Pacjenci ściśnięci w przepełnionych salach, odrapane korytarze, 62 mln zł długu - tak wygląda Szpital Praski, najbardziej zadłużony w stolicy. - Bez pomocy miasta i odcięcia się od długów nie wyjdziemy na prostą - przyznaje na łamach Metra Paweł Obermayer, dyrektor lecznicy.

Wyjść z długów szpital mógłby dzięki przekształceniu w spółkę - jego zobowiązania przejęłoby i spłaciło miasto dzięki wsparciu z budżetu państwa.
Jednak personel Praskiego jest przeciw. Związkowcy z lecznicy grożą nawet skierowaniem sprawy do prokuratury, jeżeli ratusz uprze się przekształcać lecznicę w spółkę. - Nie wierzymy, że komercjalizacja zlikwiduje problemy naszego szpitala. W ochronie zdrowia brakuje pieniędzy, dostajemy za mało środków od NFZ, pracujemy w podłych warunkach, a po zmianie pewnie będzie gorzej - mówi dzienikarce gazety dr Jacek Sałkowski, szef "Solidarności" w Praskim.

W ubiegłym roku płace lekarzy wzrosły w Praskim o 60 proc., a pielęgniarek o ponad 30 proc. Podobnie w innych szpitalach - nowelizacja kodeksu pracy określająca czas pracy medyków sprawiła, że lekarze w całym kraju dostali kilkudziesięcioprocentowe podwyżki, bo za dyżury otrzymują takie wynagrodzenie, jak za nadgodziny. Na fali tych podwyżek wyższe pensje w wielu szpitalach wywalczyły też pielęgniarki.

Zdaniem personelu, proponowane przez rząd przekształcenie szpitali w spółki pogorszy ich sytuację. Wolą, żeby było tak jak jest.

W szpitalu w Radzyniu Podlaskim zorganizowano na początku maja referendum. Wynik: tylko 88 na 450 pielęgniarek i lekarzy chce komercjalizacji. Reszta nie chce żadnych zmian. - Boimy się zwolnień i pogorszenia warunków pracy. Poza tym, czy to przekształcenie nie oznacza prywatyzacji? Przecież szpital to nie fabryka, a takie zasady pracy mogą w nim zapanować – twierdzi Małgorzata Piekarska, szefowa związku zawodowego pielęgniarek w radzyńskim szpitalu. Nie przekonują jej wstępne analizy przygotowane przez ekonomistów, które wykazały, że zwolnień personelu medycznego nie będzie. Zredukowana może być jedynie administracja.

Jak podaje Metro o przekształceniu nie chcą też słyszeć pracownicy szpitala w Dąbrowie Górniczej. 97 proc. załogi zaprotestowało w referendum przeciw ewentualnym zmianom. Pracownicy chcą za to wywalczyć 20-procentowe podwyżki.

Zdaniem dr. Jarosława Fedorowskiego, prezesa spółki Szpitale Polskie, która przygotowuje lecznice do komercjalizacji, pracownicy boją się nowej organizacji pracy. - Dzisiaj w publicznych szpitalach panuje feudalny system. Nie kładzie się nacisku na efekty pracy, wynagrodzenie często nie odzwierciedla prawdziwego zaangażowania. A w niepublicznym szpitalu pracownicy oceniani są za to, jak pracują. Poza tym personel medyczny dostaje tam większe możliwości rozwoju i lepiej zarabia - przekonuje Fedorowski.

W jego opinii straszenie pacjentów, że w skomercjalizowanym szpitalu pomoc dostaną tylko najbogatsi, jest nieporozumieniem. - 95 proc. pacjentów w niepublicznych szpitalach stanowią ci ubezpieczeni w NFZ. Zrezygnowanie z ich leczenia to dla szpitala bankructwo – mówi na łamach Metra prezes Fedorowski.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH