Lekarze klinicznych oddziałów ginekologicznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie nie poniosą odpowiedzialności finansowej za niestaranne wypełnienie dokumentów sprawozdawanych do NFZ. Teraz mają jednak pilnie uczyć się jak je wypełniać.

Z powodu m.in. błędów w opisie i kwalifikowaniu procedur w 2007 roku, szpital musi zwrócić do NFZ 63 tys zł. i zapłacić 20 tys zł tytułem kary.
– Nie ma decyzji dyrektora o tym, że ordynatorzy bądź lekarze będą pokrywali koszty kary, ponieważ trudno jednoznacznie wskazać lekarzowi błąd popełniony przy wypisywaniu dokumentacji – powiedziała Rynkowi Zdrowia Anna Niedźwiecka, rzecznik prasowy Szpitala Uniwersyteckiego.
Dyskusja na ten temat wyniknęła, kiedy – jak podaje Gazeta Wyborcza – na oddziale ginekologii i położnictwie zawisło zarządzenie podpisane przez prof. Antoniego Bastę, kierownika Katedry Ginekologii i Położnictwa CMUJ: od tej pory za nieprawidłowości w dokumentacji płacić będą lekarze, którzy je popełnili.
– Osobą upoważnioną do wyciągania konsekwencji służbowych w stosunku do pracowników szpitala jest dyrektor, o czym poinformowany został pan profesor z chwilą przekazania wspomnianego zarządzenia do wiadomości dyrekcji SU – przekazała dziennikarzom rzecznik.
Trwają natomiast regularne szkolenia lekarzy, którzy mają nauczyć się prawidłowego wypełniania dokumentów.
Zdaniem Anny Niedźwiedzkiej, komentującej dla Rynku Zdrowia decyzję o konieczności zwrotu przez szpital pieniędzy do kasy NFZ, nie można twierdzić, że doszło do wyłudzenia pieniędzy przez kliniki, bo mowa jest o świadczeniach, które rzeczywiście zostały wykonane. Według rzecznik powodem błędów w szpitalnej dokumentacji jest niejednoznaczna interpretacja wymogów jakie przy jej wypełnianiu stawia NFZ.
Chodzi m.in. o wymóg zgodnie z którym szpital nie mógł przyjmować tych samych pacjentek w ciąży, o ile między kolejnymi terminami hospitalizacji nie upłynęło 14 dni. – Natomiast w patologii ciąży często dochodzi do sytuacji, kiedy ponowna, wcześniejsza hospitalizacja jest konieczna – próbują tłumaczyć lekarze. W efekcie kontrola NFZ stwierdziła niezgodność zapisów w kartach chorobowych pacjentek z danymi przesłanymi do płatnika w sprawozdaniu.
– Faktem jest, iż o ile wystąpimy do NFZ z informacją, że prosimy o rozliczenie takich świadczeń, to takie pisma są rozpatrywane. Widocznie na oddziałach ginekologicznych było na tyle dużo tych przypadków, że tej procedury nie dopilnowano – próbuje wyjaśniać Anna Niedźwiecka.
Według rzecznik wartość świadczeń zakwestionowanych przez NFZ w 2007 roku nie świadczy o rozrzutnym wydawaniu pieniędzy na procedury, bo całkowita wart kontraktu oddziałów ginekologicznych szpitala wynosiła w tym czasie 10 mln zł.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH