Po unieważnieniu przez NFZ konkursu na leczenie lub niektóre usługi medyczne na Dolnym Śląsku zapanował całkowity chaos. Umów z płatnikiem nie ma 1100 z 2600 dolnośląskich przychodni. Tylko co czwarty szpital podpisał kontrakt na wszystkie usługi medyczne. Wiceminister zdrowia Jakub Szulc zapowiedział wczoraj (6 stycznia) że od dziś, a najdalej od jutra (7-8 stycznia) sytuacja zacznie wracać do normy.

– Mamy prawdziwe piekło – ocenia Piotr Nowicki, wicedyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Około 400 pacjentów dziennie odchodzi z kwitkiem, nie pracuje 40 poradni specjalistycznych i kilkanaście pracowni, m.in. tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, kolonoskopii, gastroskopii.

Największa w regionie specjalistyczna przychodnia – Dolnośląskie Centrum Medyczne Dolmed we Wrocławiu – przyjmuje ok. 100 pacjentów dziennie. Ale chorzy muszą zapłacić. I wielu się na to decyduje.

Władze województwa uspokajają, że pacjenci, których życie jest zagrożone, są przyjmowani. A dyrektor Dolnośląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ Krzysztof Dworak obiecuje, że za wszystkich pacjentów przyjętych do czasu podpisania umów Fundusz zapłaci. Oczywiście pod warunkiem, że ostatecznie szpital lub przychodnia umowę podpisze.

Skąd wzięło się całe zamieszanie? Dyrektorzy szpitali i przychodni twierdzą, że w dostarczonym im przez NFZ programie komputerowym były błędy uniemożliwiające poprawne złożenie oferty.

Przedstawiciele NFZ sądzą natomiast, że problem jest dużo poważniejszy. Około 30 proc. ofert na Dolnym Śląsku odpadło z powodów merytorycznych, tj. z powodu błędów popełnionych przez samych świadczeniodawców. Największy kłopot to sprzeczności dotyczące czasu pracy lekarzy. System komputerowy porównał harmonogramy placówek i okazało się, że niektórzy medycy leczą w tym samym czasie nawet w miejscach oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów. Jeden lekarz miał w tygodniu pięć godzin wolnego.
 
– Musimy pilnować, na co wydajemy 4 mld zł publicznych pieniędzy - wyjaśnia Maciej Biardzki, wicedyrektor dolnośląskiego Funduszu.

Dolmed ocenia, że to zbyt formalistyczne podejście. Przychodnie Centrum pracują od 7 do 22, a tylko część tego czasu wykupuje NFZ. Część pacjentów przyjmowana jest odpłatnie. Mimo to system policzył cały czas pracy przychodni i wykazał błąd.

– System nie uwzględnia, że lekarz może pracować w jednym szpitalu dwa tygodnie w miesiącu, a dwa tygodnie w innym - dodaje dyrektor Nowicki.

Urzędnicy wyjaśniają, że problem Dolnego Śląska polega na szczególnie dużej liczbie placówek, które na dodatek mają problemy ze zrealizowaniem umów z NFZ: nie mają aż tylu pacjentów, za ilu Fundusz jest gotów zapłacić.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH