Jedyna w regionie klinika ostrych zatruć pracuje na pół gwizdka. Pielęgniarki narzekają, że zdziesiątkowały je problemy z kręgosłupami i depresja. Ale nim poszły na zwolnienie, zażądały podwyżek

Do Kliniki Toksykologii w Instytucie Medycyny Pracy trafiają z całego województwa ciężko zatruci ludzie: po alkoholu, grzybach czy chemikaliach. Lekarze mogą odtruwać po 20 pacjentów naraz - tyle mają miejsc w oddziale. Ale od kilku dni większość łóżek w klinice jest pusta.

Fachowcy od zatruć mogą zająć się najwyżej kilkoma pacjentami, bo brakuje rąk do pracy przy chorych. W ciągu ubiegłego tygodnia zachorowało 19 pielęgniarek z oddziału. Zaczęło się od trzech, potem dołączały kolejne. Aż w pracy zostało dziewięć.
 Dzień przed wybuchem epidemii pielęgniarki negocjowały z dyrekcją o podwyżkach. Nie dostały ich.

- Instytutu na razie na to nie stać. Do rozmów możemy wrócić, jeśli NFZ da więcej pieniędzy - mówi dr hab. Cezary Pałczyński, dyrektor ds. medycznych IMP w Łodzi.

Dyrektor podejrzewa, że choroba pielęgniarek to nie jest zbieg okoliczności. Łączy zwolnienia chorobowe z roszczeniami finansowymi sióstr.

- To nie przypadek - mówi dr Pałczyński. - Raczej sprawa dla prokuratora. Bo jeśli pielęgniarki umówiły się, że załatwią sobie zwolnienia i nie przyjdą do pracy, po to by postawić nas pod ścianą, to coś tu nie gra.

Dyrektor sugeruje, że kobiety na zwolnieniach mogły narazić na szwank pacjentów. - Powinny pamiętać, że jesteśmy jedynym oddziałem w regionie i nie możemy działać bez personelu - podkreśla dyrektor.

Pielęgniarki przekonują, że nie kręcą z L4.

- Jesteśmy schorowane i przepracowane - mówi Renata Rubaszewska, przewodnicząca Związku Pielęgniarek i Położnych w IMP. - Mam 49 lat, jestem cała opuchnięta i wysiadł mi kręgosłup. Koleżanki mogą być w depresji. Pracujemy w trudnych warunkach, wysiada nam już odporność psychiczna. I jeszcze te pensje...

Według dyrekcji IMP pielęgniarka zarabia 2.200 zł brutto. Z nadgodzinami nawet 3.600 zł.

Rubaszewska: - Rozmowy o podwyżkach prowadzimy z dyrekcją już od ośmiu lat. Bez rezultatów. Mam 29 lat stażu i zasługuję na więcej. Chcemy w końcu zadbać o siebie.

Pozostałe związki zawodowe nie były poinformowane o inicjatywie pielęgniarek. - Nie zostaliśmy zaproszeni do negocjacji płacowych, a na ogół robimy to razem - mówi Alicja Bartkiewicz, wiceprzewodnicząca związku "Solidarności". Czy jest to strajk? Nie wiem.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH