Pracownicy szpitala zakaźnego grożą dyrekcji prokuraturą, jeśli nie dostaną pieniędzy, które - jak mówią - należą im się po wyroku sądu. Szefostwo lecznicy uważa żądania za bezzasadne

Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego poszli do sądu, żeby walczyć o podwyżki, które gwarantowała im tzw. ustawa 203. Problem z nią był taki, że ustawodawca nie wskazał dyrektorom lecznic, skąd mają wziąć pieniądze na podniesienie zarobków. W wielu placówkach - również w zakaźnym - podwyżek więc nie wypłacono, a zdesperowani pracownicy zaczęli masowo składać pozwy.

Tak też w 2006 r. zrobiło około 170 osób z toruńskiego szpitala. Najpierw w sądzie walczyła pierwsza "pilotażowa" grupa, która miała przetrzeć procesowy szlak dla pozostałych pracowników. Sąd przyznał jej rację i nakazał dyrekcji lecznicy wypłacić podwyżki ponad 20 podwładnym (zasądzone kwoty wynosiły od kilkuset złotych do 6 tys. zł).

- Ponieważ wydawało się oczywiste, że kolejne grupy też wygrają proces, podpisaliśmy z szefostwem ugodę, w której zobowiązało się do zastosowania wyroku do wszystkich 170 pracowników, którzy złożyli pozwy - mówi Barbara Wanat, pracownica szpitalnianej księgowości i szefowa związku zawodowego "Jedność". - Niestety, dyrekcja się z niej nie wywiązuje i odmawia wypłaty należnych pieniędzy. To oznacza, że ludzie będą przez kolejne miesiące czekać na pieniądze, bo ufając kierownictwu po podpisaniu ugody, zawiesili swoje sprawy w sądzie.

Z takim ujęciem sprawy nie zgadza się dyrektor zakaźnego dr Elżbieta Strawińska: - Sprawa nie wygląda tak, jak przedstawia ją związek - mówi. - Owszem, zgodziłam się na przeniesienie wyroku na wszystkie osoby, które procesowały się o ustawę 203. Jednak w międzyczasie pracownicy zmienili pozwy i obecnie nie dotyczą one tej ustawy, ale kwestii wynagrodzeń w 2000 r.

Według szefowej placówki, pracownicy domagają się gwarancji, że ich zarobki będą takie, jak przed ośmiu laty. - A wliczyli sobie do nich wszystko: premie uznaniowe, nagrody jubileuszowe, nagrody roczne - zaznacza Strawińska. - To sprawiło, że zarobki zostały bardzo zawyżone. To był zresztą najlepszy finansowo rok dla szpitala. Ja natomiast nie mogę zgodzić się na uznanie roszczenia, wedle którego mam wszystkim wypłacać takie pieniądze jak w 2000 r. Zwłaszcza że składniki, które wliczyli sobie pracownicy, nie są zagwarantowane przez umowę o pracę.

Takie wyjaśnienia nie satysfakcjonują personelu, który utrzymuje, że wszyscy procesują się o ustawę 203. Pracownicy zgłosili już sprawę w Urzędzie Marszałkowskim, a teraz grożą, że pójdą do prokuratury. - Wstrzymujemy się z tym tylko ze względu na mającą się wkrótce zebrać wojewódzką komisję dialogu społecznego - mówi Wanat. - Wciąż liczymy, że uda się sprawę załatwić polubownie.

Na to szanse są jednak niewielkie, bo stosunki pracowników z dyrekcją są bardzo napięte. Kiedy w lipcu br. grupa, która jako pierwsza wygrała w sądzie, nie dostała od dyrekcji jasnej odpowiedzi, kiedy zasądzone pieniądze trafią na konta, do szpitala wkroczył komornik. Kierownictwo uznało takie działanie za nielojalność ze strony podwładnych.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH