Nie widać końca strajku płacowego pielęgniarek szpitala wojewódzkiego w Koninie. Czują się lekceważone

Najdłuższy w historii ostatnich lat strajk personelu szpitalnego - w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Koninie, przedłuża się. Fiaskiem zakończył się kolejny, wtorkowy (20 marca) dzień rozmów. Wszystkie strony zaangażowane w protest płacowy twierdzą, że liczą na porozumienie. Strajkujący nie kryją jednak rozgoryczenia.

- Mimo, że protest trwa już piąty tydzień, nikt się nami nie interesuje - mówi Marzena Kamińska przewodnicząca organizacji zakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Strajk, który rozpoczął się 20 lutego przeciąga się. Od 1 marca w szpitalu trwa protest głodowy. We wtorek (20 marca) rano brało w nim udział 37 pracowników, a w zeszłym tygodniu ponad 150 przebywało na zwolnieniach chorobowych.

Bez przełomu w rozmowach
We wtorek (20 marca) ze strajkującymi spotkał się dyrektor szpitala Grzegorz Wrona. Jak poinformował rzecznik prasowy szpitala Leszek Czajor, dyrektor "przedstawił protestującym sytuację finansową i poinformował o działaniach podejmowanych w celu racjonalizacji wydatków". - Na jutro zaplanowany jest dalszy ciąg rozmów - mówi Czajor.

Z kolei Marzena Kamińska, przewodnicząca organizacji zakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, przekazała, że rozmowy z nowym dyrektorem i owszem trwają, ale nie wnoszą nic nowego do negocjacji płacowych.

- Po raz kolejny słyszeliśmy tylko o efektach oszczędności po wprowadzeniu różnych limitów. Dyrektor zarządza szpitalem od tygodnia, a spotkał się z nami już szósty raz. Na jutro zaplanowane jest kolejne spotkanie, w środę prawdopodobnie dojdzie do spotkania z władzami urzędu marszałkowskiego - wylicza Kamińska.

Anna Cieślak, wiceprzewodnicząca związku w konińskim szpitalu, dodaje, że protestujący są zdeterminowani i na pewno nie przerwą protestu. - Czekamy cierpliwie, jednak nie podoba nam się, to jak jesteśmy traktowane - mówi Cieślak.

Kamińska z kolei przyznaje, że nie umie powiedzieć co będzie dalej.

- Nie wiem co jeszcze można zrobić poza strajkiem głodowym. Głodujące koleżanki i koledzy są skłonni przejść na samą tylko wodę albo nawet z niej zrezygnować, jednak ja na to nie mogę się zgodzić. Strajkujące i tak tracą zdrowie. W szpitalu dochodzi do różnych incydentów. Są zasłabnięcia wymioty, omdlenia, bóle głowy, brzucha, do tego protestujący mają problemy z ciśnieniem. Za dużo złego się dzieje - twierdzi.

To już nie jest kłopot ministerstwa...?
Mimo, że dyrekcja szpitala, podobnie zresztą jak wicemarszałek województwa, nie unikają spotkań, pielęgniarki czują się pozostawione same sobie. Aby zainteresować swoimi problemami opinię publiczną, od południa przez dwie godziny manifestowały przed Urzędem Miasta w Koninie. Szły niosąc trumnę, jako symbol umierającego szpitala.

- Udałyśmy się pod Urząd Miasta. Pan prezydent wyszedł do nas, porozmawiał. Przyznał, że sytuacja taka nie może dłużej trwać. Jednak prezydent miasta nie jest naszym płatnikiem, nie może więc nic konkretnego w naszej sprawie zrobić - przyznała przewodnicząca związku, Marzena Kamińska.

Oprócz manifestacji protestujące przygotowują pismo, które w środę (21 marca) ma zostać przesłane do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i premiera Donalda Tuska.

- Bulwersujące jest to, że nikt ze strony ministerstwa nie interesuje się nami. To jest taka jedyna akcja w kraju, protestuje 1200 ludzi i nikt tego zdaje się nie zauważać - mówi z żalem Kamińska.

Dlatego protestujące wzywają ministra zdrowia i premiera do zainteresowania ich sytuacją.

- W piśmie przypominamy o pobycie ministra w szpitalu, o tym jak deklarował, że pielęgniarki powinny zarabiać po 5 tysięcy zł. Deklarujemy, że czujemy się lekceważone i apelujemy o poszukanie rozwiązań na szczeblu wyższym - dodaje.

Szpital: dbamy o bezpieczeństwo chorych
Pomimo utrudnień wojewódzki szpital stara się pracować. Funkcjonuje w ograniczonym zakresie.

- W szpitalu są wstrzymane przyjęcia planowe. Natomiast przyjęcia ratujące życie i zdrowie są ograniczone do powiatu konińskiego. Pacjenci z trzech pozostałych powiatów, które zwykle obsługuje nasz szpital: powiat kolski, turecki i słupecki, jeśli wymagają specjalistycznej opieki, kierowani są do Poznania lub Kalisza - tłumaczy rzecznik szpitala.

Czajor zapewnia też, że chorzy przebywający w szpitalu mają zagwarantowaną opiekę medyczną na odpowiednim poziomie.

- Obsada pielęgniarska jest zapewniona. Na zmianie dziennej pracuje 147 pielęgniarek. Taka ilość zapewnia pełną opiekę nad chorymi - mówi rzecznik.

- Ten ubiegły tydzień rzeczywiście był bardzo ciężki, ale teraz powoli sytuacja się normuje. Zmniejsza się, w stosunku do ubiegłego tygodnia, liczba osób, które są na zwolnieniach chorobowych. Jeszcze 15 marca na zwolnieniach przebywało 158 pracowników, od tego czasu liczba trzykrotnie się zmniejszyła. Wczoraj na L-4 było 57 osób, dziś są tylko 53 - dodaje Leszek Czajor.

Podwyżek nie będzie?
Wojewódzki Szpital Zespolony w Koninie posiada 24 oddziały z 849 łóżkami. Na ten rok placówka podpisała kontrakt na ponad 122 mln zł. Mimo, że w porównaniu z 2011 r. jest on wyższy o 6,2 mln zł, jak twierdzą władze szpitala i urzędu marszałkowskiego, szpitala na podwyżki płac nie stać.

Anna Parzyńska-Paschke, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu, przyznaje, że urząd, jako organ założycielski i nadzorujący działanie szpitala, nie jest władny przekazać pieniędzy na wzrost wynagrodzenia pracowników. 

- Możemy jedynie inwestować w rozwój szpitala i tak też robimy - twierdzi Parzyńska-Paschke.

- Wicemarszałek województwa Leszek Wojtasiak stara się rozwiązać problem. Najpierw powołał zespół negocjacyjny. Kiedy to nie pomogło, odwołał dyrektora Bronisława Różyckiego i na jego miejsce powołał dyrektora Grzegorza Wronę - stwierdza rzecznik.

Dodaje też, że zarząd ufa, że "pan dyrektor który jest osobą z dużymi zdolnościami negocjacyjnymi, zrobi wszystko, żeby dojść do porozumienia z protestującymi". Tłumaczy, że "najpierw jednak dyrektor musi zapoznać się szczegółowo z sytuacją finansową szpitala we wszystkich sektorach".

- Dopóki szpital nie dostanie pieniędzy za nadwykonania, będzie problem, żeby podnieść pielęgniarkom pensje. Po prostu pieniędzy na to nie ma - tłumaczy Parzyńska-Paschke.

I zapewnia, że wszystkim zależy na złagodzeniu nastrojów w szpitalu, a jednocześnie zadbaniu o zdrowie strajkujących.

Jeśli NFZ zapłaci za nadwykonania
Rzecznik szpitala Leszek Czajor dodaje, że jedyną szansą na podwyżki jest wypłata szpitalowi pieniędzy za nadwykonania z lat 2010-2011. Według szpitala, Fundusz winien placówce za ten okres 18 mln zł. Strajkującym zaproponowano wzrost płac o 100 złotych od 1 kwietnia i 300 złotych premii, w okresie od 1 października do 31 grudnia. Pod warunkiem oczywiście części zwrotów za nadwykonania. Negocjacje z Funduszem w tej sprawie trwają.

Na takie rozwiązanie strajkujący jednak nie zgodzili. Pracownicy rozpoczynając strajk domagali się 600 zł podwyżki, powołując się przy tym na zbyt wysokie kontrakty lekarskie . Ponieważ warunki te okazały się dla szpitala nie do przyjęcia, protestujący obniżyli wymagania. Od 6 marca żądają podwyżek dla wszystkich 1,2 tys. pracowników po 200 zł brutto od kwietnia i kolejnej - także w wysokości 200 zł brutto - od września. 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH