
Na Podbeskidziu, w pięciu szpitalach trwa strajk pielęgniarek. Dorota Gardias twierdzi, że chodzi o przestrzeganie prawa.
W czterech placówkach dyrektorzy nie prowadzą żadnych rozmów ze strajkującymi. Tylko w Wojewódzkim Szpitalu w Bielsku-Białej, dyrektor rozmawia z protestującymi pielęgniarkami. Jak powiedziała portalowi rynekzdrowia.pl Zofia Lubecka – przewodnicząca organizacji zakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w tym szpitalu, rozmowy zostały jednak przerwane do godz. 14.00 w poniedziałek. Strajku głodowego pielęgniarki nie przerwały.
Strajkujące pielęgniarki odwiedziła Dorota Gardian – przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
– To są strajki o przestrzeganie prawa. O podwyżki gwarantowane ustawą z 2007 roku – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Dorota Gardias. – Do strajku nie powinno dojść, bo od trzech lat obowiązuje art. 59 a o zoz-ach. Prawdą jest jednak, że niektórzy dyrektorzy w związku z tym w sposób całkowicie uznaniowy dzielą środki, zwiększając jednym grupom zawodowym wynagrodzenie o 200 proc., a innym o 5 proc. A Ministerstwo Zdrowia sankcjonuje obecną sytuację i nie chce wprowadzić jednoznacznych przepisów.
A przecież dyrektorzy szpitali, postępując niezgodnie z duchem ustawy, łamią prawo. Dorota Gardias zastrzega, że nie dotyczy to wszystkich szpitali. W wielu placówkach te 40 proc. różnicy pomiędzy kontraktami w roku poprzednim i bieżącym dzielono sprawiedliwie.
Czy w obecnej sytuacji finansowej podbeskidzkiego strajkujące pielęgniarki mają szansę wywalczyć podwyżki? Dorota Gardias odpowiada:
– Przecież dyrektorzy tych placówek mieli trzy lata na to, by dostosować się do obowiązującego prawa. Żadna więc pora nie byłaby dobra.