Czy lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu faktycznie mieli powody, aby w ub. r. odsyłać dzieci z powodu długich kolejek oczekujących do prywatnych lecznic? Tymczasem wszystko wskazuje na to, że kolejek nie było. Maciej Kowalczyk, dyrektor USD, jest zaskoczony informacją i zapowiada oficjalne stanowisko w tej sprawie.

W grudniu ub. r. została zatrzymana pod zarzutem wyłudzania pieniędzy od rodziców chorych dzieci Anna Chrapusta, lekarka z Prokocimia, znana z poświęcenia dla pacjentów. Zdaniem prokuratury mechanizm ewentualnego przestępstwa wyglądał następująco: lekarka mówiła rodzicom dzieci, że kolejka oczekujących na operację jest długa, ale zabieg można wykonać szybciej w prywatnej placówce, gdzie przyjmowała. Tyle, że tam zabiegi wykonywano oczywiście odpłatnie.

Dr Jacek Puchała, szef Anny Chrapusty, potwierdził jednak w prokuraturze, że do niektórych zabiegów trzeba czekać w kolejce nawet dwa lata. Zespół jest nieliczny, a dostęp do bloku operacyjnego ograniczony.

W grudniu ub. r. policja zabrała z Prokocimia książkę z wykazem pacjentów oczekujących na niektóre zabiegi. Okazało się, że w 2003 roku na chirurgii czekało na operację 32 dzieci, w 2004 ich liczba zmniejszyła się o połowę, w 2005 znów kolejka urosła do 25 dzieci, ale już rok później zmalała do pięciorga dzieci. Dwa lata temu na operacje czekało już tylko dwoje dzieci, a w 2008 kolejki nie było w ogóle.

Piotr Kosmaty, rzecznik krakowskiej prokuratury, przyznaje, że prokuratura w ramach śledztwa dotyczącego lekarki sprawdza też, czy USD informował NFZ o długości kolejek pacjentów oczekujących na zabiegi.

- Ten wątek jest badany, gromadzimy dokumentację - mówi Gazecie Wyborczej Piotr Kosmaty.

Obowiązek przekazywania danych o długości kolejek do Funduszu ciąży na każdym szpitalu. Gazeta sprawdziła dane z 2008 roku, przekazane przez wszystkie oddziały szpitalne w Prokocimiu. Okazało się, że w ubiegłym roku kolejek nie było nigdzie, poza oddziałem otolaryngologicznym! Były jednak miesiące (styczeń, sierpień, wrzesień, listopad, grudzień), w których placówka nie dopełniła obowiązku przesłania płatnikowi danych na temat kolejek.

Zdaniem Gazeta sytuacja otwiera pole do spekulacji. Skoro kolejek nie było, to każdy rodzic odesłany w ub. r. z dzieckiem do prywatnej przychodni na płatny zabieg ma prawo czuć się oszukany, a lekarzowi trudno będzie przekonać śledczych, że kolejka w publicznej lecznicy istniała, skoro nie ma po niej śladu w NFZ.

Tomasz Filarski, rzecznik praw pacjenta w Małopolskim Oddziale Wojewódzkim NFZ w Krakowie radzi: jeśli pacjent słyszy odmowę przyjęcia na oddział, powinien żądać jej na piśmie, które będzie podstawą do kontroli.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH