Dodatkowymi środkami finansowymi władze województwa dolnośląskiego chcą przekonać młodych lekarzy do pracy w ich regionie.

Na Dolnym Śląsku najbardziej doskwiera brak zwłaszcza anestezjologów, neonatologów i psychiatrów dziecięcych.

- Chcemy fundować stypendia dla zdolnych studentów i pomagać im finansowo podczas robienia specjalizacji - mówi Jarosław Maroszek, dyrektor departamentu polityki zdrowotnej w Dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim.

- W zamian młody człowiek zobowiązałby się kształcić we wskazanej dziedzinie, a następnie pracować np. przez pięć lat w konkretnym mieście lub szpitalu. Nie ustaliliśmy konkretnej kwoty. Ale stypendium w wysokości np. 1 tys. zł plus pieniądze, jakie wypłaca resort zdrowia każdemu rezydentowi (około 1,8 tys.), to już będzie coś dla początkującego lekarza.

Tym tropem mogłyby pójść samorządy powiatowe lub gminne, bo w małych miejscowościach najtrudniej o lekarza.

– To dobre rozwiązanie, które jakiś czas temu proponowaliśmy urzędnikom - mówi Katarzyna Bojarowska, wiceprzewodnicząca Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. - System stypendialny działa przecież w wielu krajach, np. USA, i świetnie się sprawdza.
 
Ale jest problem, bo ustawa o samorządach nie pozwala na fundowanie stypendiów. Samorząd może kupić szpitalowi sprzęt, dać pieniądze na szkolenie lekarza, ale na stypendium już nie.

- Nasi prawnicy szukają luk, może uda się skorzystać z pieniędzy unijnych? - zastanawia się Maroszek. - Jeśli nie, będziemy lobbować za zmianą ustawy o samorządach. Gra warta jest świeczki.

O tym, że z lekarzami specjalistami na Dolnym Śląsku jest tragicznie, władze województwa przekonały się, zlecając konsultantom wojewódzkim oszacowanie, ilu ich pracuje w szpitalach i jakie są potrzeby do 2015 roku.

Najbardziej potrzebni są anestezjolodzy. Dr Jakub Śmiechowicz, dolnośląski konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, policzył, że już rok temu brakowało ich w dolnośląskich szpitalach około 70. Teraz pracuje 167 specjalistów, ale za siedem lat, gdy zwiększy się liczba skomplikowanych zabiegów, potrzeby będą prawie dwa razy większe!

Trudna sytuacja może być też na oddziałach neonatologicznych. Konsultantka dolnośląska dr Małgorzata Czyżewska uważa, że pracę od ręki znalazłoby ok. 20 specjalistów. Deficyt będzie się pogłębiał, bo w ciągu najbliższych lat na emeryturę odejdzie grupa 10-12 lekarzy. Młodzi nie garną się do tej trudnej specjalizacji - w ostatnim roku nikt nie zgłosił się na wolne, opłacane przez resort zdrowia miejsca rezydenckie.

Fatalnie jest też w woj. dolnośląskim z psychiatrami dziecięcymi, a niewiele lepiej z otolaryngologami dziecięcymi, lekarzami rodzinnymi, internistami i ortopedami...

Problemy kadrowe w medycynie dotyczą całego kraju. Minister zdrowia Ewa Kopacz otwarcie mówi o luce pokoleniowej, choć jeszcze dwa lata temu resort zapewniał, że lekarzy mamy wielu i nie trzeba martwić się ich wyjazdami z Polski. Teraz szacuje, że brakuje ponad 4 tys. medyków. Tylko z Dolnego Śląska ubyło w ciągu czterech lat 1194 lekarzy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH