Karetki pogotowia częściej wożą pijanych niż chorych. Lekarze i ratownicy medyczni alarmują, że nawet 70 procent wyjazdów wszystkich erek w województwie łódzkim jest nieuzasadnione.

– Mamy dość pijaków, którzy zatruwają nam życie – nie owija w bawełnę dr Andrzej Wiśniewski, ordynator oddziału ratunkowego sieradzkiego szpitala. – To prawdziwa plaga! Są dni, że robimy za izbę wytrzeźwień. Podczas jednego z ostatnich dyżurów trzy osoby pilnowały czterech awanturujących się pijaków. Był w tym gronie stały bywalec naszego oddziału. Jest co drugi dzień. Zawsze z butelką denaturatu w kieszeni.

W Łodzi do osoby pijanej leżącej na ulicy zawsze wyjeżdża najlepiej wyposażona karetka. Danuta Korcz, rzeczniczka pogotowia w Łodzi, tłumaczy, że jeśli dyspozytor przyjmuje zgłoszenie o nieprzytomnej osobie, od razu musi zakwalifikować wyjazd jako priorytetowy.

Transport pijanych podobnie jak chorych finansuje NFZ.

– Jeśli osoba jest pod wpływem alkoholu, lecz lekarz uzna, że wymaga pomocy medycznej, NFZ reguluje rachunek - mówi Beata Aszkielaniec, rzecznik prasowy łódzkiego oddziału NFZ. – Są oczywiście przypadki, że trafiamy na osoby nieubezpieczone. Wtedy wystawiamy na nie rachunek. Jeśli nie uda się wyegzekwować zwrotu pieniędzy, przekazujemy sprawę komornikowi.

Tymczasem komornicy z Sieradza, Piotrkowa i Łodzi twierdzą, że sprawy takie dostają rzadko. Trzy lata temu Łódź miała szansę zostać pierwszym miastem w Polsce, w którym nietrzeźwych do izb wytrzeźwień dowoziłyby "alkobulanse". Władze miasta wspólnie z Urzędem Marszałkowskim i Urzędem Wojewódzkim chciały kupić kilka karetek z podstawowym wyposażeniem. Załogę mieli stanowić sanitariusz i strażnik miejski, a pijany, który nie wymagał pomocy medycznej, miał trafiać wprost do izby wytrzeźwień. Pomysł jednak upadł, bo urzędnicy pokłócili się w sprawie finansowania przedsięwzięcia.

Maciej Prochowski, dyrektor wydziału zdrowia publicznego w łódzkim magistracie, mówi, że miasto jest gotowe partycypować w organizacji całego systemu "alkobulansów". Choć nie kryje obaw.

– Trudno wymagać od strażników miejskich, żeby decydowali, czy nieprzytomna osoba jest w stanie upojenia alkoholowego, czy potrzebuje interwencji lekarza - mówi Prochowski. – Oni zwykle są po przeszkoleniach z pierwszej pomocy i reanimacji, ale nie potrafią rozróżnić, czy dana osoba poza tym, że czuć od niej alkohol może mieć na przykład zawał.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH