JJ/Rynek Zdrowia | 03-06-2019 05:55

Dyrektorzy szpitali: gra rynkowa o pozyskanie lekarzy jest coraz ostrzejsza

Szpitale powiatowe mają gigantyczne kłopoty z pozyskaniem koniecznej kadry lekarskiej. Trwa rynkowa walka o specjalistów, których liczba będzie w nadchodzących latach maleć, bo jedna trzecia z pracujących dzisiaj lekarzy to już seniorzy w wieku emerytalnym. Tej sytuacji nie zmieni nawet radykalne dołożenie pieniędzy do systemu.

Fot. PTWP

Jak podkreśla prof. dr hab. med. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, jesteśmy na szarym końcu Europy w liczbie lekarzy na tysiąc mieszkańców, a w całym kraju brakuje ich co najmniej 20 tysięcy. Z brakami kadr wiąże się nadmierne obciążenie pracą tych, którzy swój teoretycznie czas wolny poza etatem poświęcają na dodatkowe dyżury czy podejmowanie obowiązków w innych miejscach pracy.

POZ konkurencją dla szpitali powiatowych
Jak mówi dr Józef Kurek, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie, szpitale powiatowe mają coraz większe kłopoty kadrowe już nie tylko z powodu odchodzenia lekarzy do większych ośrodków czy szpitali klinicznych, ale przede wszystkim dlatego, że "podkradają" je placówki podstawowej opieki zdrowotnej.

- POZ jest zdecydowanie lepiej dofinansowany od szpitali i w związku z tym stał się atrakcyjnym miejscem pracy dla wielu lekarzy. Istotne są też warunki zatrudnienia - w POZ pracuje się 5 dni w tygodniu za niekiedy dwu-, a nawet trzykrotnie większe pieniądze niż te proponowane lekarzom w szpitalach - wyjaśnia.

Dodaje: - W POZ nie ma przede wszystkim pracy w godzinach nocnych, w soboty i święta, obciążenia dyżurami. A jeśli lekarz chce sobie "dorobić" to bierze dyżury w szpitalu wtedy, gdy mu to pasuje - mówi dyrektor jaworznickiego szpitala.

- W podstawowej opiece zaopatruje się pojedynczego pacjenta a nie kilkunastu naraz, jak ma to miejsce często na oddziale. W POZ pacjent po pacjencie wchodzi do lekarskiego gabinetu, co daje lekarzowi nieporównywalny komfort pracy w porównaniu z rzeczywistością szpitalną. Inne też jest bezpieczeństwo pracy. Jeżeli lekarz napotyka jakiś problem w leczeniu pacjenta, to po prostu wypisuje mu skierowanie do szpitala - dyrektor Kurek wylicza kolejne plusy pracy w POZ, decydujące o wyborze tego miejsca zatrudnienia.

Konkurencją dla małych placówek powiatowych w zabieganiu o kadry są też, jak zawsze, duże szpitale. Często tam oferowane są lekarzom lepsze pieniądze, ale przede wszystkim magnesem jest wartość dodana, jaką daje prestiż pracy w dużym ośrodku. Lekarze mogą tam realizować swoje ambicje naukowe, w przyszłości przynoszące im też profity w prywatnym gabinecie.

Wykształcić specjalistę i go stracić
- Często obserwujemy, że gdy wysyłamy lekarzy do realizowania wąskich specjalizacji w dużych placówkach, to już do nas nie wracają. Pod koniec specjalizacji są podkupywani. Tracimy na tym podwójnie. Po pierwsze tracimy lekarza, a po drugie - płacimy mu przez dwa lata pensje, a później on zatrudnia się tam, gdzie go wysłaliśmy, aby się uczył - mówi dr Kurek, podkreślając, że ten problem dotyczy praktycznie wszystkich szpitali powiatowych.

Przyznaje, że w ostatnich latach z powodu podkupienia przez większe szpitale odeszło kilkunastu lekarzy z kierowanej przez niego placówki. Uważa, że na takie ruchy kadr nie ma żadnej recepty. O tym decyduje rynek, a na nim generalnie brakuje lekarzy.

 Praktycznie nie ma w kraju szpitala powiatowego, który nie poszukiwałby lekarzy.

Od miesięcy z kłopotami kadrowymi boryka się Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej im. dr Kazimierza Hołogi w Nowym Tomyślu. - Od stycznia mamy dramatyczną sytuację na internie. Cały czas walczę o utrzymanie tego oddziału. Funkcjonowanie trzech innych - SOR-u, "wieczorynki" oraz pediatrii - spięte jest na przysłowiowym "wdechu". Jeśli któryś z lekarzy zachoruje albo z innego powodu wypadnie z grafiku, będzie dramat - mówi Tomasz Przybylski, dyrektor Szpitala Powiatowego im. dr Kazimierza Hołogi w Nowym Tomyślu.

Przede wszystkim przemęczenie
Jak tłumaczy, na kłopoty kadrowe placówki składa się kilka powodów. Pierwszy, to jak mówi - "przemęczenie materiału": - Lekarze są po prostu przepracowani. Obciążenie pracą w oddziale szpitala powiatowego, przy próbie zbilansowania finansów, kończy się tym, że ilość lekarzy w stosunku do ilości obłożenia jest niewystarczająca.

- Inny powód braków kadrowych to podkupowanie lekarzy przez podstawową opiekę zdrowotną - mówi dyrektor Przybylski, powtarzając opinię dyrektora Kurka z bardzo odległego Jaworzna. Stwierdza: - Przepracowani i przemęczeni lekarze, kiedy widzą możliwość lepszych warunków pracy, rezygnują. Chcą mieć lżej. Przede wszystkim mniej dyżurować.

Jego zdaniem zobligowanie szpitali sieciowych do wejścia w kontrakty na nocną i świąteczną opiekę medyczną spowodowało, że duże aglomeracje przejęły tych lekarzy, którzy jeszcze niedawno dojeżdżali do powiatowych placówek z większych miast. Konstatuje: - Trudno się dziwić, że do nas z Poznania nikt już nie chce przyjechać, bo tą samą pracę ma u siebie na miejscu.

- Braki na SOR to powszechny problem, brakuje lekarzy z tą specjalizacją, podobnie jak braki pediatrów, których przede wszystkim podbierają nam POZ-ety. Niestety lekarzy nie będzie więcej, a ministerstwo co rusz zaskakuje nowymi wymogami, które na pewno nam nie pomagają. Lekarze przede wszystkim narzekają na pracę papierkową, bo mają przed sobą coraz więcej biurokracji i coraz mniej czasu dla pacjenta - podkreśla dyrektor Przybylski.

I tam znowu "winien" POZ?
Kolejnym, przykładowo wybranym szpitalem powiatowym, który od dawna boryka się z problemami kadrowymi jest Powiatowy Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim. Tam nie ma miesiąca, aby lekarze nie składali wypowiedzeń.

Kiedy kilku lekarzy zrezygnowało z zaplanowanych dyżurów spowodowało to problemy z organizacją obsady na oddziałach. Z powodu pobytu na zwolnieniu lekarskim dwóch internistów trzeba było przeorganizować pracę izby przyjęć. Gdy ktoś wypada z grafiku dyżurów, inni muszą wziąć jego obowiązki na swoje barki. Zdarzają się sytuacje, że niektórzy lekarze dyżurują nawet 8 razy w miesiącu, oczywiście poza swoimi, wcześniej ustalonymi godzinami pracy.

W opinii Wojciecha Olszówki, z-ca dyrektora ds. restrukturyzacji i rozwoju szpitala PPZOZ Rydułtowy - Wodzisław Śląski, nie jest jednak zasadniczym problemem odchodzenie lekarzy do większych ośrodków i szpitali klinicznych, bo te mają swoich w wystarczającej ilości.

- Najczęściej lekarze odchodzą do POZ. Na przestrzeni ostatnich dwóch było to sześć osób. To pokaźna liczba, biorąc pod uwagę wielkość naszego szpitala - mówi dyrektor Olszówka.

Co symptomatyczne, w jego ocenie to nie warunki finansowe powodują odejścia do podstawowej opieki, bo te są porównywalne. W POZ lekarze mają święty spokój, nie muszą pełnić dyżurów. Jeżeli pojawia się problem, wypisują skierowanie do szpitala, kierują pacjentów na izbę przyjęć.

- Jeżeli mają ochotę, żeby dorobić, pełnią kilka dyżurów w szpitalu i robią nam tym łaskę, za co jesteśmy bardzo wdzięczni - dodaje, powtarzając jak echo słowa dyrektora Kurka...

Jak przekonuje dyrektor Olszówka, nie ma specjalnych różnic płacowych w okolicznych szpitalach. W dużej mierze liczy się przy wyborze zatrudnienia miejsce zamieszkania, warunki pracy i to z kim się pracuje. W POZ-jest spokojniej, mniej stresująco.

Widziane z perspektywy POZ
Wszystko to inaczej wygląda z perspektywy POZ. Jak mówi dr Jacek Krajewski, prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, najwięcej świadczeń jest wykonywanych w podstawowej opiece zdrowotnej, w której działa ponad 6 tys. przychodni i około 10 tyś miejsc udzielania świadczeń.

- Zrozumiałym jest, że tam, gdzie udziela się najwięcej świadczeń, tam potrzeba najwięcej lekarzy. Nie demonizowałbym problemu "podkupywania" szpitalom lekarzy przez POZ. Takie sytuacje dzieją się bardzo rzadko - uważa dr Krajewski, podkreślając jednocześnie, że przyciągnąć lekarzy do POZ, gdzie też są bardzo potrzebni, może tylko wyższa płaca niż w szpitalu.

- Jednak opowieści o wielkich, niemal mitycznych środkach, które mamy do dyspozycji w POZ są nieprawdziwe. Żeby zapewnić świadczenia, uniknąć narzekań pacjentów na kolejki, odsyłania - musimy zapewnić odpowiednią kadrę. Na to mamy określoną pulę pieniędzy, którą dysponujemy. To, że dzisiaj może być ona nieco wyższa niż często może zaproponować dyrektor szpitala, to efekt konkurencji i konieczność realizowania wymagań jakie stawia przed nami płatnik i pacjent - ocenia sytuację prezes Krajewski.

Przyznaje natomiast, że POZ rzeczywiście konkuruje ze szpitalami o lekarzy. Jednak jak podkreśla, tylko o tych, którzy chcieliby opuścić szpital i nie widzą siebie w roli klinicystów i szpitalników. Przechodzą do POZ, gdzie najczęściej robią specjalizację i zastają tam na stałe. Wtedy zbierają swoich pacjentów jako listę aktywną. Jednak, aby tak się stało, muszą być lepiej gratyfikowani przez POZ niż przez szpital.

- Opieka otwarta jest tańsza dla państwa. Będzie skuteczna, gdy będziemy mieli więcej czasu dla pacjentów i więcej lekarzy. Dzisiaj ponad połowa pieniędzy planu finansowego NFZ trafia do szpitali, co jest ewenementem w skali europejskiej. Aby odwrócić ten trend płatnik decyduje się wzmacniać potencjał POZ i umożliwić lekarzom wybór - mówi dr Krajewski.

Jak przekonuje prezes Porozumienia Zielonogórskiego wzmocnienie opieki otwartej będzie możliwe jednak tylko wtedy, gdy będzie więcej lekarzy w opiece ambulatoryjnej. - Tylko wtedy będą mieli dla pacjenta więcej czasu i będą w stanie zapewnić im lepszej jakości świadczenia. Wtedy będzie też mniejsze ryzyko, że pacjent trafi do oddziału szpitalnego, co oznacza, że  leczenie szpitalne nie będzie pochłaniało tak dużej jak obecnie ilości środków NFZ - podsumowuje dyskusję.