Jacek Janik/Rynek Zdrowia | 26-08-2014 06:20

Duży może więcej, czyli dlaczego warto grać do jednej bramki

O tym, że duży może więcej nie trzeba nikogo przekonywać. Dotyczy to także placówek ochrony zdrowia funkcjonujących w ramach jednego organu tworzącego, w przypadku których podejmowanie wspólnych przedsięwzięć może prowadzić do maksymalizacji korzyści. Tyle teoria. W praktyce bywa jednak różnie.

Przykładem skuteczności i efektywności wspólnego działania jest utworzona w 2009 r. przez samorząd województwa kujawsko-pomorskiego spółka celowa Kujawsko-Pomorskie Inwestycje Medyczne.

Jak wyjaśniał w ub.r. podczas Regionalnego Spotkania Menedżerów Ochrony Zdrowia w Bydgoszczy Piotr Kryn, dyrektor departamentu zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego, u podstaw jej powołania do życia leżał problem związany z obowiązkiem dostosowania szpitali do wymaganych standardów.

Spółka zarządza obecnie inwestycjami w siedmiu lecznicach wojewódzkich. Do końca 2013 r. podpisała 458 umów w ramach programu inwestycji dla szpitali marszałkowskich, zawierając łącznie kontrakty na kwotę ponad 385 mln zł.

- Wartość "Programu inwestycji rozwojowych i modernizacyjnych dla szpitali wojewódzkich na lata 2009-2016" wynosi ponad 900 mln zł - finansowanie pokrywa w połowie samorząd,  drugą połowę stanowią środki z kredytu Europejskiego Banku Inwestycyjnego, którego spłata rozłożona jest na kilkadziesiąt lat - informował w czasie wspomnianego spotkania Aleksander Szczęsny, prezes zarządu Kujawsko-Pomorskich Inwestycji Medycznych Sp. z o.o.

Pierwsze koty za płoty
Podobnym tropem poszedł samorząd województwa łódzkiego. W listopadzie 2013 r. tutejszy sejmik podjął uchwałę, w której wyraża zgodę na powołanie do życia spółki Inwestycje Medyczne Łódzkiego. Ma być ona realizatorem zadań własnych samorządu wojewódzkiego w zakresie promocji i ochrony zdrowia.

- Wobec dużych potrzeb inwestycyjnych placówek ochrony zdrowia podległych samorządowi oraz ograniczonych możliwości finansowych województwa, władze samorządowe podjęły decyzję o powołaniu spółki IMŁ, która zajmie się przede  wszystkim realizacją zadań inwestycyjnych. W naszej ocenie stanowi to szansę na zrealizowanie niezbędnych inwestycji - stwierdza Magdalena Mrozik, zastępca dyrektora departamentu polityki zdrowotnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego.

Na razie o korzyściach płynących powołania IMŁ trudno jeszcze mówić. 13 sierpnia spółka ogłosiła pierwsze postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego w trybie przetargu nieograniczonego na dostawę 2 tomografów komputerowych wraz z instalacją i ich uruchomieniem, dostawę aparatu USG oraz mebli medycznych. Termin składania ofert upłynie 22 września.

Podlaskie też chce spółki
W sierpniu pojawiła się informacja o pomyśle powołania do życia spółki realizującej wspólne działania podlaskich wojewódzkich placówek ochrony zdrowia. Z taką inicjatywą wystąpił Karol Pilecki, członek zarządu województwa podlaskiego, który nie ukrywa, że warto skorzystać z doświadczeń K-PIW. W założeniach spółka miałaby odpowiadać za wydatki i finanse szpitali, a obok realizacji inwestycji medycznych szpitali wojewódzkich konsolidować także m.in. ich księgowość, obsługę prawną czy dział zamówień publicznych.

- Nie chcielibyśmy jednak tworzyć nowego bytu, który generowałby kolejne koszty. Zamierzamy bazować na tym, co już istnieje. Pozostaniemy z obrębie tej samej szachownicy, ustawimy jednak inaczej pionki. Celem jest zwiększenie efektywności. Na razie trwa analiza ekonomiczna kosztów osobowych ponoszonych przez szpitale. Zastanawiamy się, gdzie można je skonsolidować i jakie to może przynieść korzyści - mówi Karol Pilecki.

- Kolejna sprawa to analiza rozwiązań prawnych. Oczywiste jest, że powstanie spółka prawa handlowego, której udziałowcem jest województwo podlaskie. Pozostaje jednak pytanie, czy udział samorządu województwa będzie wynosił 100 proc., czy też może udziały będą miały także placówki ochrony zdrowia. To wszystko wymaga decyzji, które chcielibyśmy podjąć do końca sierpnia - dodaje.

Jak wyjaśnia, przyczyną zainteresowania władz samorządowych powołaniem do życia wspomnianej spółki był nie tylko argument, że duże podmioty są bardziej konkurencyjne. Powodem są także problemy, jakie na przestrzeni lat systematycznie pojawiały się przy okazji realizacji inwestycji medycznych. Było ich wiele - dyrektorzy szpitali nie wydawali we właściwym czasie pieniędzy zagwarantowanych przez województwo, nie radzili sobie z pozyskiwaniem środków unijnych, pojawiała się także groźba konieczności zwrotu pieniędzy ze względu na źle przeprowadzone zamówienia publiczne.

Karol Pilecki wskazuje ponadto, że każda wojewódzka placówka ochrony zdrowia zatrudnia służby księgowe, prawnika, kadry, specjalistę od zamówień publicznych, inspektorów nadzoru budowlanego. Daje to w sumie wiele etatów.

- W sytuacji, kiedy szpitale wojewódzkie po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat nie przyniosły strat, a każdy z nich osiągnął zysk na swojej działalności operacyjnej, rozwiązanie organizacyjne prowadzące do ich konsolidacji może stanowić klucz do minimalizacji problemów w ochronie zdrowia - podsumowuje członek zarządu województwa podlaskiego.

Tragedia wspólnego pastwiska
Mimo korzyści, jakie może przynieść konsolidacja działań samorządowych placówek ochrony zdrowia, nie wszędzie udaje się ją przeprowadzić. K-PIM są na razie jedyną, w pełni działającą spółką tego typu w płaszczyźnie inwestycyjnej. Dlaczego? Jak przekonuje Andrzej Szastok, prezes Polskiego Towarzystwa Trenerów Biznesu, jedną z przyczyn jest brak chęci dzielenia się "władzą decyzyjną" przez menedżerów zarządzających placówkami ochrony zdrowia. Prezes Szastok wskazuje też na kwestię braku zaufania.

- Sięgając do teorii gier, która dobrze to obrazuje, mamy także kłopot z racjonalnością indywidualną w konfrontacji z racjonalnością zbiorową. Thomas Hardin stworzył model nazwany "tragedia wspólnego pastwiska", w którym zwycięża racjonalność indywidualna, którą można najkrócej opisać powiedzeniem "bliska koszula ciału, ale jeszcze bliższy jest mu podkoszulek" - mówi Andrzej Szastok.

- Okazuje się, że w pewnym momencie gry (tworzenie różnych przedsięwzięć biznesowych dla podmiotów medycznych jest swego rodzaju grą) bardzo mocno zostają zogniskowane kwestie związane z racjonalnością indywidualną. Wtedy zaczyna na tym cierpieć interes całej grupy i biznesu - dodaje.

Mimo, że warto spojrzeć na wiele spraw, zwłaszcza w ekonomii, nie tylko z perspektywy własnej, ale przede wszystkim z punktu widzenia interesu wspólnego, badania i obserwacje w tym zakresie nie są optymistyczne. Okazuje się, że menedżerowie często nie wybierają rozwiązań, które premiowałyby wszystkie strony najlepszym efektem. Najczęściej wybór podyktowany jest w kategorii wygranej i przegranej lub w rozwiązaniu w tzw. "równowadze Nasha", gdzie obie strony uzyskują wynik, który nie jest najbardziej satysfakcjonujący.

- Teoretycznie stworzenie wspólnej płaszczyzny biznesowej dla różnych podmiotów daje im szansę na oszczędności i podniesie efektywności. Kiedy jednak przychodzi do realizacji takich zamierzeń, powstają problemy - na przeszkodzie stają ambicje menedżerów, biorąca górę racjonalność indywidualna i kwestia zaufania - podsumowuje Szastok.

Takich przeszkód nie obawia się Karol Pilecki argumentując, że dyrektorzy szpitali z radością przyjęli informację o powstaniu spółki, która zdjęłaby z nich część obowiązków i odpowiedzialności, np. za inwestycje. Pilecki dodaje, że dyrektorom-lekarzom sprawia wiele problemów analizowanie różnych projektów budowlanych i podejmowanie decyzji technicznych dotyczących inwestycji.

Członek zarządu województwa podlaskiego jest przekonany, że stworzenie spółki pozwalającej na sprawniejsze zarządzanie inwestycjami i finansami szpitali samorządowych przyniesie duże korzyści. W grę wchodzą olbrzymie kwoty - z samego budżetu województwa zarząd wygospodarował na 2014 r. 60 mln zł na inwestycje w ochronie zdrowia. Równolegle prowadzone są inwestycje o wartości kilkudziesięciu milionów złotych z Regionalnego Programu Operacyjnego. Najważniejsze by "grać do jednej bramki", wznosząc się ponad indywidualne ambicje.