Nie takie kolejki straszne? Telefony do pacjentów odblokowały terminy u specjalistów

Od czasu, gdy pracownicy grudziądzkiego szpitala dzwonią do pacjentów, by upewnić się, czy będą na wizycie, odblokowały się kolejki do specjalistów, a lekarze nie tracą czasu na czekanie. Dyrektorzy szpitali próbują też inaczej dyscyplinować chorych - rozważają na przykład wpisywanie ich obowiązków do regulaminu placówek, ale są wątpliwości czy aby wolno prosić by szanowali społeczny grosz...

 W Regionalnym Szpitalu Specjalistyczny im. dr. W. Biegańskiego w Grudziądzu działa około 65 poradni specjalistycznych. Jeśli codziennie umówione wizyty opuści 20-30 proc. pacjentów, przepadnie ponad 300 terminów do specjalistów. To dużo, szczególnie że na wizytę do niektórych lekarzy trzeba czekać rok, nawet prawie 2 lata.

– Często zdarza się, że na 30 zapisanych pacjentów, w umówionym dniu zgłasza się 15-20 chorych. To jest strata po stronie szpitala i pacjenta. Szpitala, bo lekarzowi płaci się niemałe pieniądze, żeby siedział bezczynnie. Pacjenta, bo mógłby trafić do specjalisty o wiele szybciej – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Marek Nowak, dyrektor placówki.

Już byli, ale... gdzie indziej
Dlatego policzył koszty i na początku lutego br. postanowił, że pracownicy lecznicy będą dzwonić do pacjentów poradni i upewniać się, czy zamierzają przyjść na umówioną wizytę.

Szpital wynegocjował z operatorem telefonicznym bardzo niskie koszty połączeń. Codziennie od godziny 15 do 18 trzech pracowników, którym placówka płaci dodatkowe pieniądze, dzwoni do pacjentów i pyta, czy będą na wizycie.

– Myli się ten, kto myśli, że pacjenci głównie zapominają o terminie. Okazuje się, iż na 30 zarejestrowanych, średnio 10 osób było już u lekarza w innym miejscu, leczyło się prywatnie lub trafiło w międzyczasie do szpitala – wyjaśnia dyrektor grudziądzkiego szpitala.

Nie ma straconych wizyt
To oznacza, że w każdej poradni codziennie wolnych jest około dziesięciu wizyt. Pracownicy dzwonią do następnych pacjentów w kolejce. W efekcie każdego dnia realizowanych jest 30 na 30 umówionych spotkań z lekarzem.

Inaczej to wygląda, gdy kolejka do specjalisty sięga miesiąca. Takie krótkie terminy są z reguły realizowane prawidłowo.

– Co innego, gdy kolejka jest półroczna lub roczna. Pacjent ma prawo iść leczyć się gdzie indziej. Nie mogę pacjenta zmusić, żeby zadzwonił do mnie, że zrezygnował z wizyty, ale mogę wydać grosze na to, żeby kolejki ruszyły – wskazuje Marek Nowak.

Z rozmów z pracownikami dzwoniącymi do pacjentów wie, że niektórzy z chorych faktycznie zapomnieli o wizycie i są zadowoleni z przypomnienia im o tym. Inni pamiętają, ale dziękują za telefon.
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH