Dziennik Wschodni/Rynek Zdrowia | 18-02-2019 10:15

Lubelskie: szpitale powiatowe twierdzą, że nie sprostają ''spirali podwyżek"

Spirala podwyżek jest nie do wykonania. Potrzebne są pieniądze dla kolejnych grup zawodowych, m.in. techników elektroradiologii, fizjoterapeutów czy pracowników laboratorium - alarmuje Marek Kos, dyrektor SPZOZ w Kraśniku.

Szpitale potrzebują pieniędzy dla kolejnych grup zawodowych. Fot. Piotr Waniorek

Szpitale frontowe narzekają też na niedoszacowanie świadczeń medycznych przez NFZ i na wprowadzone normy pielęgniarskie (od 1 stycznia br. na jedno szpitalne łóżko ma przypadać na 0,6 etatu pielęgniarskiego, w placówkach dziecięcych 0,8). Żeby sprostać wytycznym, placówki mają dwa wyjścia: zatrudnić dodatkowe pielęgniarki albo zmniejszyć liczbę łóżek.

Często decydują się na to drugie rozwiązanie, bo pielęgniarek brakuje. Jednocześnie boją się, że spowoduje to ograniczenie przyjęć pacjentów, a przez to wykonanie mniejszego kontraktu.

Powiatowe lecznice mają też coraz większy problem kadrowy. - Obawiam się, że w związku z brakami lekarzy i problemami z organizacją obsady dyżurowej możemy stanąć przed ryzykiem zamknięcia oddziałów - przyznaje w Dzienniku Wschodnim dyrektor SPZOZ w Parczewie, Janusz Hordejuk.

W związku z kryzysową sytuacją powiatowych lecznic, z ministrem zdrowia chce pilnie spotkać się Związek Powiatów Polskich.

Więcej: dziennikwschodni.pl