Kupowanie leków bez przetargu, fikcyjne albo mocno zawyżone umowy na naprawy i konserwację sprzętu, wybieranie drogich ofert bez uzasadnienia. Zdaniem kontrolerów z Regionalnej Izby Obrachunkowej tak przez lata działo się w szpitalu w Blachowni. Ile szpital stracił? Jeszcze nie wiadomo. Trwa śledztwo w tej sprawie.

Afera wybuchła, gdy zmienił się zarząd starostwa, a w Szpitalu Powiatowym w Blachowni władze. Nowi dyrektorzy zaczęli przyglądać się, ile placówka płaci co miesiąc za usługi i dostawy, a w ślad za tym starostwo zarządziło kontrole przetargów i zamówień od 2003 roku.

 W marcu do szpitala weszli też kontrolerzy Regionalnej Izby Obrachunkowej. Sprawdzili tylko osiem przetargów prowadzonych przez szpital w ostatnich pięciu latach.

„Wszystkie skontrolowane zamówienia zostały udzielone z naruszeniem prawa, co świadczy o nieskutecznym funkcjonowaniu systemu kontroli wewnętrznej i braku właściwego nadzoru organu założycielskiego” - czytamy w protokole pokontrolnym.

- Główne nieprawidłowości to wybieranie drogich ofert przetargowych bez uzasadnienia, organizowanie dostaw, np. leków, bez przetargu. Kuriozalne było na przykład to, że w piwnicy znalazł się stary, wycofany z użycia aparat rentgenowski, a kilka miesięcy później szpital zapłacił fakturę za konserwację tego sprzętu.

Do tego dochodzi wadliwe naliczanie VAT-u: zawsze było to 22 proc., choć dla niektórych usług i dostaw powinno być 7 lub 3 proc. - mówi osoba znająca wyniki wewnętrznej kontroli i dodaje:

- Firma, która w szpitalu wykonuje drobne usługi: cięcie trawnika, usunięcie awarii kabla elektrycznego czy wymianę cieknących rur, zarabia zawsze, nawet gdy w szpitalu nie ma awarii. Szpital płaci jej ryczałtem aż 45 tys. zł miesięcznie.

- Zdaniem katowickiej RIO kontrakt na prace konserwatorskie został zawyżony o 360 proc. - mówi Andrzej Mierzwa, obecny dyrektor szpitala. Nowa dyrekcja chce wypowiedzieć umowy: - Nie płacę tych niczym nieuzasadnionych faktur. Jestem gotów płacić za faktycznie wykonaną pracę. Firma straszny nas sądem. Bardzo dobrze, że sąd rozstrzygnie spór - irytuje się Mierzwa.

Oficjalnie nikt nie chce oszacować, ile pieniędzy mógł stracić szpital. - Mogą to ustalić dopiero biegli powołani przez prokuraturę lub sąd - mówi dyrektor szpitala. Przypuszcza jednak, że na samych usługach konserwatorskich szpital przepłacał miesięcznie minimum 20 tys. zł i to przez pięć lat.

Sprawę bada prokuratura.

- Złożyliśmy zawiadomienie, że w szpitalu prawdopodobnie dochodziło do niegospodarności - mówi wicestarosta Janusz Krakowian.

Śledztwo jest przedłużone do października. Nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów. - Przesłuchaliśmy szereg osób, mamy protokół wewnętrznej kontroli oraz opinię RIO. Na wszelkie wnioski jest jeszcze za wcześnie - mówi rzecznik prokuratury Romuald Basiński.

Zdaniem RIO winni są byli dyrektorzy i pracownicy szpitala organizujący przetargi oraz prowadzący nadzór, czyli poprzedni starosta Mieczysław Chudzik.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH