Niespodzianki kontraktowo-komputerowe i rekordowa fala odwołań od decyzji NFZ

Kontrakty z NFZ na świadczenia zdrowotne w 2011 r. okazały się sporym zaskoczeniem dla wielu placówek, które od lat regularnie zawierały umowy z Funduszem. Na rynku pojawili się silni konkurenci, a zwycięzców typował bezduszny - zdaniem przegranych świadczeniodawców - program komputerowy.

Centrala NFZ nie ma jeszcze zbiorczego zestawienia obejmującego kontraktowania świadczeń w 2011 r. Meldunki z oddziałów wojewódzkich wciąż napływają – powiedziała nam Karolina Jasik z biura prasowego NFZ i dodała, że procedury odwoławcze trwają.

W tym roku do oddziałów wojewódzkich NFZ trafiło rekordowo dużo odwołań; najwięcej do lubelskiego – ponad 700. W setkach liczyć należy sprzeciwy kierowane do oddziałów na Śląsku, w Małopolsce i na Dolnym Śląsku.

Jedną z przyczyn fali odwołań od decyzji NFZ było pojawienie się na rynku usług medycznych wielu nowych prywatnych podmiotów zabiegających o publiczne pieniądze. Zaskoczyło to publicznych świadczeniodawców przekonanych, że płatnik – jak w latach poprzednich – będzie de facto przedłużał dotychczasowe kontrakty.

Tak działa system
Wielką niespodzianką dla „starych kontraktowiczów” okazał się też program komputerowy, w który wyposażono wszystkie oddziały NFZ. Wprowadzony został po to, żeby uniknąć posądzeń o brak obiektywizmu czy wręcz kumoterstwo przy rozpatrywaniu ofert świadczeniodawców.

Placówki musiały wypełniać specjalne ankiety w wersji papierowej i elektronicznej dotyczące sprzętu, personelu, rodzaju i ceny usług itp. Każda informacja miała przypisaną liczbę punktów. W wielkim skrócie – program komputerowy analizował i porównywał dane, podliczał punkty, a następnie ogłaszał werdykt.

– W tym roku nie było negocjacji, była licytacja. Kto dał niższą cenę, ten dostawał kontrakt. Jak ktoś dał cenę ubiegłoroczną, kontraktu nie dostał – opisuje efekty działania komputerowego systemu Marian Tambor, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala św. Anny w Miechowie.

Od tego roku szpitalne poradnie w Miechowie: kardiologiczna, alergologiczna, chorób zakaźnych i leczenia bólu nie mają umowy z NFZ. Cóż było robić? W internecie i na tablicy ogłoszeń zawisły informacje o zaprzestaniu działalności tych poradni z dniem 1 stycznia 2011 r. oraz, że „ewentualne pytania i zastrzeżenia należy kierować do MOW NFZ w Krakowie”...

Dyrektor Tambor nie ukrywa, iż szczególnie boli go utrata kontraktu dla dobrze wyposażonej i mocnej kadrowo poradni kardiologicznej. Gdy w ubiegłym roku ustalano listy oczekujących, to terminy wizyt kończyły się we września 2011 r. Kto więc mógł przypuszczać, że przychodnię trzeba będzie zamknąć?

– Podejrzewam, że wiele placówek, które dostały kontrakty, w rzeczywistości nie spełnia wymogów, jakie osiąga nasz szpital. Nie ludzie decydowali, tylko komputer – irytuje się Marian Tambor.

Niepubliczne też nie w pełni zadowolone
Zwycięskie niepubliczne jednostki nie kryją zadowolenia z zawarcia umów, ale zauważają, że ich starania o przyciągnięcie pacjentów nie przekładają się na złotówki.

– Pacjentów zgłasza się coraz więcej, a kontrakt z NFZ z roku na rok jest taki sam lub mniejszy – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Renata Szczepocka z Grupy Nowy Szpital (GNS), od lat działającej głównie dzięki kontraktom z NFZ. Grupa Nowy Szpital ze Szczecina skupia w większości byłe szpitale powiatowe.

„Zamrażanie” wartości kontraktów Renata Szczepocka ilustruje przykładem – należącego do GNS – Szpitala w Kostrzyniu nad Odrą, w którym trzeba czekać 1,5 roku na leczenie zaćmy. Mówi nam: – Trudno zrozumieć politykę płatnika. Pacjenci chcą leczyć się tam, gdzie jest specjalistyczny sprzęt, świetni fachowcy, a okazuje się, że kontrakty mogą być nawet zmniejszane zamiast zwiększane.

VAT-em w szpitale
W kontekście tej wypowiedzi, warto zauważyć, że podmioty, które podpisały kontrakty na poziomie z ubiegłych lat, w praktyce dostaną mniej pieniędzy w 2011 r.

Większość kontraktów, jakie zawarły szpitale w woj. łódzkim, pozostała na poziomie z 2010 roku – czytamy w Dzienniku Łódzkim, który przytacza opinię Krzysztofa Kujawskiego, dyrektora ds. ekonomicznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi o konsekwencjach finansowych związanych z podniesieniem stawki VAT od 1 stycznia.

– Rośnie inflacja, wzrosły podatki, a nie poszły za tym większe pieniądze na leczenie. Te, które dostaliśmy, na pewno nie pokryją nam kosztów. Szpitale będą się zadłużały – ostrzega Krzysztof Kujawski.

Podobnego zdania są eksperci. Twierdzą, że to kolejne obciążenie ochrony zdrowia bez jakiejkolwiek rekompensaty. W ocenie Roberta Mołdacha, eksperta ds. ochrony zdrowia Pracodawców RP, poziom finansowania w szpitalnictwie w związku z podwyżką VAT zmniejszy się o 75 mln zł.

– Oczywiście można twierdzić, że jest to kwota relatywnie mała. Jednak, przy założeniu niezmienionej rok do roku wyceny usług kupowanych przez NFZ, o taką kwotę zostaną pomniejszone przyszłoroczne zyski, nadwyżka finansowa lub podwyższona będzie strata szpitali – podkreślają eksperci w wypowiedzi dla PAP i przewidują, że może to oznaczać dla szpitala o 5 proc. gorszy wynik finansowy.

Księgowi już rachują, w jakim stopniu podwyżka VAT zaszkodzi lecznicom. Np. wynik finansowy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie może zostać pomniejszony o 1-2 proc.

Rozproszenie świadczeń
Na inne konsekwencje kontraktowania świadczeń na 2011 r. zwraca z kolei uwagę dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu Artur Puszko, który 31 grudnia podpisywał dokumenty w siedzibie małopolskiego NFZ.

W jego opinii szum medialny wokół kontraktów zagłuszył istotę sprawy: – Świadczenia medyczne będą rozproszone, bo na rynku pojawiło się dużo silnych podmiotów i to one zgarnęły pieniądze. Cóż, kapitalizm... – zauważa  Artur Puszko w Dzienniku Polskim.

Żeby zniwelować skutki rozproszenia świadczeń i poprawić dostęp do świadczeń medycznych, oddziały NFZ po podpisaniu kontraktów będą tworzyć mapy dostępności do lekarzy. Tam, gdzie pacjenci będą mieli gorsze możliwości leczenia, mają być ogłoszone konkursy uzupełniające.

Tegoroczne doświadczenia dotyczące kontraktowania są jednak na tyle zaskakujące, że już teraz padają sugestie, iż działanie mechanizmu rankingowania powinno zostać bardzo uważnie i dokładnie przeanalizowane. W tym i przez samych świadczeniodawców.

 Wystarczył błąd
– Wszystko jest bardzo precyzyjnie przygotowane i trudno mówić o jakichś pozamerytoryczych rozstrzygnięciach, ale faktycznie, wystarczy, że świadczeniodawca zrobi najmniejszy błąd i wypada z rankingu – mówił portalowi rynek zdrowia.pl Jacek Kopocz, rzecznik prasowy Śląskiego OW Funduszu.

To może powodować, że nawet doświadczeni, rzetelni świadczeniodawcy, którzy od kilku, a nawet kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonowali na rynku usług kontraktowanych przez NFZ, nagle znaleźli się poza nim. Kontrakt dostał natomiast podmiot, co prawda bez doświadczenia, ale który świetnie przygotował ofertę.

– Czasami te błędy są błahe, mamy tego świadomość, ale to jest konkurs i nie ma możliwości ich poprawienia – stwierdza Jacek Kopocz. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH