Wiele szpitali wyczerpało już swoje tegoroczne kontrakty. NFZ zapowiada, że nie zapłaci za tzw. nadwykonania, więc placówki uruchamiają wewnętrzne procedury oszczędnościowe.
Klinika ginekologii operacyjnej, jak większość w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie, nie ma już wolnych limitów w tegorocznym kontrakcie na leczenie chorych.
– Dyrekcja nie wydała decyzji o wstrzymaniu przyjęć, ale kierownicy klinik zostali zobowiązani, by pomocy udzielano przede wszystkim pacjentom w stanach zagrożenia życia. Chorzy, którzy na leczenie mogą poczekać, przesuwani są na przyszły rok – informuje Marta Podgórska, rzeczniczka prasowa szpitala.
Takie działanie ma uchronić placówkę przed gigantycznym zadłużeniem. – Mięśniaki macicy, operacje nietrzymania moczu przesuwamy na przyszły rok. Ale operacji stanów nowotworowych czy innych, zagrażających życiu kobiet, nie da się odłożyć. I je po prostu robimy – stwierdza prof. Tomasz Rechberger, szef Kliniki Ginekologii Operacyjnej.
Prof. Maria Słomka, kierownik Kliniki Gastroenterologii przyznaje, że nie wie, jak ma mówić chorym, że do końca roku nie może ich leczyć.
– Nie odeślę pacjenta z zapaleniem trzustki czy krwotokiem z przewodu pokarmowego, nawet, gdy mam przekroczony kontrakt. A takich chorych mamy mnóstwo, bo szpitale w regionie z braku pieniędzy wstrzymują przyjęcia. Ludzie szukają więc pomocy w klinikach w Lublinie. Ja im jej nie odmówię. Nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności – zaznacza prof. Słomka.
Również Kliniki: Kardiologii i Kardiochirurgii mają dostosować przyjęcia do okrojonych limitów. Choć w ich przypadku, jak przyznaje Krzysztof Skubis, zastępca dyrektora SPSK nr 4 w Lublinie, jest to niezwykle trudne.
– Na kardiologię interwencyjną trafiają pacjenci w stanach zagrożenia życia. Ich leczenia nie można przełożyć na kilka miesięcy – stwierdza Skubis.
Prof. Janusz Stążka, szef Kliniki Kardiochirurgii informuje, że pieniądze płacone przez resort zdrowia na procedury wysokospecjalistyczne skończyły się w klinice już w sierpniu i wtedy powinien wstrzymać te najbardziej skomplikowane.
– Nie zrobiłem tego. Klinika od tego czasu przeprowadziła już 50 operacji ponad normę. Ich koszt to ok. milion złotych. Nie wiem, czy resort zdrowia za nie zapłaci – zauważa prof. Stążka.
– Wiem natomiast, że gdybym tych ludzi zostawił bez opieki, to wielu z nich by nie przeżyło. Wówczas i lekarze, i szpital mieliby postępowanie prokuratorskie za nieudzielenie pomocy. Media by się o tym rozpisywały. Wszyscy by nas potępiali, ministerstwo też – dodaje prof. Stążka.
Czytaj więcej: Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie | limity przyjęć | nadwykonania | Marta Podgórska | limity operacji | wyczerpanie limitów | Krzysztof Skubis
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel