Jarosław Kochaniak, wiceprezydent Warszawy, nie ukrywa, że łączenie miejskich placówek lecznictwa zamkniętego przyniosłoby znaczne oszczędności - około 31 mln zł rocznie. Jednocześnie lecznice prowadzone w formule NZOZ-ów i zarządzane przez spółki mogłyby sięgnąć po środki z rynku, obecnie dla nich niedostępne.
Na bazie dziesięciu miejskich szpitali miałyby powstać cztery wyposażone w majątek spółki ze 100 proc. udziałem miasta. W pierwszej znalazłyby się najlepsze lecznice, które zamiast długów generują przychody, tj. szpitale Wolski i Bielański. Druga spółka oznaczałaby połączenie znajdujących się w stosunkowo niezłej kondycji szpitali Grochowskiego i Czerniakowskiego, trzecia natomiast skonsolidowałaby najbradziej zadłużone szpitale, których zobowiązania reguluje obecnie miasto, tj. Praski i na Solcu. Do czwartej spółki trafiłby placówki jednoprofilowe: trzy szpitale ginekologiczno-połżnicze oraz Warszawski Szpital dla Dzieci.
Badania: recepta na młode serca