PW/Rynek Zdrowia | 01-08-2019 05:50

Dlaczego część pacjentów nie stawia się na operacje zaćmy i endoprotezoplastykę?

Dzięki przeznaczeniu dodatkowych pieniędzy przez NFZ znacznie skracają się w kraju kolejki do operacji zaćmy i endoprotezoplastyki stawu biodrowego, kolanowego. - Dzisiaj większym problemem niż kolejki jest to, że na te zabiegi nie zgłaszają się zapisani pacjenci - mówią specjaliści. Co jest tego powodem?

Operacja okulistyczna w Wojskowym Instytucie Medycznym (zdjęcie ilustracyjne); FOT. WIM

P.o. dyrektora ŚOW NFZ Piotr Nowak podczas niedawnej konferencji prasowej (23 lipca) podawał, że na koniec II kwartału, mimo zaplanowanego terminu operacji zaćmy, na zaproszenia szpitali w województwie śląskim nie odpowiedziało ponad 2700 osób.

Jak oceniał prof. Edward Wylęgała, kierownik Oddziału Klinicznego Okulistyki z Pododdziałem Okulistyki Dziecięcej w Okręgowym Szpital Kolejowym w Katowicach, konsultant wojewódzki w dz. okulistyki, na 20 pacjentów zapisanych do kolejki na zabieg w Szpitalu Kolejowym zgłasza się ostatecznie 5-7 pacjentów.

Profesor nie ukrywa ogromnej satysfakcji z faktu, że kolejki do zabiegów w zaćmie z kilkuletnich stały się kilkumiesięczne. Mówi nam jednak też, że w związku z koniecznością zabezpieczenia odpowiedniej obsady anestezjologów oraz personelu średniego, konieczne jest precyzyjne określenie liczby zabiegów wykonywanych w danym dniu na oddziale szpitala. - Cała ta sytuacja (gdy nie stawiają się pacjenci - red.) ma negatywny wpływ na wykonywanie innych zabiegów operacyjnych. Przestoje bardzo dobrze wyposażonych sal operacyjnych nie powinny mieć miejsca - zaznacza.

Wcześniejszy termin nie zawsze cieszy
Jak wynika z danych Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Olsztynie, w tym regionie ok. 20 proc. pacjentów zakwalifikowanych do operacji zaćmy nie stawia się w szpitalu w umówionym dniu. To sprawia, że blokowane są miejsca innym pacjentom.

Dr Janusz Pieczyński, koordynator oddziału okulistycznego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie, konsultant wojewódzki w dziedzinie okulistyki apelował do pacjentów, by powiadamiali szpital o rezygnacji z operacji, tak, by lekarze mogli zaprosić na zabieg kogoś innego.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Janusz Pieczyński także podkreśla, że największy problem organizacyjny dla oddziału okulistycznego powstaje wtedy, gdy pacjent, który przeszedł pozytywnie kwalifikacje i został już wpisany na bezpośrednią listę do zabiegu na dany dzień, nie zgłasza się do szpitala, nie informując o tym wcześniej.

- Są opłacone nadgodziny, ustawiony grafik dyżurów i nagle się okazuje, że personel nie ma co robić przez pewien czas. Sala operacyjna pozostaje nie w pełni wykorzystana, kończymy pracę wcześniej, bo nie ma innej możliwości. To się rzadko zdarza, ale rzeczywiście dochodzi do takich sytuacji, że na 15-18 pacjentów operowanych w danym dniu nie pojawia się np. 2-3 - mówi konsultant.

Tłumaczy, że zasadniczy problem polega natomiast na tym, iż pacjenci odmawiają stawiania się na zabiegi, gdy są informowani o przyspieszeniu terminu: - Dzwonimy do nich i słyszymy, że np. nie pasuje pora roku, w której chcieliby być operowani, albo mają inne plan na dany dzień, albo po prostu nie chcą być wcześniej operowani. Padają wyjaśnienia zupełnie niemerytoryczne.

Zapisani do kolejki "na zapas"
Ta sytuacja wynika m.in. stąd, że pacjenci, ze względu na wcześniejsze limity, zapisywali się do kolejki "na zapas", z mało zaawansowaną zaćmą.

- Sądzę, że część pacjentów jest świadoma nowych kryteriów NFZ kwalifikacji do zabiegu i obawia się, iż nie przejdzie kwalifikacji i zostanie skreślona z kolejki oczekujących. Jeśli pacjent nie spełnia kryteriów, posiada jeszcze dobrą ostrość widzenia i nie ma innych czynników, które należałoby uwzględnić podczas kwalifikacji, to rzeczywiście informujemy, że w tej chwili nie będziemy operować. Należy tu podkreślić, że przy krótkiej kolejce oczekujących, w przypadku pogorszenia ostrości widzenia, będą zoperowani w bardzo szybkim czasie - wyjaśnia dr Janusz Pieczyński.

Dodaje: - Są i tacy pacjenci, którzy spełniając kryteria kwalifikacji do zabiegu usunięcia zaćmy, dzwonią do nas prosząc o przesunięcie zabiegu na inny, późniejszy termin. Oczywiście nie podchodzimy do takich przypadków bezdusznie. Rozumiemy pacjentów, są różne sytuacje losowe i to też bierzemy pod uwagę.

Na podobne problemy natrafiają szpitale i oddziały wykonujące operacje endoprotezoplastyk, w których kolejki też przyspieszyły.

Jak skrupulatnie wylicza Wielkopolski Oddział Wojewódzki NFZ w Poznaniu, w I półroczu 2019 r. w regionie, zgodnie z listą oczekujących, miało odbyć się np. 3348 zabiegów endoprotezoplastyki stawu kolanowego. Było ich dużo mniej, z różnych powodów.

- W placówkach, do których pierwotnie zapisali się pacjenci, od 1 stycznia do 29 lipca 2019 roku, odbyły się 1852 takie zabiegi. 818 osób wpisanych na listę oczekujących poinformowało o rezygnacji ze świadczenia, 335 nie stawiło się na zabieg w wyznaczonym terminie, z 74 osobami stwierdzono brak kontaktu, 58 pacjentów zmarło przed terminem zabiegu, 4 zostało zoperowanych w innym miejscu, a 110 zostało zdyskwalifikowanych z powodów medycznych - informuje Marta Żbikowska z biura prasowego WOW NFZ w Poznaniu.

Z danych płatnika wynika zatem, że w Wielkopolsce około 10 proc. pacjentów nie stawiło się w wymaganym terminie na zabieg endoprotezoplastyki stawu kolanowego.

W Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym Szpitalu Klinicznym im. Wiktora Degi w Poznaniu kolejki do przyjęcia w przypadkach stabilnych do zabiegów endoprotezoplastyki stawu biodrowego wynoszą około pół roku. Na endoprotezoplastykę kolana czeka się około 5 miesięcy.

Pacjenci, których operacje przewidywano za rok, czy kilka lat, otrzymują teraz informacje, że operacja będzie mogła odbyć się w konkretnym terminie, np. już za 3-4 miesiące. Część z nich jednak wcale nie jest zadowolona z przyspieszenia zabiegu.

Odroczeni na życzenie
- Duża ilość osób z oczekujących w kolejce nie stawia się na zabiegi. Prawie 30-40 proc. z nich to osoby wielokrotnie przesuwające terminy zabiegów. Gdy wzywamy ich na komisję kwalifikacyjną, nie przyjeżdżają, wynajdując dziesiątki powodów - mówi nam dr Przemysław Daroszewski, dyrektor szpitala Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym Szpitalu Klinicznym im. Wiktora Degi w Poznaniu.

Jak wyjaśnia, ci pacjenci nie są zdecydowani na operację, co wynika m.in. stąd, że objawy bólowe nie są u nich zbyt nasilone lub oceniają, że ich niesprawność wynikająca z uszkodzenia stawu nie wpływa na pogorszenie komfortu życia w stopniu, który byłby już dla nich nie do zaakceptowania.

Dyrektor zaznacza, że tacy pacjenci, nie są skreślani z kolejki, ale przesuwani na dalsze terminy. Dodaje: - Ta sytuacja pokazuje, że w wielu przypadkach długość kolejek do zabiegów endoprotezoplastyki była przesadnie oceniana.

W Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym Szpitalu Klinicznym im. Wiktora Degi w Poznaniu procentowo licząc ilość osób odroczonych w zabiegach endoprotezoplastyki stawu biodrowego to (w zależności od oddziału) od 35 do 42 proc., a w zabiegach endoprotezoplastyki stawu kolanowego - od 34 do 49 proc. W marcu i kwietniu odroczenie zabiegów dotyczyło od 9 do 15 proc. pacjentów.

Także dyr. Przemysław Daroszewski wskazuje, że odmowy pacjentów stawienia się na zabieg wprowadzają utrudnienia w pracy oddziałów. - Faktem jest natomiast, że wieloletnie oczekiwanie na zabieg było patologią i pacjenci zapisywali się "na zapas", tak reagując na niedoskonałości systemu ochrony zdrowia - przyznaje.

To była patologia
Właśnie w kolejkowej patologii przyczyn niezgłaszania się pacjentów upatruje Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci. Mówi: - Te reakcje pacjentów, to konsekwencja tego, że kolejkowe terminy były wieloletnie. Jeśli ktoś zapisuje się na zabieg za 5 lat, to trudno jest traktować ten termin poważnie przez tak długi okres czasu. Gdyby to były zabiegi planowane z kilku miesięcznym wyprzedzeniem, to wtedy zapewne takich wyjaśnień jakie dzisiaj przedstawiają pacjenci byłoby zdecydowanie mniej.

Co do jednego opinia specjalistów i przedstawicieli pacjentów jest zgodna: zdecydowanie krótsze oczekiwanie na zabiegi doprowadzi do sytuacji, że pacjenci nie będą już zapisywani na bliżej nieokreślone terminy, ale na konkretne, co ułatwi im planowanie pobytu w szpitalu.

- Wtedy można wprowadzić zasadę, że niestawienie się na zabieg spowoduje np. powrót na początek kilkumiesięcznej kolejki. To jednak także kamyczek do naszego szpitalnego ogródka. By tak postępować trzeba pacjentów edukować, informując podczas wizyt konsultacyjnych, że wymagamy od nich - oczywiście poza ewidentnymi przypadkami losowymi - by zachowywali się odpowiedzialnie i zapraszani pojawiali się w szpitalu w zakreślonym terminie - mówi dyr. Przemysław Daroszewski.

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie kolejka do operacji zaćmy jest kilkumiesięczna i stale maleje. Zapisywani są w tej chwili pacjenci na kwiecień 2020 roku, czyli kolejka ma 9 miesięcy.

- Do końca roku osiągniemy zapewne półroczny termin oczekiwania. Można sądzić, że gdy pacjenci zyskują w kolejce już nie wieloletnią, ale kilkumiesięczną perspektywę oczekiwania, zapewne zdecydowanie łatwiej będą w stanie zaplanować swoje sprawy życiowe, tak, by stawić się w wyznaczonym czasie w szpitalu. Zdecydowanie inne jest podejście pacjenta, który tkwi w kolejce "na zapas" i takiego, który rzeczywiście czeka na poprawę komfortu życia - podsumowuje dr Janusz Pieczyński.