Rodzynki na rynku
Taka zresztą jest idea licencjackich studiów na kierunku zdrowie publiczne. Jak precyzują standardy nauczania opracowane dla studiów I stopnia na tym kierunku, absolwent posiada kompetencje do zajmowania administracyjnych, wykonawczych stanowisk w zakładach opieki zdrowotnej oraz do pełnienia funkcji związanych z promocją i ochroną zdrowia w instytucjach państwowych, samorządowych, społecznych i prywatnych.
Część studentów właśnie na poznaniu tej wiedzy kończy swoją uczelnianą przygodę z ochroną zdrowia, ale wielu z nich dzięki samozaparciu i talentowi kontynuuje naukę na kierunku zdrowie publiczne w akademiach medycznych. – Nabór na poziom licencjacki jest w akademiach czy uniwersytetach medycznych stosunkowo mały, bo brak funduszy budżetowych na finansowanie studiów dziennych. Akademie są więc z przyczyn finansowych zainteresowane przyjęciami na płatne, szczególnie uzupełniające studia magisterskie. Nasi najlepsi absolwenci kontynuują tam studia magisterskie na kierunku zdrowie publiczne – tłumaczy profesor Jerzy Kopania, rektor niezmiennie wysoko notowanej w rankingach studiów licencjackich Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku.
Magister zdrowia publicznego to jeszcze rodzynek. Oczekiwania co do ich umiejętności są spore, ale niewiele wiemy jak sprawdzają się na rynku pracy. – Nie mamy w tym zakresie jeszcze istotnych doświadczeń – mówi profesor Andrzej Pająk z Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden z twórców standardów nauczania na kierunku zdrowie publiczne.
Pełna treść raportu – w najnowszym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia, nr 6/35 – czerwiec 2008.
Białystok: finał akcji na rzecz hospicjum