Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia | 10-07-2019 06:00

Eksperci: te zmiany kolejek do uzdrowisk nie skrócą, może być nawet gorzej...

19 lipca br. wchodzą w życie zmiany dotyczące zasad kierowania do sanatoriów. Eksperci niemal zgodnie oceniają, że zmiany są istotne, ale kolejek nie skrócą, bo problemem są niedostateczne środki finansowe przekazywane na lecznictwo uzdrowiskowe oraz brak weryfikacji wyników leczenia pacjentów sanatoryjnych.

Park w Polanicy Zdrój. Fot. Materiały prasowe Polska Grupa Uzdrowisk

Po pierwsze, nowelizacja rozporządzenia ministra zdrowia z 7 lipca 2011 roku ws. kierowania na leczenie uzdrowiskowe albo rehabilitację uzdrowiskową wprowadza zasadę, że dopiero po roku od zakończenia pobytu w sanatorium, będzie można złożyć skierowanie na ponowny wyjazd.

- Wprowadzenie takiego rozwiązania spowodowane jest rosnącą liczbą pacjentów, którzy często natychmiast po zakończeniu pobytu w uzdrowisku ponownie składają kolejne skierowania - informował wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski na posiedzeniu Komisji Polityki Senioralnej (2 lipca br.)

Z danych przedstawionych przez NFZ wynika, że co roku do oddziałów wojewódzkich Funduszu wpływa ok. 500 tys. skierowań, z czego ok. 1/3 stanowią skierowania, które wpłynęły w okresie krótszym niż 12 miesięcy od dnia ostatniego zakończonego leczenia.

To lekarz NFZ wybierze nam sanatorium
Kolejna zmiana dotyczy wyboru miejsca i rodzaju leczenia uzdrowiskowego albo rehabilitacji.

- Obecnie lekarz rodzinny, wypisując skierowanie, nie będzie już proponował w nim, do jakiego sanatorium ma pojechać pacjent. Zrobi to lekarz specjalista, zatrudniony w oddziale NFZ - wyjaśniał wiceminister Miłkowski.

Nowelizacja wprowadza także obowiązek przekazania skierowania do oddziału Funduszu w terminie 30 dni od jego wystawienia. Inaczej straci ono ważność. I ostatnia, ale nie najmniej istotna kwestia, to likwidacja obowiązku weryfikacji skierowań po upływie 18 miesięcy od dnia ich wystawienia. Resort uzasadnia to tym, że oczekiwanie na leczenie sanatoryjne przekracza w większości oddziałów NFZ 18 miesięcy, co siłą rzeczy powoduje konieczność ponownej wizyty u lekarza i dodatkowych badań.

- Myślę, że większość potencjalnych pacjentów przyjmie z zadowoleniem zniesienie obowiązku weryfikacji skierowań, bo to była uciążliwość, która wiązała się ze stratą czasu i kosztami - oceniła Elżbieta Ostrowska, prezes Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów.

Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że wprowadzenie tego całego pakietu zmian "będzie miało znaczący wpływ na skrócenie kolejki oczekujących”. Jak to wygląda obecnie i czy faktycznie się zmieni?

- Czas oczekiwania na rehabilitację stacjonarną tych pacjentów stabilnych wynosi w Polsce średnio trzy lata. Jeżeli chodzi o medycynę uzdrowiskową, to jest to do 18 do 24 miesięcy - wszystko zależy od danego oddziału - podawał dr Rafał Sapuła, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji i konsultant  wojewódzki w dziedzinie rehabilitacji medycznej.

Jak jednak zaznaczała na posiedzeniu komisji prezes Elżbieta Ostrowska, samo to, że po kolejne skierowanie do sanatorium będzie się można zgłaszać dopiero po roku od chwili zakończenia leczenia, może trochę zwiększyć rotację pacjentów, ale jednocześnie wydłużyć cały proces dostępności do leczenia.

- Stąd moje pytanie, czy są jakieś plany zwiększenia bazy uzdrowiskowej i rehabilitacyjnej? - dociekała.

Rezygnacje z kontraktów na rzecz usług pełnopłatnych
Odpowiadał jej m.in. dr Jacek Chojnowski, przewodniczący zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Balneologii i Medycyny Fizykalnej. Jego zdaniem, ta baza wcale nie jest aż tak mała i mamy raczej inny problem. Wielu właścicieli obiektów odchodzi od kontraktowania leczenia uzdrowiskowego pacjentów w ramach NFZ, dlatego że finansowanie jest po prostu za niskie, żeby opłacało się to ekonomicznie.

- Problemem nie jest więc tworzenie nowych łóżek w bazie lecznictwa uzdrowiskowego, a rzetelna wycena świadczeń uzdrowiskowych. Tylko wtedy istnieje duża szansa, że zwiększy się liczba miejsc zgłoszonych do NFZ i w rezultacie kontrakty oraz dostępność do leczenia uzdrowiskowego mogą stać się znacznie większe - oceniał Chojnowski.

Taka diagnozę sytuacji potwierdził Marcin Zajączkowski, prezes Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego Ciechocinek SA, który zaznaczył, że jeżeli obecna sytuacja będzie kontynuowana, tzn. nie będzie standardów wypracowanych przez ministerstwo, przy jednoczesnym niedoinwestowaniu branży uzdrowiskowej, to będzie się ona borykać z różnymi problemami.

- Trudno jest za stawkę 65 zł w programach lecznictwa uzdrowiskowego i 90 zł w ramach lecznictwa szpitalnego zadośćuczynić wszystkim oczekiwaniom instytucji kontrolującej i kuracjuszy. Jeżeli w systemie lecznictwa uzdrowiskowego mamy 44 tys. łóżek, 250 podmiotów i tylko 650 mln do wykorzystania, to skracanie kolejki poprzez zakaz wystawiania skierowania w ciągu roku od zakończenia kuracji uzdrowiskowej nic nie zmieni - dobitnie podkreślił Marcin Zajączkowski.

- W rezultacie obecnie mamy sytuację, w której większość znanych mi podmiotów uzdrowiskowych sukcesywnie rezygnuje z kontraktów NFZ na korzyść lecznictwa pełnopłatnego. Po prostu - dodał prezes uzdrowiska.

Wiceminister Miłkowski przyznał, że jest problem z finansami, ale trzeba pamiętać, że w zatwierdzanym obecnie planie finansowym NFZ na rok 2020, mamy w tym zakresie znacznie większy wzrost (11 proc.) niż w przypadku innych świadczeń.

Z usług skorzysta więcej pacjentów
Czy zatem wprowadzony obecnie pakiet zmian to rzeczywiście dobre rozwiązanie, które faktycznie zmniejszy czas oczekiwania?  

Tomasz Niewiadomski, wiceprezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów ds. świadczeń gwarantowanych, uważa za dobry ruch to, że dopiero po roku czasu pacjent będzie mógł złożyć kolejne skierowanie. Poza tym każde skierowanie będzie w tej chwili ważne tylko przez miesiąc, co też jest istotne. Ale…

- Wydaje mi się, że nie zmniejszy to kolejek do rehabilitacji uzdrowiskowej, natomiast pozwoli większej liczbie potrzebujących na wejście do systemu - powiedział Rynkowi Zdrowia.

Jego zdaniem ograniczy to możliwość korzystania z uzdrowisk na zasadzie wczasów oraz nieznacznie wpłynie na efektywność i dostępność dla pacjenta. Musimy pamiętać o skierowaniach już oczekujących w kolejkach, które zostały włączone do systemu na „starych” zasadach. Ich rozładowanie trochę potrwa.

- Więcej osób być może skorzysta z opieki zdrowotnej w tym zakresie i mam nadzieję, że będą to ci, którzy tego naprawdę potrzebują. Obecnie spora grupa uczestników kończących turnus w uzdrowisku od razu składała kolejne skierowanie. System do tej pory na to pozwalał i trudno mieć do nich o to pretensje - zaznaczył Tomasz Niewiadomski.

 

Jednakże o prawdziwym uszczelnieniu systemu będzie można tak naprawdę mówić dopiero, gdy wprowadzi się jasno określone kryteria „włączenia i wyłączania” pacjenta do leczenia uzdrowiskowego. Co więcej, jeżeli chodzi o wypisanie skierowania - może to być trudniejszy i dłuższy proces.

- Generalnie kierowanie pacjenta do „uzdrowiska” przez lekarza specjalistę to dobre rozwiązanie. Jednak bezwzględnie powinno być uzupełnione o określone kryteria - wskazał wiceprezes KRF.

Kolejkom sprzyja brak weryfikacji leczenia
Jednak to nie kwestia kolejek wydaje się w tym wszystkim najważniejsza. Tomasz Niewiadomski zwrócił uwagę na kwestię jakości świadczeń i weryfikacji wyników leczenia.

- W koszyku świadczeń gwarantowanych dotyczącym leczenia uzdrowiskowego nie ma zasad, według których powinna nastąpić realizacja świadczenia fizjoterapeutycznego: nie ma określonego czasu pracy fizjoterapeutów, liczby etatów na liczbę pacjentów, nie ma też mierników skuteczności. Efekt jest taki, że w niektórych miejscach fizjoterapeuci są zmuszani do wykonywania od 140 do 170 zabiegów dziennie, czyli mniej więcej dwóch zabiegów na minutę. Pytamy się, jaka jest jakość udzielania tych świadczeń? Kto bada stan zdrowia takiego pacjenta i weryfikuje efekty leczenia?

Odpowiedź jest prosta: nie ma weryfikacji wyników leczenia, nie ma informacji, czy pacjent wymaga dalej leczenia uzdrowiskowego czy nie, jakość usług jest bardzo mizerna, dlatego też pacjenci składają kolejne skierowania, traktując pobyt jako wczasy współfinansowane przez NFZ.

- Jeżeli powstałyby takie kryteria, to możliwe, że ograniczyłyby kolejkę. Wtedy lekarz czy fizjoterapeuta weryfikujący w uzdrowisku miałby uprawnienia do przekazywania lekarzowi kierującemu informacji, że dany pacjent nie wymaga przez dłuższy czas leczenia uzdrowiskowego - wyjaśniał Tomasz Niewiadomski.

Jakość musi kosztować
Wracając do zasadniczego pytania: czy rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia skrócą kolejkę do uzdrowisk?

- Nie sądzę. Problemem są przekazywane na lecznictwo uzdrowiskowe środki finansowe, tj. nawet niecały 1 proc. całości, więc to są bardzo małe kwoty. Nie mówiąc już o tym, że stawki za osobodzień, w ramach których podmioty uzdrowiskowe mają świadczyć usługi lecznicze (usługę noclegową, żywieniową, zabiegi), nie były zmieniane z małymi wyjątkami od prawie 10 lat - powiedział Rynkowi Zdrowia Jerzy Szymańczyk, prezes zarządu Unii Uzdrowisk Polskich.

- Te stawki w porównaniu z innymi krajami UE, nawet naszymi sąsiadami (Słowacją, Czechami) są niższe o 30-40 proc. A wiemy przy tym, że koszty energii, podatków rosną, nie mówiąc już o presji płacowej białego personelu - dodał.

Jego zdaniem wdrażane przez resort zmiany są w pewnym sensie oczekiwane, ale nie do końca rozwiążą problem skrócenia kolejki czy podniesienia jakości świadczonych usług, bo jakość musi kosztować.

Co więcej, np. zdaniem prezesa Marcina Zajączkowskiego z uzdrowiska w Ciechocinku, brak standaryzacji usług oraz obecny poziom finansowania doprowadzi za jakiś czas do tego, że kolejka paradoksalnie się zwiększy, bo obiekty i podmioty sanatoryjne i szpitalne będą się specjalizowały w pobytach pełnopłatnych.