Trzy miesiące testów, mnóstwo mrówczej pracy i brak satysfakcji finansowej - tak można w skrócie podsumować nowy system rozliczeń szpitali z Narodowym Funduszem Zdrowia, który w pełni obowiązuje od 1 października. Nie ułatwi życia ani lekarzom, ani pacjentom - zauważa Gazeta Wyborcza.

Większość szpitali narzeka na nowy sposób rozliczania z NFZ. - Źle wycenione są porody przez cesarskie cięcia - uważa dyrektor Szpitala Miejskiego, który jednocześnie chwali wysokość opłat za porody fizjologiczne. Na zdjęciu pacjentka tej lecznicy - Karolina Stelmann z mężem Sewerynem i córeczką Roksaną, którą urodziła w poniedziałek; poród był naturalny.

Okres przejściowy właśnie się skończył. Od dziś wszystkie szpitale muszą rozliczać się z NFZ według tzw. jednorodnych grup pacjentów (JGP). To oznacza tworzenie grup chorych, których koszty leczenia i zastosowane metody terapii są zbliżone. Kryteriami przydziału do danej grupy są m.in. wiek czy te same choroby.

Przez pierwsze dwa miesiące testowania JGP, tylko 24 szpitale z 51 w województwie zdecydowały się rozliczać z Funduszem po nowemu. Wśród nich był "Biziel". - Gdyby pieniądze za grupowanie chorych były płacone w euro, to moglibyśmy mówić o zysku, ale w obecnej sytuacji źle to widzę - stwierdza Andrzej Motuk, dyrektor lecznicy. - System jest nieczytelny, źle dopracowany, brakuje w nim wielu procedur i nie wiadomo, jak takie przypadki rozliczać.

Mało jest także pieniędzy. A to zła wiadomość dla pacjentów, bo zapowiada się, że np. kolejki na operacje będą rosły. Dlaczego? Bo zabiegi chirurgiczne są lepiej wycenione niż w poprzednich rozliczeniach, ale pieniędzy nie przybyło. - Jeśli pracujemy za wyższą stawkę, lecz pula finansowa nie rośnie, to możemy przyjąć mniej osób - mówi dyrektor "Biziela". - Na chirurgii ogólnej u prof. Arkadiusza Jawienia, na pełnych obrotach można pracować dwa tygodnie w miesiącu, potem lekarze powinni pójść na urlop, bo w ciągu 14 dni wyrobili zaplanowane na cały miesiąc operacje.

Zdaniem dyrektora Motuka JGP nie oddaje faktycznych kosztów leczenia. Przykład: do lecznicy trafił pacjent z ropniem. Podczas hospitalizacji wdało się zakażenie - galopująca sepsa.

- Jego leczenie kosztowało tyle co niezły samochód. Niestety pacjent zmarł. NFZ zapłacił za opiekę nad nim 1600 zł, jak za ropień bez powikłań - mówi Motuk. - Podobne przykłady można mnożyć. Za dwie pierwsze doby pacjenta na intensywnej terapii w ogóle nie dostajemy pieniędzy. Podobno koszty są wliczone w zabiegi chirurgiczne. Jakoś tego nie odczuwamy w budżecie, tymczasem leczenie na tym oddziale jest bardzo drogie. Kolejny przykład: za pacjenta z udarem mózgu, ale bez afazji [uszkodzenie mózgu - przyp. aut.] dostajemy sto razy mniej pieniędzy, niż za tego z afazją.

Tymczasem NFZ uważa, że lecznice w regionie są dobrze przygotowane do rozliczeń według JGP i na pewno ich budżety nie ucierpią na wprowadzeniu systemu, jeśli tylko nauczą się odpowiednio grupować pacjentów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH