Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia | 27-09-2018 05:51

Na pielęgniarki z Ukrainy raczej nie liczmy. Mogą być tylko opiekunkami

Odgórne, systemowe ułatwianie zatrudniania pielęgniarek ze Wschodu idzie na razie na tyle opornie, że sprawy w swoje ręce biorą sprowadzające pracowników z zagranicy fundacje oraz dyrektorzy poszczególnych placówek. Czym to się może skończyć?

Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Pokazuje to przypadek poznańskiego Szpitala im. św. Jana Pawła II prowadzonego przez spółkę Centrum Medyczne HCP.

- Nawiązaliśmy współpracę z fundacją, która zorganizowała przyjazd ukraińskich pielęgniarek, na miejscu zabezpiecza im byt, płaci za szkołę i pomaga w ułożeniu sobie życia w Polsce - wyjaśnia Lesław Lenartowicz, prezes zarządu CM HCP.

Studia pomostowe dla ukraińskich pielęgniarek?
Jak dodaje, pierwsza grupa 25 pielęgniarek, która poszła tą drogą, ukończyła w tym roku skrócone studia pomostowe (4 semestry), zdała egzamin teoretyczny i praktyczny, uzyskując tytuł licencjata w Wyższej Szkole Zawodowej w Kaliszu. W efekcie wystąpiły o prawo wykonywania zawodu do izb pielęgniarskich.

- I zaczął się problem. Bo tam stwierdzono, że ukraińskie pielęgniarki nie miały prawa korzystać z tego skróconego okresu. Tymczasem mówiła o tym np. minister Szczurek-Żelazko w Sejmie - twierdzi prezes Lenartowicz.

Faktycznie, już w ubiegłym roku wiceminister zdrowia informowała, że „Ministerstwo Zdrowia zaakceptowało możliwość uzupełniania wykształcenia pielęgniarskiego przez pielęgniarki ukraińskie, na polskich studiach uzupełniających (tzw. pomostowych), które pozwalają na uzyskanie dyplomu spełniającego wymagania UE”. Potwierdzała to w tegorocznych interpelacjach poselskich.

- Nie chodzi więc o jakąś akcję niezgodną z przepisami. Wszystko jest tutaj zrobione lege artis - przekonuje Lenartowicz. - Teraz zatem czekamy, żeby te panie dostały prawo wykonywania zawodu na terenie Polski, a zanim do tego dojdzie, pracują na razie jako opiekunki - wyjaśnia.

Pielęgniarki: nie możemy łamać prawa
Na pewno pracującym pielęgniarkom przyda się każde wsparcie, ponieważ jest ich po prostu za mało, ich średnia wieku rośnie, tzn. pracuje ich coraz mniej w zawodzie.

- Właściwie można powiedzieć, że jest to zawód zanikający, a równocześnie wymagania do świadczenia usług się zwiększają, myślę tutaj np. o liczbie pielęgniarek na jedno łóżko szpitalne. W rezultacie niedługo będziemy w sytuacji, że nie będzie miał kto pracować - wskazuje Lesław Lenartowicz.

Czy zatem szefostwo poznańskiego szpitala i przyjezdne z Ukrainy doczekają się pozytywnej decyzji ze strony izb pielęgniarskich? Mamy zdecydowaną odpowiedź.

- Zgodnie z obowiązującym prawem lokalne izby nie mogą im wydać prawa wykonywania zawodu. Nie możemy łamać prawa, mamy konkretne przepisy i one nas obowiązują - stwierdza kategorycznie Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Jak tłumaczy, tzw. studia pomostowe, wprowadzone po naszym wejściu do Unii Europejskiej, to „produkt” przeznaczony tylko i wyłącznie - co jest zapisane w ustawie o zawodach pielęgniarki i położnej - dla polskich pielęgniarek, posiadających dyplom liceum medycznego bądź pomaturalnej szkoły zawodowej. Te skrócone studia dostosowawcze do zachodnich standardów kształcenia były wtedy taką rekompensatą za brak uznawalności z automatu polskich dyplomów pielęgniarskich w UE.

- Pewna liczba Ukrainek, które miały skończoną maturę, poszła od początku na trzyletnie studia licencjackie. Wtedy mogły dostać u nas prawo wykonywania zawodu pielęgniarki - zapewnia Zofia Małas.

Mimo to, jak przyznaje prezes NRPiP, uzyskiwanie uprawnień w Polsce dla pielęgniarek spoza UE jest przy obecnym stanie prawnym bardzo trudne i „prawie niemożliwe”.

- Dlatego, że pracę i wymogi wobec pielęgniarek i położnych w Polsce reguluje dyrektywa unijna. Owszem możemy zatrudnić Ukrainkę, ale ponieważ ona nie pochodzi z kraju unijnego, musi przejść całą procedurę nostryfikacji dyplomu łącznie ze zdaniem egzaminu z języka polskiego - przypomina prezes Małas.

Trudności z uzyskiwaniem uprawnień
Według aktualnych danych w Polsce pracuje niewiele pielęgniarek i położnych spoza kraju - zarejestrowanych jest zaledwie 175. Całą procedurę przeszło tylko 91 osób z Ukrainy - dostały prawo wykonywania zawodu.

Zgodnie z polskim prawem musiały mieć ponadto zezwolenie na pobyt stały, urzędowe poświadczenia znajomości języka polskiego w zakresie niezbędnym do wykonywania zawodu, zaświadczenia z Ukrainy, że nie zostały pozbawiona prawa wykonywania zawodu lub prawo to nie zostało zawieszone i nie toczy się przeciwko takiej osobie postępowanie w sprawie pozbawienia lub zawieszenia prawa wykonywania zawodu.

- To nie jest tak, że my nie chcemy pielęgniarek z Ukrainy. Tylko trzeba zrobić to w sposób zgodny z obowiązującym prawem. W końcu pielęgniarka odpowiada za zdrowie i życie ludzkie na każdym etapie swojej pracy. A my jako naczelna izba stoimy na straży, żeby ten zawód wykonywać należycie - to nasze główne zadanie - przypomina szefowa NRPiP.

Jak podkreśla, to jest kwestia poważnego podejścia do zagadnienia profesjonalnej opieki nad pacjentem. Nie można ryzykować, że pielęgniarka gdzieś się pomyli, czegoś nie doczyta, bo nie do końca zna język. Przecież ona odczytuje dawki leków, zlecenia lekarskie.

- My chcemy otworzyć się na rynek wschodni, ale to wszystko musi mieć ręce i nogi. Tymczasem spośród 25 osób z Ukrainy, które rozpoczęły studia pomostowe w Kaliszu, kilka w ogóle nie posiada nawet ukraińskiego wykształcenia pielęgniarskiego tylko felczerskie. Takie osoby w ogóle nie powinny się tam znaleźć - podkreśla Zofia Małas.

Kwalifikacje na opiekunkę medyczną
Czy wobec takich trudności ze sprowadzaniem pielęgniarek ze Wschodu doraźnym wsparciem w sytuacji braku kadr pielęgniarskich mogłaby być ich praca w charakterze opiekunek medycznych?

- Jeżeli przyjmujemy legalnie do pracy ludzi z zewnątrz, muszą mieć uznane kwalifikacje. Powiedzmy, że pielęgniarki ze wschodu od razu powinny mieć uznane kwalifikacje opiekuna medycznego. Zastanawiam się jedynie, kto powinien te kwalifikacje uznawać i jakie powinny być kryteria. Ministerstwo Zdrowia jest za wysoko, żeby się takimi sprawami zajmować, mogłyby to być wojewódzkie wydziały zdrowia - proponuje Elżbieta Szwałkiewicz, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, b. konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych.

Jak zaznacza, opiekun medyczny ma kompetencje zawężone do podstawowej pielęgnacji, a z pewnością zakres umiejętności pielęgniarki z jakiegokolwiek kraju jest zdecydowanie większy niż to, co jest potrzebne opiekunowi. Na razie nie ma jednak uznawania kwalifikacji opiekuna medycznego dla przyjezdnych z zagranicy.

Nawet formalnie rzecz biorąc, poznański szpital zrobił błąd, jeśli zatrudniając ukraińskie pielęgniarki nazwał je opiekunkami medycznymi.

- M.in. z tego powodu, że NFZ zawierając kontrakt ze szpitalem, ZOL-em, ZPO określa dokładnie, jakich norm zatrudnienia oczekuje, jakie stanowiska i co się przez to rozumie. Jest dokładnie opisane, co się rozumie pod pojęciem pielęgniarka, opiekun medyczny - łącznie z wypisaniem jaką kończą naukę i jakie mają świadectwa potwierdzające nabycie kwalifikacji - opisuje Elżbieta Szwałkiewicz.

Jeżeli chodzi o opiekunów, to mogą się wyszkolić np. w kształceniu oświatowym, tzw. szkolnym i wtedy nauka jest roczna. Kwalifikacje opiekuna medycznego uznaje państwowa okręgowa komisja egzaminacyjna, przed którą każdy opiekun składa egzamin teoretyczny i praktyczny, a następnie otrzymuje dyplom potwierdzający nabycie kwalifikacji.

Dlatego ekspertka radzi szefowi poznańskiego szpitala nazwać ukraińskie pielęgniarki opiekunkami pacjenta - ten zawód nie jest nigdzie zapisany, a co nie jest zabronione, jest dozwolone. A potem mogą one walidować kwalifikacje, czyli np. po prostu eksternistycznie zdać egzamin i dostać dyplom opiekuna medycznego, żeby wszystko było lege artis.

- Nikt im tego nie zabrania, muszą jedynie spełnić określone wymagania jak każdy obywatel Ukrainy i pracodawca może ich zatrudnić jako opiekunki medyczne. Będą przy tym wykonywały tylko proste czynności pielęgnacyjne i opiekuńcze - zaznacza Zofia Małas.

Tylko czy możemy liczyć, że będą chciały pracować w takim charakterze i stanowić doraźne wsparcie dla naszych pielęgniarek?

Zdaniem Elżbiety Szwałkiewicz raczej pójdą w kierunku sprawowania opieki na podstawie prywatnych umów, bez ich formalizowania, odprowadzania podatku itd. Tylko z tego powodu, że z pensji pielęgniarskiej się nie utrzymają, bo na początku otrzymają najniższe wynagrodzenie.

- Jeśli mają zdobyć stanowisko, które nie da im szansy na utrzymanie się, a mają przy tym ponieść ogromny trud nauki, poddawania się egzaminom, załatwiania spraw z dziesiątkami dokumentów i papierów, to będą wolały pójść na skróty i zająć się opieką. To nie rozwiązuje naszych problemów kadrowych - konkluduje prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.