Krótsze kolejki do endokrynologów realne, i to bez dodatkowych nakładów Gdyby wypisać jedną czwartą pacjentów stabilnych pod opiekę lekarzy POZ, można byłoby przyjąć w ich miejsce ok. 2 tys. chorych - mówi dr Maciej Sokołowski, szef Centrum Medycznego Dobrzańska. Fot. PTWP

Z roku na rok w ramach ubezpieczenia NFZ wydłużają się kolejki do specjalistów. Na wizytę do endokrynologia we Wrocławiu, gdzie w tym roku zamknięto trzy poradnie endokrynologiczne, trzeba czekać 8 lat. Ta długa kolejka jest jednak tylko teoretyczna. W praktyce może wynosić o wiele więcej.

Tylko w poradni endokrynologicznej w Wojewódzkim Zespole Specjalistycznej Opieki Zdrowotnej - Centrum Medyczne Dobrzańska w Wrocławiu miesięcznie realizowanych jest ok. 1200-1300 wizyt. W kolejce oczekuje ok. 1500 stabilnych pacjentów, a okres oczekiwania na wizytę wynosi 8 lat. W trakcie diagnostyki i leczenia w sumie w poradni jest około 8 tys. pacjentów.

- Te osiem lat nie jest jednak prawdziwym okresem oczekiwania, który wynosi niemal 30 lat, ponieważ przed pacjentem stabilnym mamy obowiązek przyjąć pacjenta pilnego. W najbliższych kilku latach zgłosi się od kilkuset do kilku tysięcy takich pacjentów. Tylko od początku tego roku przyjęliśmy ich 400. To spowodowało, że kolejka pacjentów ''stabilnych'' wydłużyła się o kolejne miesiące i lata - mówi dr Maciej Sokołowski, dyrektor Centrum Medycznego Dobrzańska.

Nie brakuje endokrynologów?
Oficjalnym powodem zamykania poradni endokrynologicznych, nie tylko we Wrocławiu, jest brak lekarzy specjalistów w tej dziedzinie. Odeszli z pracy w przychodniach, które zostały zamknięte, bo mają zdecydowanie lepsze warunki płacowe w prywatnych gabinetach.

- Lekarzy endokrynologów nie brakuje. Tylko ich wykorzystanie pozostawia wiele do życzenia. W przychodniach kontraktowanych przez NFZ obowiązują te same stawki od 2009 r. Wynoszą ok. 40 zł za wizytę pacjenta. Siedem lat temu na rynku lekarz endokrynolog za wizytę otrzymywał 50 zł, dzisiaj proponuje się mu ok. 120-150 zł. Trudno się, więc dziwić lekarzom i winić ich za taką sytuację - mówi Sokołowski, dodając, że Centrum Medyczne Dobrzańska nie jest w stanie wykorzystać w pełni pieniędzy proponowanych w kontrakcie przez NFZ, ze względu na brak lekarzy chcących pracować za stawki oferowane przez NFZ.

Jak tłumaczy, w Polsce funkcjonują w różnych specjalnościach dwa typy poradni. W jednych, jak np. w ortopedycznej, po zaopatrzeniu pacjenta, jego wyleczeniu, nie ma już z nim kontaktu. W poradni endokrynologicznej pacjent, u którego stwierdzono np. guza tarczycy, po jego wycięciu będzie musiał brać dziennie tabletkę przez kilkadziesiąt lat i będzie przez te wszystkie lata pacjentem przychodni.

- Co roku pojawiają się w poradni kolejni pacjenci. Ich liczba się powiększa, a poradnia, aby zapewnić im dostateczną opiekę, powinna zatrudniać kolejnych lekarzy? W mojej ocenie nie ma takiej potrzeby, bo zdecydowana liczba pacjentów z patologiami tarczycy, jest w pełni zdiagnozowana, ustawiona na odpowiednich lekach i z pełnym powodzeniem może pozostawać pod opieką lekarzy rodzinnych – przekonuje dr Sokołowski.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH