Daniel Kuropaś, WK/Rynek Zdrowia | 12-06-2019 05:55

Fundusz dzieli się wiedzą: łatwiejszy dostęp dla biznesu, ale nie dla lekarzy i pacjentów

Narodowy Fundusz Zdrowia udostępnia coraz więcej danych o świadczeniach do bezpłatnego wykorzystania przez biznes i obywateli. Zdaniem ekspertów kierunek zmian jest prawidłowy, ale ostatnie zmiany techniczne wręcz ograniczyły, a nie rozszerzyły dostęp do danych NFZ.

Fot. archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

W lutym br. otwarto już dostęp do Informatora NFZ o Terminach Leczenia, który obejmuje informacje o świadczeniach opieki zdrowotnej dla których świadczeniodawcy prowadzą listy oczekujących.

Z kolei w połowie maja resort cyfryzacji poinformował, że przez API otwarto bazę Statystyki NFZ - Świadczenia. Interfejs API (Application Programming Interface) stanowi wejście do programu komputerowego i pozwala na komunikowanie się pomiędzy programami komputerowymi. API udostępnia dane statystyczne dotyczące świadczeń opieki zdrowotnej: statystyk Jednorodnych Grup Pacjentów, świadczeń odrębnych, świadczeń do sumowania, świadczeń radioterapii, świadczeń wysokospecjalistycznych.

Tak pozyskane dane publiczne mają w zamierzeniu służyć jako materiał surowy dla rozwoju nowych produktów i usług, np. aplikacji służącym biznesowi, pacjentom, analitykom rynku zdrowia, badaczom.

Z zebranych danych skorzystają szpitale?
- Należy zaznaczyć, że te dane są od dawna publicznie dostępne. Miały natomiast klauzulę zakazującą komercyjnego wykorzystania, stąd ich wartość dla firm nam podobnych była znikoma - podkreśla Sebastian Błaźniak, prokurent Nexus Polska. - Zastanawiamy się nad wykorzystaniem tych danych w systemach business intelligence, jako punkt odniesienia (benchmarking), aby pokazywać podmiotom leczniczym, jaka jest ich średnia statystyczna w określonych obszarach.

Specjalista zaznacza, że szpitale na pewno mają swego rodzaju dyskomfort polegający na tym, że już blisko 20 lat wprowadzają niezliczone ilości danych do systemów informatycznych, ale głównym beneficjentem tego procesu jest NFZ.

- Pierwszy raz pojawia się taka sytuacja, że być może da się to zorganizować trochę inaczej, tak aby również szpitale coś z tego miały. Wstępna analiza wykazuje, że na bazie tych danych da się wytworzyć informacje, które w gremiach zarządczych mogą być przydatne. Przykładem może być analiza wykonania JGP pod kątem liczby hospitalizacji, czy porównanie mediany długości pobytu przy danym JGP, pozwalające na ocenę jakości leczenia - wskazuje.

- Jednym zdaniem, oceniamy otwarcie dostępu do danych jako krok w dobrym kierunku - komentuje Sebastian Błaźniak.

Dane zarządcze i jakościowe
Piotr Soszyński, dyrektor ds. systemów medycznych w Medicover Polska, również uważa za dobrą inicjatywę fakt, że duże publiczne bazy danych będą mogły być wykorzystane analitycznie nie tylko przez samego płatnika.

- W Polsce generalnie cierpimy na brak dobrych danych statystycznych, najlepiej się chyba prezentują rejestry kardiologiczne. Natomiast ogólnie rzecz biorąc udostępnienie danych NFZ na pewno pomoże w planowaniu usług komercyjnych - np. gdzie w Polsce powinienem zaplanować sobie nową przychodnię czy nową usługę specjalistyczną w Polsce, bo widać, że tam Fundusz ma kłopoty z realizacją tych świadczeń - ocenia Soszyński.

Czy skorzystają z tego także pacjenci? Zdaniem dyrektora z Medicover Polska, z udostępnionych obecnie danych jeszcze raczej nie. To bardziej dane zarządcze, więc pacjentowi niewiele dadzą.

- Natomiast dane, które NFZ planuje udostępnić w dalszej kolejności to już są dane bardziej jakościowe, czyli rehospitalizacje, powikłania, zakażenia szpitalne. Wtedy świadomy pacjent będzie oczywiście szukał miejsc, gdzie świadczenia są realizowane bezpieczniej - wskazuje.

Oczywiście z jakimś wsparciem informatycznym, bo pacjenci, przeciętni obywatele będą mieli trudności z samodzielnym analizowaniem tego typu danych.

- Dlatego dobrze, że NFZ udostępnia wreszcie swoje dane. Widzę obecnie większą otwartość i transparentność, co jest właściwym kierunkiem. To jest jednak pierwszy krok i oczekujemy dalszych danych. Drugim krokiem będzie to, co NFZ już zapowiada, czyli dostępność danych dotyczących jakości leczenia, co przyda się też korzystającym ze świadczeń - podsumowuje Piotr Soszynski.

Przeciętny człowiek odcięty od danych
Zupełnie inaczej ocenia ostatnie udostępnienie danych o świadczeniach NFZ Marek Wesołowski, prezes firmy SGA, od lat zajmującej się analizą efektywności szpitali i monitorującej prawie czwartą część hospitalizacji w Polsce.

- Nie ma żadnego otwarcia, te dane były dostępne już uprzednio, tyle że w postaci zestawień tabelarycznych, później w excelu, które można było sobie sczytać. Także teraz tylko zmieniono sposób dostępu, natomiast nie zwiększono ani trochę wartości merytorycznej - podkreśla.

Wyjaśnia, że gdy NFZ wcześniej publikował statystyki JGP, było to zrozumiałe i dostępne dla szeregowego lekarza. Teraz jest dostęp tylko przez interfejs API, czyli zrobiono coś, co jest łatwiejsze dla programów komputerowych. Problem w tym, że wymaga to dużej wiedzy informatycznej, gdyż trzeba napisać program, aby otrzymany ciąg znaków był zrozumiały.

- Natomiast równolegle kompletnie zamknięto dostęp dla przeciętnego człowieka, który nie jest programistą. Czyli jeśli 100 proc. lekarzy miało dostęp, tak teraz nie ma dostępu. Jeżeli są lekarzami, a nie są programistami, właśnie stracili dostęp - dobitnie podkreśla prezes SGA.

Nowe narzędzie, ale stare dane
Jak jednak zaznacza prezes Wesołowski, jeżeli jakaś firma jest zainteresowana rozliczeniami czy liczbą wykonań i potrzebuje narzędzia, żeby non stop żonglować tymi danymi, to API pozwala na szybsze działanie.

- Teoretycznie można sobie wyobrazić firmę produkującą zwykłe obecnie systemy szpitalne, czyli takie, gdzie lekarz może w nich przyjąć pacjenta do placówki, wydać zlecenia, wpisać diagnozy, procedury itd. Mając wejście API można szybko sczytać dane z NFZ i wiedzieć, że w tej sytuacji rozlicza się np. 120 tys. przypadków w Polsce, pacjent średnio leży tyle czasu, a prawdopodobieństwo zgonów wynosi tyle itd. - wylicza Marek Wesołowski.

Jak widać, jest to rozwiązanie wyłącznie dla biznesu, gdyż trzeba mieć rasowego programistę, żeby to wszystko wykorzystać. Kolejna wada tego rozwiązania to fakt, że te dane bardzo mało dynamicznie się zmieniają.

- Myślałem, że jak już mamy bazę danych oraz API i nie trzeba robić specjalnych zestawień tabelarycznych, tylko po prostu otrzymujemy je z bazy, to będziemy mieli świeże dane. Nic bardziej mylnego. Najnowsze dane dotyczące rozliczeń są z 2017 roku - wskazuje prezes SGA.

Co wynika z analizy?
W pewnym sensie jednak już obecnie dostępne informacje statystyczne są też częściowo danymi dot. jakości leczenia. Jeśli wiadomo np. że w przypadku JGP „Duże zabiegi na rdzeniu kręgowym i w rdzeniu kręgowym” mediana długości hospitalizacji w woj. opolskim wynosi 3 dni, a w podkarpackim 11 dni (za 2017 r.), to coś nam to mówi o sposobie leczenia.

- Pytałem w obu województwach, skąd taka długość hospitalizacji, w obu odpowiadali mi tak samo: według mojej najlepszej wiedzy lekarskiej tyle powinna wynosić - opisuje Marek Wesołowski.

Jeśli z kolei śmiertelność w przypadku JGP „Kompleksowe zabiegi wewnątrzczaszkowe” (guzy i tętniaki mózgu) wynosiła w 2017 r. w woj. opolskim 0,75 proc., a w świętokrzyskim - 12,61 proc., to również mamy bardzo interesującą informację, wartą przeanalizowania. Szczególnie w korelacji z danymi dot. finansowania.

- Możemy sprawdzić, jaka była średnia wartość hospitalizacji w każdym województwie. Więc NFZ płacił mniej więcej tyle samo, nawet czasami więcej tam, gdzie była większa śmiertelność - wskazuje Marek Wesołowski.

Oczywiście, jak dodaje prezes SGA, nie znaczy to, że w województwach z wielokrotnie wyższą procentowo liczbą zgonów nie potrafią leczyć. Może to być - przynajmniej częściowo - związane z tym, że w tamtejszych ośrodkach decydowali się jeszcze na leczenie pacjentów, gdy w innych województwach już z niego rezygnowano.

NFZ już analizuje i weryfikuje
NFZ oczywiście zapewnia, że potężne zasoby danych, których jest depozytariuszem, stanowią ogromny potencjał, m.in. pozwalający płatnikowi kupować więcej świadczeń w ramach tego samego budżetu.

Adam Niedzielski, zastępca prezesa ds. operacyjnych NFZ, informował podczas XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC, Katowice, 13-15 maja 2019 r.), że obecnie baza danych NFZ dotycząca świadczeń zdrowotnych liczy ok. 4,5 miliarda rekordów.

Jak podkreślał, Fundusz już dzisiaj dokładnie analizuje te dane m.in sprawdzając, czy publiczne pieniądze są wydawane zgodnie z obowiązującymi regulacjami. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że środki te są marnowane, czyli wykorzystywane w sposób nieefektywny.

- Zrobiliśmy niedawno kwerendę realizacji świadczeń w zestawieniu z bazą PESEL. Okazało się na przykład, że niektóre recepty były wystawiane przez... nieżyjących lekarzy, a część recept wystawiono na nieżyjących pacjentów. Dzięki odpowiedniej analizie zbieranych informacji, taką weryfikację możemy przeprowadzić naprawdę szybko i sprawnie - zapewniał.

Zastrzegał jednak, że celem tego rodzaju analiz nie jest wyłącznie wyszukiwanie nieprawidłowości i „łapanie za rękę”. Podkreślał, że jest to narzędzie, która ma ogromny potencjał m.in. w zakresie diagnostyki i profilaktyki wielu chorób: - Dzięki zapisanym historiom choroby będziemy mogli łatwiej i precyzyjniej definiować ścieżki pacjenta w systemie - zaznaczył.