Blokady przyjęć na porodówkach w gdańskich szpitalach. Niedobór lekarzy ginekologów i neonatologów w terenowych placówkach. Sypiąca się ze starości aparatura monitorująca stan zdrowia kobiety ciężarnej i jej dziecka. Tak wygląda rzeczywistość na pomorskich oddziałach położniczo-ginekologicznych.

Kryzysowi w położnictwie próbują zaradzić sami lekarze. Chcą poprawić sytuację w ramach programu "Zdrowie dla Pomorzan".

- Od 2003 roku liczba porodów systematycznie rośnie o 3 procent rocznie - twierdzi dr Lech Bolt, ordynator w Szpitalu Specjalistycznym św. Wojciecha na gdanskiej Zaspie i współautor programu.

Dodaje: - Rezerwa łóżek w pasie nadmorskim województwa wynosi zaledwie 7 proc., na całym Pomorzu - 13 proc., co oznacza, że w ciągu najbliższych trzech lat będziemy mieli absolutny deficyt łóżek położniczych. A nie ma się co łudzić, będzie się nam rodzić coraz więcej dzieci, bo takie tendencje obserwuje się w całej Europie. Wraca "moda" na rodzinę z trójką dzieci.

- Brakuje nam około 80 łóżek - szacuje dr Anna Legan, inspektor wojewódzki ds. ginekologii i położnictwa. - To tak naprawdę jeden duży oddział położniczy, który musi powstać na Pomorzu.

Maciej Łukowicz, szef Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, uważa, że trzeba zrobić audyt, by zyskać pewność, że sytuacji nie da się poprawić dzięki lepszej organizacji, w tym wykorzystaniu łóżek. Zdaniem Anny Legan, taki oddział mógłby stworzyć prywatny inwestor. Gdyby uzyskał kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, porody w nim byłyby bezpłatne.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH