Małopolska: operują tętniaki, z żylakami zwlekają

Jeśli mamy wybierać: ratować pacjenta z tętniakiem czy operować żylaki, które na ogół nie stanowią bezpośredniego zagrożenia życia, to co nam pozostaje? - pyta retorycznie dr Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego. To jej odpowiedź na problem długiego oczekiwania na operację żylaków w małopolskich szpitalach.

Dziennik Polski opisuje problemy z wykonaniem tej operacji w publicznych lecznicach (trzeba czekać nawet 2 lata). W prywatnych terminy są krótsze, ale barierą są pieniądze. Najpierw trzeba zapłacić za wizytę u lekarza, a po 2 -3 tygodniach za sam zabieg. Metoda tradycyjna kosztuje 2,5 tys. zł, laserowa 2,8 tys. zł.

W tym roku na wszystkie oddziały chirurgii naczyniowej w Małopolsce NFZ przeznaczył 37,4 mln zł. W pierwszym półroczu w całej Małopolsce wykonano 1607 operacji żylaków. Jednak zdaniem szefów placówek to kropla w morzu potrzeb. Na dodatek, za usunięcie chorych żylaków Fundusz płaci około 1900 zł, czyli - jak twierdzą rozmówcy Dziennika Polskiego - poniżej rzeczywistych kosztów takiego zabiegu.

Gdy brakuje pieniędzy na zabiegi chirurgii naczyniowej szpitale muszą wybierać: ratować pacjenta z tętniakiem czy operować żylaki? Maciej Zaniewski, wojewódzki konsultant do spraw chirurgii naczyniowej zwraca uwagę, że w przypadku tętniaka aorty brzusznej, zatoru kończyn czy ich niedokrwienia trzeba reagować natychmiast. Trudno się dziwić, że chorzy z mniej niebezpiecznymi dla życia dolegliwościami odsyłani są na odległe terminy - komentuje.

Więcej: www.dziennikpolski24.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH