Ekspert: przepis, który miał zapewnić kadrową przejrzystość, jest dziś szkodliwy Wojciech Włodarski; FOT. PTWP

Temperatura kryzysu kadrowego na rynku zdrowia osiągnęła już stan podgorączkowy. Trwają poszukiwania stabilnych rozwiązań systemowych - mających, niestety, cechę zdarzeń przyszłych i niepewnych - oraz doraźnych, które powinny przynieść ulgę "tu i teraz". Obie strategie są właściwe - zaznacza Wojciech Włodarski*, ekspert ochrony zdrowia.

Zakładam też, że każdy głos w dyskusji ma wartość. Jednym z dominujących kierunków trwającego dyskursu jest lepsze, bardziej racjonalne wykorzystanie obecnych zasobów kadrowych (podział na tzw. dyżury ostre i tępe, możliwość łączenia dyżurów na kilku oddziałach i zapewne inne jeszcze rozwiązania).

Pozornie brzmi niewinnie
W tym świetle moją wątpliwość budzi sens dalszego istnienia art. 132 ust. 3 ustawy o świadczeniach: „Nie można zawrzeć umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z lekarzem, pielęgniarką, położną, inną osobą wykonującą zawód medyczny lub psychologiem, jeżeli udzielają oni świadczeń opieki zdrowotnej u świadczeniodawcy, który zawarł umowę o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z Funduszem”.

Na pozór przepis ten brzmi „niewinnie”, bowiem przy pierwszym czytaniu sugeruje, że odnosi się wyłącznie do fazy podpisania umowy z NFZ. Niestety, tak nie jest. Stanowi on istotną barierę w wykorzystaniu sporego rezerwuaru kadrowego. Po roku 1999 powstała całkiem liczna grupa lekarzy i pielęgniarek, która zawarła umowy z płatnikiem publicznym i weszła na rynek lecznictwa otwartego. Z własnego doświadczenia wiem, że jest ona chętna do współpracy ze szpitalami.

Obecna wykładnia cytowanego przepisu penalizuje i bezwzględnie zakazuje podejmowania w każdym czasie jakiejkolwiek współpracy (dyżury, krótkotrwałe zastępstwa, nawet konsultacje) przez podmioty lecznicze działające w ramach systemu NFZ z indywidualnymi praktykami posiadającymi umowy z płatnikiem publicznym.

Skala nadużyć jest marginalna
Założyć trzeba, że u podstaw każdego prawa leży racjonalność. Tak zapewne było także w przypadku omawianego przepisu. Według mojej wiedzy przesłanką jego wprowadzenia była chęć zapewnienia „sterylności” systemu i eliminacja ewentualnych zjawisk korupcyjnych.

Jeśli tak własne było, to przepis ten takiego ryzyka nie eliminuje - wystarczy zmiana formy prawnej z indywidualnej praktyki w jednoosobową spółkę kapitałową - a system i tak nie jest przejrzysty (można pracować w podmiocie mającym umowę z NFZ i prowadzić komercyjną działalność w prywatnym gabinecie). Ponadto oświadczenie ostatnich lat potwierdza, że skala nadużyć jest marginalna, co wynika ze skutecznej kontroli służb państwa oraz trzymania przez zarządy szpitali ręki na finansowym pulsie.

Dlatego, w mojej ocenie, omawiany przepis utracił uzasadnienie do dalszego trwania w obrocie prawnym, a biorąc pod uwagę obecny kryzys kadrowy w ochronie zdrowia - jest wręcz szkodliwy.

* Wojciech Włodarski był m.in. prezesem Szpitala Powiatowego w Słubicach. Kierował też samorządową spółką Zachodnie Centrum Medyczne, która prowadzi szpital w Krośnie Odrzańskim.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH