Trasa DK1 jest jednym z najbardziej zagrożonych wypadkami komunikacyjnymi miejsc w woj. śląskim, a leżące tuż przy niej Koziegłowy, nie mają karetki ani ratowników. Pomoc wyrusza z oddalonej o kilkanaście kilometrów podstacji pogotowia w Woźnikach.
Podstacja w Woźnikach należy do SP ZOZ Lubliniec, dysponuje specjalistycznym zespołem wyjazdowym. Oprócz odcinka ”gierkówki” obsługuje jeszcze zachodnią część gminy Koziegłowy i samo miasto. Wschodnią część gminy zabezpiecza natomiast stacja z Myszkowa, działająca jako dział pomocy doraźnej Szpitala Powiatowego należącego do SP ZOZ w Myszkowie.
To dość skomplikowana struktura organizacyjna. Gazeta Wyborcza przypomina, że kilka lat temu pogubił się w niej ZOZ w Myszkowie i przez półtora roku jego pogotowie obsługiwało całe Koziegłowy, łącznie z trasą szybkiego ruchu. Od 2007 r. zgłoszenia z zachodniej części gminy Koziegłowy zaczęto przekierowywać do Lublińca, a stamtąd do Woźnik.
Wtedy odcinek DK1 na wysokości Koziegłów pokonywało niecałe 29 tys. pojazdów, teraz przejeżdża tamtędy 35 tys. samochodów na dobę.
Henryk Nieroda, kierownik pogotowia z SP ZOZ Lubliniec nie zauważa związku między natężeniem ruchu, a ilością interwencji. Jego zdaniem inne czynniki decydują o wypadkowości.
- Wpisali nam w rejon obsługi powiat myszkowski z Koziegłowami i z trasą DK-1. Może dlatego, że mamy bliżej niż pogotowie z Myszkowa, które też obsługuje część wypadków - powiedział portalowi rynekzdrowia.pl Henryk Nieroda.
Czytaj więcej: pogotowie ratunkowe | karetka | wypadek drogowy
Chiński producent sosu sojowego używał rakotwórczej soli