego lekarza. Ale jak przyznają tamtejsi lekarze, system opłat nieformalnych jest w tych krajach tak rozbudowany, że w efekcie łączna kwotą jaką są w stanie zarobić, znacznie przekracza kwotę jaką byliby w stanie zarobić w Polsce - mówi nam dr Maciej Hamankiewicz, prezes NIL.

Zdaniem dr Hamankiewicza, jedynym argumentem, który może przemawiać za podjęciem pracy w naszym kraju przez lekarzy z Białorusi czy Ukrainy jest brak problemów z nauką języka polskiego, który jest stosunkowo podobny do języków ojczystych tych lekarzy.

Na egzaminie najtrudniejsza jest gramatyka

Zanim jednak lekarze obcokrajowcy podejmą zatrudnienie w naszych lecznicach muszą spełnić wymogi jakie stawia im Unia Europejska. Łatwo nie jest, bo trzeba zdać państwowy egzamin z języka polskiego oraz Lekarski Egzamin Państwowy.

Kilka dni temu odbył się taki egzamin dla lekarzy dentystów. Spośród około 30 obcokrajowców zdających Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Państwowy testu nie zdała ponad połowa.

Wersja angielska egzaminu jest tłumaczeniem wprost polskiego testu. Pojawiły się w niej specyficzne terminy, z którymi wcześniej obcokrajowcy się nie zetknęli, na przykład z dziedziny ortodoncji, protetyki i chirurgii.

Wszystko to sprawia, że wiele pytań jest mylących lub niezrozumiałych - skarżą się na łamach Gazety Wyborczej studiujący w Polsce stomatologię Szwedzi.

W sprawie polskiego LDEP-u interweniowali już w ambasadzie Szwecji, Szwedzkim Towarzystwie Stomatologicznym oraz w Narodowej Radzie Zdrowia i Opieki Społecznej. Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi zainteresował sprawą Ministerstwo Zdrowia i Konferencję Rektorów Uczelni Medycznych.

Problem istnieje nie od dziś. Już w 2009 r. Społeczność Lekarzy Obcokrajowców interweniowała u Minister Zdrowia, twierdząc, iż pytania na egzaminach specjalizacyjnych przygotowane przez Centrum Egzaminów Medycznych są zbyt skomplikowane językowo.

Niektórzy poradzili sobie z językowymi zawiłościami

Ale są też i tacy, którym udaje się pokonać tę barierę. W Szpitalu Specjalistycznym św. Zofii w Warszawie pracuje jeden lekarz z zagranicy. To ginekolog-położnik z Ukrainy. Jak podaje Wojciech Puzyna, dyrektor placówki, lekarz sam zgłosił się z pytaniem o możliwość zatrudnienia w tym szpitalu.

- Wymagamy od niego tyle samo, ile od lekarzy Polaków czyli: kompetencji merytorycznej, rzetelności, kultury osobistej, przyjaznego nastawienie do ludzi. Dodatkowo w przypadku tego specjalisty posiadania polskiego prawa wykonywania zawodu i ewentualnie uznanej przez odpowiednie władze specjalizacji - mówi Wojciech Puzyna.

Dodaje, iż zdecydował się na zatrudnienie lekarza obcokrajowca, ponieważ ten zgłosił się z pytaniem o pracę, właśnie wtedy gdy w placówce brakowało ginekologa-położnika.

- Jestem bardzo zadowolony z jego pracy - zapewnia dyrektor.

W Wojewódzkim Szpitalu im. św. Ojca Pio w Przemyślu pracuje kilku lekarzy, którzy kończyli studia na Ukrainie.

- Generalnie odnotowuję spore zainteresowanie pracą w naszej lecznicy przez studentów z Ukrainy. Nie są oni jednak świadomi procesu nostryfikacji dyplomu w naszym kraju, ale w tym tygodniu odwiedziły nas już dwie takie młode osoby - twierdzi dr inż. Janusz Hamryszczak, dyrektor szpitala.

Jego zdaniem zainteresowanie pracą w Polsce jest duże, głównie ze względu na możliwości zarobkowe. Jednak zniechęcająca, zwłaszcza młodych ludzi, jest długotrwała procedura nabywania uprawnień do wykonywania zawodu.

Podobnie jak dr Hamankiewicz, dyrektor Janusz Hamryszczak uważa, że w przypadku lekarzy z Ukrainy język nie stanowi praktyczniej żadnej przeszkody. W większości przypadków są to specjaliści bardzo dobrze przygotowani do zawodu, z doskonałymi umiejętności.

W zielonogórskim Szpitalu Wojewódzkim im. Karola Marcinkowskiego pracuje trzech lekarzy z zagranicy. Syryjczyk , który jest ordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego, Irańczyk, który specjalizuje się w chirurgii onkologicznej i ogólnej oraz specjalista chirurg ogólny z Libanu.

- Ci lekarze zaskarbili sobie zaufanie pacjentów i doskonale zasymilowali się z nowym środowiskiem. Poza tym do bardzo dobrzy specjaliści w swoich dziedzinach - zapewnia Adriana Wilczyńska, rzecznik prasowy szpitala.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH