W ostatnim czasie opinię społeczną zbulwersowała wiadomość o wysokości zarobków znanych onkologów z Centrum Onkologii w Warszawie, którzy przeprowadzali szkolenia lekarzy rodzinnych. Podano, że dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, przez trzy lata zarobił 619 tys. zł za prowadzenie wykładów, a w sumie na opłacenie wykładowców wydano w tym okresie 2 mln zł.

Okazuje się jednak, że takie stawki za szkolenie co roku akceptowało Ministerstwo Zdrowia. Lekarze tłumaczą, że nie wzięli nawet złotówki więcej niż zaakceptował resort. Z ich wyliczeń wynika, że szkolenie jednego lekarza rodzinnego kosztowało ok. 320 zł.

Aby zrozumieć istotę sprawy, należy przyjrzeć się mechanizmowi finansowania poszczególnych modułów programu i mechanizmowi jego działania. Przypomnijmy, że określony on został ustawą.

– Ona stanowi, że powołuje się Radę ds. Zwalczania Chorób Nowotworowych przy ministrze zdrowia i w jej skład wchodzą: trzech przedstawicieli dyscyplin onkologicznych, dwóch przedstawicieli uczelni medycznych oraz przedstawiciel NFZ. Przewodniczącym Rady jak dotąd był wiceminister zdrowia – tłumaczy portalowi rynekzdrowia.pl dr Janusz Meder. – Rada, która zebrała się do tej pory 40 razy w ciągu trzech lat, etapowo omawiała każdy z modułów programu, na bieżąco zaś to, co się dzieje w każdym z tych modułów. Dodam, że Rada miała charakter doradczy, bo ostateczne decyzje należały do ministra zdrowia. Podejmował je na podstawie wniosków przewodniczącego Rady. To wszystko musiało być jeszcze zaakceptowane przez prezydium rządu i dopiero po akceptacji rządowej rozpisywano konkursy na poszczególne moduły z określeniem warunków konkursowych...

Konkursy na realizację zadań rozstrzygały komisje powoływane przy ministerstwie. Dr Meder zapewnia, że w skład komisji konkursowych nie wchodzili jednak ci, którzy przystępowali do konkursu.

– Każdy podmiot ochrony zdrowia, jaki istnieje w Polsce, mógł przystąpić do konkursu pod warunkiem, że spełniał kryteria konkursu i spełniał kryteria jakościowe. Na podstawie konkursów niezależne komisje konkursowe, w skład których nie wchodzili realizatorzy poszczególnych programów, rozstrzygały konkurs. Teraz próbuje się mówić, że ktoś sobie sam coś załatwił. Ci, którzy realizowali program nigdy nie zasiadali w komisjach konkursowych. Mało tego, nawet jeżeli konkurs był wygrany na realizację zadania w ciągu dwóch czy trzech lat, każdego roku przeprowadzano reklasyfikacje, reewaluacje... Na każdy rok podpisywano nową umowę przyjmując raporty z poprzedniego roku. Nie było tak, że ktoś robił coś przez trzy lata i nie było wiadomo, co się dzieje. Każda decyzja dotycząca realizacji danego modułu musiała być podpisana przez ministra zdrowia i przewodniczącego Rady, czyli wiceministra zdrowia – zapewnia nasz rozmówca.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH