Pacjenci czekają na wizyty: pół roku

Lekarze, nawet zatrudnieni w szpitalu, po pracy wolą przyjmować pacjentów w prywatnych gabinetach.

- Z 12 moich neurologów w przyszpitalnej przychodni chce pracować tylko dwóch. Trudno się dziwić. Za pacjenta, którego wizyta trwa od pół godziny do godziny, możemy zapłacić 15 – 20 zł netto. W prywatnej przychodni stawka to 70 zł - mówi Piotr Kuna, dyrektor Szpitala im. Barlickiego w Łodzi.

W Przychodni Specjalistycznej w Olsztynie, która jest największą tego typu placówką w mieście trudno umówić się na wizytę u okulisty, bo jak tłumaczy dyrektor Bożena Sarna gro okulistów wybiera pracę u optyków. Niemal we wszystkich regionach najdłużej – trzy, cztery miesiące – czeka się na wizytę u endokrynologa.

Dyrektorzy przyznają, że problem rozwiązałoby zatrudnienie większej liczby lekarzy. Kilka miesięcy temu Szpital Powiatowy w Rawiczu wyznaczył nawet nagrodę finansową dla tego, kto przyprowadzi specjalistę, który podejmie w szpitalu pracę na stałe. Dopiero po takim nagłośnieniu sprawy udało się znaleźć chętnego. Problem jednak w tym, że placówki nie mają pieniędzy, a na rynku pracy brakuje specjalistów.

– U nas czeka się na wizytę najwyżej kilkanaście dni, ale zdaję sobie sprawę, że nie mam szansy zaproponować lekarzom, których brakuje na rynku pracy, konkurencyjnych płac przy tych stawkach, jakie oferuje NFZ – tłumaczy dr Stanisław Sęk, szef Małopolskiego Zespołu Przychodni Specjalistycznych Batorego 3 w Krakowie.

Co na to Narodowy Fundusz Zdrowia?

Edyta Grabowska-Woźniak, rzeczniczka NFZ wyjaśnia, że w zeszłym roku szpitale nie dawały rady przyjąć tylu chorych, za ilu był gotowy zapłacić fundusz. Dlatego w jej opinii kolejki się więc nie zmniejszyły, choć pieniędzy na leczenie było więcej. Zdaniem urzędników decyduje o tym właśnie brak wykwalifikowanego personelu, zwłaszcza lekarzy.

Problem ujawnił się bardzo ostro w tym roku. Z powodu błędów w ofertach składanych do NFZ przez szpitale unieważniono konkursy na leczenie w trzech województwach: śląskim, dolnośląskim i wielkopolskim. Fundusz wyjaśnia, że nowy system informatyczny wykazał braki kadrowe. Od tego roku system nie pozwala bowiem wpisywać jednego lekarza równocześnie na dyżury na dwóch oddziałach szpitala.

Brakuje również specjalistów z odpowiednimi kwalifikacjami. Przykład? Poznańskiemu Szpitalowi im. Strusia nie udało się podpisać z funduszem kontraktu na kardiochirurgię. Szpital proponował na szefa oddziału chirurga klatki piersiowej, a NFZ zażądał kardiochirurga.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego kolejki się wydłużają. Pacjenci wybierają tylko najbardziej znane przychodnie.

– Bezpłatną wizytę u endokrynologa załatwiłam z dnia na dzień w małej placówce pod Łodzią, która miała podpisany kontrakt z NFZ – mówi Hanna Boguszewska, lekarz rodzinny z Łodzi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH