Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 23-12-2015 05:58

Ministerstwo mówi stop prywatyzacji zakładów opieki zdrowotnej. Co na to praktycy?

Resort zdrowia chce powstrzymać prywatyzację zakładów opieki zdrowotnej i wykreślić z ustawy o działalności leczniczej przepisy wymuszające na samorządzie komercjalizację lecznic. Tam gdzie spółki już istnieją, a mają charakter publiczny, MZ zamierza zobowiązać podmiot publiczny do utrzymania większościowego pakietu.

Ministerstwo mówi stop prywatyzacji ZOZ. Co na to praktycy? Fot. PTWP

Jak zaznaczył Konstanty Radziwiłł, resort ma też zamiar wprowadzić zasadę non-profit, co oznacza, że każdy ewentualny zysk musiałby być przeznaczony na działalność leczniczą spółki.

Jak podkreślił, resortowi zdrowia zależy na tym, aby odwrócić pewną tendencję, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie, kiedy - jak się wyraził - doszło do "niezwykłej atomizacji systemu zdrowia", wprowadzenia konkurencji wszystkich ze wszystkimi, a także przerzucenia na pacjenta odpowiedzialności za zorganizowane sobie opieki medycznej.

Jego zdaniem jedną z przyczyn tego stanu rzeczy była niemal przymusowa komercjalizacja samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, które wcześniej były przede wszystkim własnością samorządów.

- Ten przymus - zaznaczył Radziwiłł - pojawiał się wtedy, kiedy pojawiały się kłopoty finansowe.

Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia, w informacji przesłanej redakcji rynekzdrowia.pl wyjaśniła, że przygotowany  projekt założeń do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej jest obecnie przedmiotem uzgodnień wewnętrznych, w wyniku których zostanie wypracowana wersja, która następnie zostanie przekazana do uzgodnień zewnętrznych. Szczegółowe rozwiązania, w tym dotyczące przeznaczenia zysku, są aktualnie analizowane.

Dodajmy, że we wtorek wieczorem (22 grudnia) MZ przekazało do konsultacji projekt ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej.

Czytaj: MZ zapowiada koniec z przymusowymi przekształceniami szpitali

Stop prywatyzacji. Ale co w zamian?
Hanna Zych-Cisoń, członek Zarządu Województwa Pomorskiego, tłumaczy, że przez ostatnie pięć lat, po wejściu w życie ustawy o działalności leczniczej, samorządy cały czas uczyły się jakie rozwiązania wprowadzać, aby były z korzyścią dla zakładów leczniczych.

- Osobiście nie jestem zwolenniczką odsprzedawania majątku samorządu za bezcen. Uważam, że zanim te podejmą taką decyzję, powinny najpierw zbilansować placówkę, żeby mieć dobrą kartę przetargową podczas negocjacji z partnerem prywatnym. Jednak nie zawsze samorządy mają inne wyjście. Mam tu na myśli te jednostki, które mają bardzo niskie dochody i są właścicielami szpitali powiatowych - tłumaczy.

Zwraca uwagę, że inną kategorią są np. zakłady opiekuńczo-lecznicze - tam podmiot prywatny stworzyłby znacznie lepsze warunki pacjentom niż samorząd.

- Zastanawiam się też, jak ustawodawca podejdzie do takich partnerów, którzy nie są podmiotami leczniczymi, np. Agencja Rozwoju Przemysłu czy Powszechny Zakład Ubezpieczeń, a które wchodzą finansowo w sektor zdrowia. Resort musi tu znaleźć jakieś rozwiązanie - podkreśla Zych-Cisoń, komentując proponowane zmiany w ustawie.

I dodaje. - Nie wiem, skąd samorządy mają brać pieniądze. Być może Ministerstwo Zdrowia wprowadzi jakieś inne rozwiązanie. Może niemożliwe będzie tylko odsprzedawanie udziałów, a dzierżawa na zasadzie najmu zostanie dopuszczona? Może zostaną uruchomione preferencyjne kredyty dedykowane zdrowiu? - dzieli się wątpliwościami.

Jest przekonana, że jakieś wsparcie musi zostać uruchomione. - W innym wypadku, kiedy samorządy nie poradzą sobie z trudnościami finansowymi, kiedy nie będą mogły nic zrobić z udziałami, to skąd wezmą pieniądze, żeby szpital oddłużyć czy zmodernizować? Taka sytuacja może doprowadzić do likwidacji placówki, bo samorządy nie będą miały innej drogi - podkreśla Zych-Cisoń.

Jednocześnie zaznacza, że nie widzi żadnego problemu z przeznaczaniem zysków placówek medycznych na inwestycje. Jak wyjaśnia, dzisiaj placówki medyczne przekształcone w spółki albo nie wypracowują w ogóle zysku, albo ten zysk jest minimalny, i zawsze w stu procentach jest przeznaczany na potrzeby placówki. A i tak bez pomocy samorządu nawet te przekształcone placówki nie dają sobie rady - zauważa.

- Pozostaje pytanie, czy i skąd samorządy będą miały pieniądze, żeby doinwestowywać placówki opieki zdrowotnej. Nasz urząd musi np. zmodernizować blok operacyjny w szpitalu w Wejherowie. Koszt inwestycji oscyluje wokół 50 mln zł. Samorząd takich pieniędzy nie ma. Jak na razie nie może też liczyć na wsparcie Ministerstwa Zdrowia. Pojawia się zasadnicze pytanie: czy samorządy powinny być właścicielami szpitali? - mówi Zych-Cisoń.

Publiczne nie zawsze najlepsze
Adam Roślewski, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Nowy Szpital, zwraca z kolei uwagę na częste mylenie dwóch porządków: polityki i ideologii z merytoryką.

- Naszym nadrzędnym celem powinno być ”zdrowie, które musimy kupić”. A cała reszta - organizacja, zasoby, własność publiczna, czy prywatna - to są tylko narzędzia służące do realizacji tego celu - przekonuje Roślewski.

Wyjaśnia, że zadanie, którym jest zaspokojenie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa jest publiczne, zaś środki konieczne na jego zapewnienie są ograniczone. - Dlatego dobrze jest być roztropnym i tak gospodarować środkami, żeby jak najwięcej potrzeb zdrowotnych zaspokoić - zaznacza Roślewski.

Twierdzi, że sekretem dobrego działania nie jest ideologizowanie i głoszenie, że tylko publiczny podmiot jest dobry oraz że w wypadku placówek prywatyzowanych co najmniej 51 proc. udziałów powinno zostać w rękach publicznych.

W jego ocenie, błędem jest mówienie, że prywatny jest najlepszy na świecie, ale takim samym błędem jest mówienie, że tylko publiczna własność jest dobra. Jak podkreśla, publiczna forma własności wcale nie musi się przekładać na rozsądne kupowanie tego ”zdrowia”, o które nam powinno chodzić.

Precyzuje, że podmiot publiczny to nie ten, który tak się nazywa, ale ten, który realizuje świadczenia zdrowotne na podstawie umowy z NFZ.

- Tak rozumiejąc znaczenie słowa publiczny, można zacząć obiektywnie oceniać prywatne placówki opieki zdrowotnej. Wówczas okazuje się, że wcale nie są one takie złe. Weźmy np. podstawową opiekę zdrowotną. Tutaj większość przychodni jest w rękach prywatnych. I jak się okazuje, bardzo dobrze działają.

W jego ocenie także szpitale sprywatyzowane działają lepiej niż ich poprzednicy spod znaku SPZOZ.

-Dobrze znam Grupę Nowy Szpital. To największa sieć szpitali w Polsce przekształconych ze szpitali powiatowych. Podmiot prywatny ma tu we wszystkich placówkach większościowy pakiet. Niektóre szpitale tak przekształcone już skończyły dziesięć lat. Większość z nich jest na plusie, a cały zysk przez wszystkie te lata przekazywały na cele statutowe, czyli de facto spełniają kryteria instytucji non profit - tłumaczy Roślewski.

Podkreśla, że działo się tak z powodu racjonalnego zachowania właściciela. - Ani złotówki z zysku prywatny właściciel nie skonsumował, czyli zachował się tak, jak w tej chwili pan minister postuluje: cały zysk zostaje w firmie - podsumowuje.

***
Przypomnijmy, że Ustawa o działalności leczniczej była kluczową w rządowym pakiecie ustaw zdrowotnych autorstwa PO, weszła w życie 1 lipca 2011 r. Zgodnie z nią samorządy, które nie przekształcały szpitali w spółki, musiały pokryć ich ujemny wynik finansowy w ciągu trzech miesięcy od upływu terminu zatwierdzenia sprawozdania finansowego.

W przypadku niewywiązania się z tego obowiązku samorządy w ciągu 12 miesięcy zmuszone były zmienić formę organizacyjno-prawną szpitala (przekształcić w spółkę kapitałową lub jednostkę budżetową) lub go zlikwidować. Te, które zdecydowały się na przekształcenie, mogły skorzystać z umorzenia zobowiązań publicznoprawnych.