Urzędnicy Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ przeprowadził niedawno wizytację w warszawskich szpitalach podczas, której sprawdzano czy placówki odmawiają przyjęcia pacjentów mimo posiadania wolnych łóżek. Takie sygnały dochodziły do NFZ ze strony pacjentów, o kłopotach z przyjęciem do szpitala pisała też codzienna prasa. - NFZ kontroluje szpitale pod kątem dostępności do świadczeń, a tuż pod jego bokiem skrzeczą realia, na które sam ma niemały wpływ - uważa Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie. - Na przykład ostre dyżury szpitali w Warszawie są bardzo specyficzne ze względu na rozmiary aglomeracji stołecznej.

- Najlepiej byłoby, gdyby ostry dyżur mógł pełnić każdy oddział specjalistyczny w danej dziedzinie. Na razie to jednak niemożliwe ze względu na zbyt małą liczbę lekarzy specjalistów, których brakuje w zasadzie w każdej specjalności zabiegowej. W efekcie dyżur dla całego miasta lub w najlepszym wypadku dla jego połowy pełni jeden oddział, raz w tygodniu lub częściej.

Co to oznacza dla szpitala? Na izbie przyjęć pojawia się 150-200 osób. Sama czynność uzyskania od nich danych trwa i powoduje, że jedna rejestratorka sobie nie poradzi. Liczba stanowisk komputerowych musi być większa.

Kolejny problem wiąże się z koniecznością zabezpieczenia szpitala. W zwykłych okolicznościach wystarczy jeśli np. lekarz radiolog jest dostępny poprzez łącza telemedyczne. W przypadku dyżuru musi być fizycznie na miejscu. Potrzebny jest ponadto dodatkowy anestezjolog i większa obsada pielęgniarek i sanitariuszy. A to kosztuje, i to niemało.

- I nie są to, bynajmniej, jedyne koszty - zwraca uwagę dyrektor MSS. - Jeśli szpital nie ma SOR-u, jedynym przychodem z tytułu pełnienia dyżuru jest cena świadczeń dla „ostrych” pacjentów, podobna jak dla pacjentów planowych. I tu mamy głębokie niedoszacowanie. W przypadku ortopedii można je oceniać na około 50 proc. Wdrażając JGP Fundusz wprowadził tzw. hospitalizację ostrą i hospitalizację planową, przy czym różnica w ich wycenie jest śladowa i oscyluje w granicach 1-2 punktów na korzyść hospitalizacji ostrej. Za to koszty 24-godzinnego dyżuru stanowią 30 proc. wszystkich kosztów oddziału. W dodatku, choć wymagania płatnika stale rosną, cena punktu pokrywa nie więcej, niż 60 proc. realnych potrzeb, ponieważ NFZ płaci wyłącznie za procedurę. Amortyzacja sprzętu i pomieszczeń, dostosowanych do wymaganych standardów za ogromne pieniądze, już go nie interesuje.

- Plan dyżurów powstaje z 2-3-miesięcznym wyprzedzeniem, podczas gdy planowe przyjęcia do szpitala ustala się zazwyczaj w dłuższej perspektywie, np. 6-12 miesięcy. Kiedy w rytm pracy lecznicy wchodzi ostry dyżur, dyrektor ma dylemat: czy dyskwalifikować pacjentów zaplanowanych do przyjęcia, czy też położyć na łóżku polowym pacjenta z dyżuru zostawiając łóżko dla chorego zaplanowanego? Ponadto jeśli z 200-osobowej kolejki oczekujących na planową hospitaliację wypadnie choćby jeden pacjent, szpital powinien w zasadzie zadzwonić do pozostałych 199 i poinformować o tym fakcie. Powinien, ale naturalnie tego nie robi. Skala takich poczynań byłaby przecież niewyobrażalna...

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH